Polski program ochrony ludności rusza z ogromnym budżetem, ale bez jednej reguły, która przesądza o wszystkim. Bez niej za publiczne pieniądze powstaną obiekty najtańsze z dozwolonych, czyli niewiele mocniejsze od przystosowanej piwnicy, a my nazwiemy to systemem ochrony ludności.
Polska po dekadach zaniedbań wreszcie poważnie zabiera się za ochronę ludności. Mamy nowoczesny przepis techniczny, rusza wieloletni program finansowania, w grę wchodzą miliardy złotych i ambicja objęcia ochroną milionów ludzi. A jednak istnieje realne ryzyko, że z tych pieniędzy nie powstanie ani jeden schron z prawdziwego zdarzenia. Nie z braku środków, technologii czy dobrej woli, lecz z powodu jednego brakującego zdania w przepisach.
Prawo każe budować budowlę ochronną, nie schron
Sedno problemu jest proste i właśnie dlatego groźne. Przepis nakłada obowiązek budowy budowli ochronnej, a nie schronu. To pojęcie szerokie, które obejmuje i ciężki schron z pełną ochroną, i najlżejsze ukrycie. Najtańszą dopuszczalną budowlą ochronną jest właśnie ukrycie, a żadna reguła nie nakazuje nikomu zbudować czegoś mocniejszego. W tej sytuacji każdy inwestor, także publiczny, z ograniczonym budżetem i rozliczany z liczby obiektów, wybierze opcję najtańszą z dozwolonych. Nie ze złej woli, lecz dlatego, że prawo na to pozwala, a pieniędzy zawsze jest mniej niż potrzeb.
Najtańsze ukrycie to dziś prawie zwykła piwnica
Gdyby najtańsza budowla ochronna była solidnym schronem, nie byłoby problemu. Ale nie jest. Najlżejsze ukrycie chroni wyłącznie przed odłamkami, ostrzałem z broni małokalibrowej i zawaleniem budynku. Tymczasem przed dokładnie tym samym chroni zwykłe miejsce doraźnego schronienia, czyli przystosowana piwnica lub garaż.
Złóżmy te fakty razem. Prawo każe budować budowlę ochronną, najtańszą budowlą ochronną jest ukrycie, a najtańsze ukrycie niewiele różni się od piwnicy. Wniosek jest nieunikniony. Jeśli nic się nie zmieni, za publiczne miliardy powstaną tysiące najtańszych obiektów, a system ochrony ludności będzie istniał głównie na papierze.
Doskonały słownik bez gramatyki
Jak to możliwe przy tak dobrym przepisie? Bo przepis jest doskonały w opisie, a milczy w wyborze. Definiuje sześć kategorii budowli ochronnych, od lekkiego ukrycia U-1 po ciężki schron S-3, i każdej przypisuje twarde, mierzalne parametry. To znakomity słownik. Brakuje w nim jednak gramatyki, czyli reguły, która mówi, jaką kategorię zastosować w danej sytuacji. Inżynier wie dokładnie, jak zbudować schron, ale nikt nie wie kiedy ma on powstać, a kiedy wolno poprzestać na ukryciu. W tę pustkę zawsze wpłynie rozwiązanie najtańsze.
Przepaść, w którą osunie się system
Jest jeszcze drugie dno, które tym mocniej pcha rynek ku ukryciom. Nasz najlżejszy prawdziwy schron S-1 jest dziś obciążony niemal pełnym pakietem wymagań najwyższej klasy S-3, przez co staje się tak drogi, że nikt nie postawi go z własnej woli tam, gdzie prawo dopuszcza tanie ukrycie. Mamy więc jednocześnie najtańszą warstwę zbyt słabą i najtańszy schron zbyt drogi, a między nimi przepaść, w którą osunie się cały program ochrony ludności.
Finlandia dowodzi, że można inaczej
To nie jest czarnowidztwo, lecz mechanizm, a najlepszym dowodem jest kraj, który go uniknął. Finlandia chroni ponad 85 procent ludności i nie pyta, gdzie spadnie pocisk, lecz wiąże wymaganą odporność schronu z liczbą chronionych w nim ludzi. Im więcej osób w jednym obiekcie, tym mocniejsza musi być ochrona. Fiński schron podstawowy jest przy tym celowo lekki i tani, by powstawał w niemal każdym nowym budynku, a zarazem na tyle mocny, by liczył się jako pełny schron. Finowie nie pytają, co nadleci. Pytają, ilu ludzi zginie, jeśli się pomylą. I właśnie dlatego mają czym chronić prawie całą populację.
Co trzeba zmienić, zanim popłyną pieniądze
Naprawa nie wymaga przebudowy systemu ani wstrzymania programu. Wymaga dopisania jednej reguły, i to pilnie, bo każda złotówka wydana wcześniej utrwali zły wzorzec. Zasada jest prosta. To liczba chronionych ludzi powinna wyznaczać obowiązkową odporność budowli ochronnej. Bliskość czegoś groźnego, na przykład zakładu chemicznego, może tę poprzeczkę podnieść. A schron podstawowy kategorii S-1 trzeba odciążyć z nadmiernych wymagań, by powstawał wszędzie. Lepszy jest bowiem dobry schron zbudowany tysiące razy niż idealny niezbudowany nigdy.
Stawka dla Polski
Mówimy o szansie, która zdarza się raz na pokolenia, i o bezpieczeństwie milionów ludzi. Krajowe szacunki wskazują na potrzebę co najmniej 32 tysięcy budowli ochronnych. To, czy będą to prawdziwe schrony, czy tysiące obiektów niewiele mocniejszych od piwnic, rozstrzyga się teraz, na poziomie jednego przepisu, a nie później, na placach budowy. Jeśli ruszymy z wielkimi pieniędzmi, ale bez reguły doboru, wydamy miliardy i zbudujemy coś, co wygląda jak ochrona ludności, ale nią nie będzie. Najgorsze jest to, że błąd ujawni się dopiero wtedy, gdy ochrona będzie naprawdę potrzebna, a wtedy na poprawki będzie już za późno.
Z pełną diagnozą obecnej sytuacji oraz uzasadnieniem postulatów autora można zapoznać się w opublikowanej Białej Księdze „Luka w sercu systemu ochrony ludności”
https://pliki.holdfort.pl/HFT-WhitePaper-Luka_w_systemie_ochrony_ludnosci-20260609.pdf
Tekst wyraża opinię autora i jest zaproszeniem do debaty. Oparty na rozporządzeniu MSWiA z 4 listopada 2025 r. w sprawie warunków technicznych dla budowli ochronnych (Dz.U. 2025 poz. 1548), ustawie o ochronie ludności i obronie cywilnej oraz analizach własnych HOLDFORT S.A.
O autorze. Piotr Jarosz, inżynier budownictwa z uprawnieniami bez ograniczeń i ponad 30-letnim doświadczeniem zawodowym, specjalista systemowego planowania infrastruktury ochronnej. Członek Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa oraz International Association for Bridge and Structural Engineering. Prezes Zarządu HOLDFORT S.A


Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.