Wojciech Mierzwa i jego lot z gołębiami

22-letni Wojciech Mierzwa z Rzepiennika Suchego od siedmiu lat zajmuje się hodowlą gołębi pocztowych. Mimo, iż jego hobby wiąże się z wielkimi nakładami finansowymi, których w żadnym stopniu nie da się zrekompensować osiąganymi sukcesami, to nie zamierza z niego rezygnować, ponieważ głównym celem na najbliższe lata stał się start w mistrzostwach Polski.

wojciech-mierzwa-przed-swoim-golebnikiem-wraz-ze-zdobytymi-trofeami
Wojciech Mierzwa przed swoim gołębnikiem wraz ze zdobytymi trofeami

Mieszkaniec Rzepiennika Suchego będąc jeszcze nastolatkiem wraz ze swoimi ptakami sięgał po tytuł mistrza sekcji i mistrza oddziału stając się jednym z najmłodszych hodowców w Polsce mogących pochwalić się tego typu sukcesami. – Do klubu wstąpiłem mając 15 lat. Należę do sekcji Ołpiny, do oddziału w Jaśle. Początkowo wszyscy patrzyli na mnie z przymrużeniem oka. W grupie byli sami doświadczeni hodowcy, a ja byłem typowym „żółtodziobem”. Z czasem jednak zaczęły pojawiać się pierwsze sukcesy i ze „zjawiska” stałem się ich głównym rywalem – śmieje się 22-latek, który nie ukrywa, że włożył wiele wysiłku, a także własnych pieniędzy w to, aby znaleźć się w czołówce hodowców we własnej sekcji. – Miłością do gołębi zaraził mnie dziadek. To on był moim pierwszym nauczycielem. Następnie sam postawiłem mały gołębnik, do którego zacząłem sprowadzać pierwsze ptaki, głównie od rodziny i znajomych. Początki były tragiczne! Miałem około 50 gołębi, które w ogóle nie nadawały się do lotów. Do dziś pamiętam jedne z pierwszych zawodów, kiedy z 30 moich gołębi, które wzięły w nich udział, do gołębnika wrócił zaledwie jeden. To był dramat!

Po kilku nieudanych startach, Wojtek postawił wszystko na jedną kartę i zainwestował spore pieniądze w hodowlę. W 2013 roku przy pomocy taty i młodszego brata wybudował profesjonalny gołębnik, który stał się prawdziwym centrum treningowym dla jego ptaków. – Brat i tata bardzo pomagają mi przy hodowli. Kiedy nie ma mnie w Polsce, czuwają nad moimi ptakami. Budowa gołębnika kosztowała mnie około 10 tys. zł. Wewnątrz znajdują się m.in. pojemnik rozpłodowy, w którym są dwa boksy – osobny dla samic i dla samców, pojemnik lotowy oraz pojemnik dla młodych gołębi. Postanowiłem zainwestować również w same ptaki. Obecnie w mojej hodowli znajduje się 120 gołębi. Zacząłem jeździć po targach i kupować coraz to lepsze okazy. Jednego zakupiłem w Niemczech i zapłaciłem… 500 euro! Dla osoby, która nie interesuje się gołębiami pocztowymi może wydawać się to zawrotną sumą, jednak proszę mi wierzyć, że w życiu widziałem już ptaki, których cena sięgała 5-10 tys. euro. To naprawdę nie jest tanie hobby – mówi Wojtek wskazując przy okazji na szafkę znajdującą się wewnątrz gołębnika, w której roi się od pokarmu dla jego pupilów. – Pasza, preparaty, odżywki… Specyfików jest naprawdę mnóstwo, a ceny też nie są małe. Za worek 25 kg paszy trzeba zapłacić od 40 do 80 zł. Rocznie na samo pożywienie dla moich ptaków wydaję ponad 7 tys. zł. Do tego gołąb musi być zdrowy, więc trzeba je również zaszczepić. Codziennie sprawdzasz każdego z osobna, czy nie ma złamań, czy na coś nie zachorował. Treningi ptaków, to już wyższa szkoła jazdy. Sezon trwa przeważnie od maja do lipca. Miesiąc przed startem rozgrywek rozpoczynamy ćwiczenia, które polegają m.in. wywiezieniu gołębia na odległość od 20 do 200 km od domu i sprawdzeniu czasu jego przelotu. W moim gołębniku mam okazy, które potrafią osiągnąć prędkość blisko 180 km/h. Jak widać, hodowla gołębi pocztowych to zajęcie dla ludzi, którzy potrafią poświęcić temu zajęciu mnóstwo czasu. Mi zajmuje to około sześciu godzin dziennie. Jednak, aby osiągać w tym sporcie sukcesy, należy mocno się w to zaangażować.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Tragedia w Mekce. Zadeptani na śmierć

