To jest tak mocne, że aż postanowiłem to skomentować, ponieważ wydaje mi się, że podobnie myślących jednostek nie brakuje… Natrafiłem właśnie na artykuł, w którym przeczytałem, że niejaki wokalista Adam Stachowiak, który rok temu przyjął chrzest i bierzmowanie, dziś mówi, że chce dokonać apostazji.
Od razu zaznaczam – kompletnie nie wiem, kim jest Adam Stachowiak (pewnie przez to niektórzy z Was uznają, że żyję pod kamieniem – być może…), ale to tym lepiej dla całego mojego wpisu, bo jego postawę oceniam nie jako postawę celebryty, a jako postawę zwykłego człowieka.
W artykule można przeczytać, że artysta, który zdobył rozpoznawalność dzięki programowi The Voice of Poland, jeszcze w 2025 roku otwarcie mówił o swojej duchowej przemianie. Wówczas przyjął sakramenty chrztu, komunii i bierzmowania, a także zawarł ślub kościelny z Anną Stachowiak.
Niedawno jednak napisał na swoim koncie na IG: „Myślałem, że Bóg wypełni pustkę, którą od lat noszę w sobie, ale zawiodłem się na tym, co dzieje się w kościele, szczerze – dziś w sumie zastanawiam się nad apostazją. Cały czas szukam własnej drogi, starając się przy tym być dobrym człowiekiem i najlepiej, jak umiem, wypełniać swoje role”.
Kurczę… Gościu… Popatrzyłem na Twój wiek… Masz 28 lat. Przez tyle lat żyłeś bez Boga, po czym stwierdziłeś, że jeżeli przyjmiesz Go do swojego życia na niespełna rok, on zmieni wszystko w Twoim funkcjonowaniu o 180 stopni, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki… Serio? Przecież takim rozumowaniem wystawiasz odpowiednie świadectwo samemu sobie, a nie Kościołowi, o którym mówisz, że się na nim „zawiodłeś”.
Serio uważasz, że dziś Kościół tworzą jedynie ludzie szczęśliwi, bogaci, którzy żyją z dala od chorób, problemów, itp.? No to muszę Cię zmartwić… Takich ludzi można policzyć na palcach jednej dłoni… Znacznie więcej osób ma gigantyczne problemy (różnego rodzaju), ale zawierzają swoje życie Jezusowi, ponieważ wiedzą doskonale, że nie liczy się życie doczesne, a liczy się życie wieczne…
Przyjąłeś chrzest, aby rok później zastanawiać się nad apostazją? Proszę cię… Nie ośmieszaj się… Czego oczekiwałeś po tym roku? Jak miało się zmienić Twoje życie, abyś uwierzył w Boga, abyś uwierzył w Kościół? Chciałeś mieć codzienne objawienia? Chciałeś mieć życie usłane różami? Nie… To tak nie działa…
Dziś mamy duże problemy, aby przyciągnąć młodych ludzi do Kościoła. Jasne… Po części jest to też wina niektórych księży, którzy swoim zachowaniem bardziej od niego odpychają, niż przyciągają, ale uwierzcie mi, takich kapłanów jest garstka… Znacznie więcej jest księży z powołania, którzy swoim życiem mogą być wzorem dla innych… Po tego typu artykułach bardziej jestem jednak skłonny uwierzyć, że problem z przyciąganiem młodych osób do Kościoła wcale nie wynika głównie z problemów, które występują w Kościele. Wynika bardziej z faktu, że to młodzi ludzie sami nie wiedzą, czego chcą od życia…
Żyjemy w czasach, gdzie każdy czegoś chce, gdzie każdy uważa, że wszystko mu się należy, bez grama wysiłku ze swojej strony, czy jakiegokolwiek poświęcenia i zaangażowania. Jeżeli tego nie dostają, odwracają się na pięcie i szukają czegoś innego. Tak samo jest z Kościołem… Kościół to nie tylko samo odbieranie łask. To wiele wyrzeczeń, poświęceń i dawania od siebie. Jeżeli ktoś nie jest na to gotowy, nigdy nie stanie się częścią Kościoła. Jest to z jednej strony smutne, a z drugiej piękne, bo to oznacza, że Ci, którzy tworzą dziś Kościół, są naprawdę wyjątkowymi osobami, które wiedzą, co w naszym życiu jest najważniejsze i do czego powinniśmy dążyć…


Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.