Pomimo wielkiego zaangażowania i niemałych nakładów finansowych, trudno w tym hobby o jakikolwiek zarobek. Tylko najwięksi hodowcy w Polsce mogą liczyć na dobre pieniądze, które mogą otrzymać ze sprzedaży swoich najlepszych ptaków. – Za zwycięstwa w turniejach otrzymuje się puchar, medal i dyplom. O jakichkolwiek pieniądzach można zapomnieć. Tak naprawdę jest tylko satysfakcja, że w pokonanym polu zostawiłeś ponad stu przeciwników, jak ma to miejsce w zawodach oddziałowych. Kiedyś miałem propozycję sprzedaży jednego z moich najlepszych gołębi. Zaoferowano mi ponad 2 tys. zł. Ostatecznie odmówiłem, a z czasem okazało się, że decyzja nie była chyba zbyt słuszna, ponieważ podczas lotów, gołębia zaatakował jastrząb i nie udało się go już uratować. Za jednym razem przepadł i gołąb i pieniądze… Od czasu do czasu uda mi się sprzedać młode ptaki, które są spokrewnione z gołębiami osiągającymi sukcesy podczas zawodów. Cena nie jest jednak wygórowana i waha się od 50 do 100 zł. Patrząc na to, ile należy zainwestować, to naprawdę śmieszne pieniądze.

Hodowca z Rzepiennika Suchego chciałby w najbliższych latach wystartować w mistrzostwach Polski. Aby tak się stało, musi w dalszym ciągu osiągać sukcesy na lokalnym podwórku oraz wzbogacić swoją hodowlę o gołębie długodystansowe. – Praktycznie wszystkie moje ptaki, to gołębie krótkodystansowe, które sprawdzają się w lotach maksymalnie do 500 km. Aby stać się hodowcą z prawdziwego zdarzenia, trzeba posiadać również okazy, które sprawdzają się w trasach sięgających ponad tysiąc kilometrów. Jak do tej pory nie udało mi się wyhodować takiego ptaka. Kilkukrotnie próbowałem „testować” w ten sposób swoje gołębie wypuszczając ich w Niemczech, ale okazywało się, że albo nie dolatywały do domu, albo były tak wycieńczone, że w ostatniej chwili udawało się je odratować. Brakuje mi jeszcze wiedzy i doświadczenia w tym temacie, ale to wszystko przyjdzie z czasem. Planuję w perspektywie dwóch najbliższych lat wystartować w mistrzostwach Polski. Moim marzeniem jest sięgnąć kiedyś po tytuł najlepszego hodowcy w kraju. Dziś średnia wieku hodowcy oscyluje w granicach 50-60 lat. Większość z tych osób mogłaby być moimi dziadkami. Jestem pewny, że ze swoim samozaparciem osiągnę w sukces w tej dziedzinie. A, że niesie to za sobą w głównej mierze tylko satysfakcję, nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Jak Maria Mikosz lepi dziecięce marzenia...

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *