Marek Mosor: Rozśmieszyć rysunkiem

39-letni Marek Mosor, który występuje pod pseudonimem „Widget”, na co dzień zajmuje się tworzeniem rysunków o charakterze satyrycznym. Na swoim koncie ma publikację prac nie tylko w najbardziej poczytnych polskich czasopismach, ale także zagranicznych tytułach prasowych. Jednym z jego największych marzeń jest wydanie książki, w której zamieściłby najlepsze swoje prace.

Zaczęło się od karykatur… nauczycieli
Marek Mosor mówi o sobie, że jest rysownikiem z zamiłowania. Nie ukończył żadnej szkoły plastycznej, czy też studiów o podobnym profilu. Rysunkiem zaczął interesować się w szkole podstawowej. To wówczas na lekcjach, zamiast skupiać się na tym, co nauczyciele mają mu ciekawego do przekazania, wolał na kolejnych kartkach zeszytów rysować ich karykatury. – Jestem samoukiem. Nikt nie uczył mnie rysować. Będąc w szkole podstawowej, wraz ze swoim kolegą tworzyliśmy komiksy. Ja rysowałem historię, w której to on był bohaterem, a on rysował historię, w której to ja byłem bohaterem. Następnie nasze prace poddawaliśmy ocenie naszym szkolnym kolegom. W ten sposób zapałałem miłością do rysowania. Nie wiedziałem jeszcze, że w przyszłości będzie mi to przynosiło pieniądze, ale po cichu marzyłem o robieniu komiksów. Wzorem był dla mnie oczywiście legendarny Papcio Chmiel, czy Janusz Christa. Oczyma wyobraźni widziałem siebie i swoich narysowanych bohaterów, którzy stają się idolami dzieci i młodzieży – śmieje się Marek, który na swoich pracach zaczął zarabiać przez przypadek. – Pewnego dnia pomyślałem, że warto byłoby pokazać swoje dzieła większemu gronu odbiorców. Urodziłem się w Bielsku-Białej i tam mieszkałem przez 34 lata. Wysłałem do jednej z lokalnych gazet swój rysunek. Był nią „Tygodnik społeczno-polityczny Śląska Gazeta”, a narysowałem zimę i wiosnę w postaci kobiet, które nie potrafią zdecydować się, która z nich powinna teraz zająć miejsce w naszym kraju. Rysunek spotkał się z dobrym odbiorem czytelników i od tej pory zaczęły zgłaszać się do mnie kolejne wydawnictwa. W tej chwili mam ich na koncie tyle, że aż trudno zliczyć. Publikuję nie tylko w polskich tytułach, takich, jak: „Wprost”, „Historia Bez Cenzury”, czy telewizji internetowej „wRealu24”, ale także wiele moich prac ukazało się poza granicami Polski, jak chociażby w tureckim internetowym międzynarodowym magazynie satyrycznym „Fenamizah„, w międzynarodowym „Cartoon Magazine„, w malezyjskim „Rossem Cartoon House”, czy w miesięczniku satyrycznym „Hasyapu Harivillu – humor toons” ukazującym się w Indiach – tłumaczy Marek, który od 5 lat mieszka w Tarnowie i swoje prace prezentuje również na łamach naszego tygodnika.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Marek Surmacz - nauczyciel i uczeń

Rysować może każdy
Co przede wszystkim przedstawiają rysunki „Widgeta”? W jego pracach nie brakuje spraw obyczajowo-towarzyskich, politycznych, sportowych, czy religijnych ukazywanych w krzywym zwierciadle. Jak sam mówi, inspiracji szuka w codziennych doniesieniach medialnych, w rozmowach z przyjaciółmi, czy też w zwyczajnych ulicznych obserwacjach. – Nie jest tak, że tworzyć rysunki satyryczne może tylko osoba obdarzona dużym poczuciem humoru. Znam mnóstwo rysowników, którzy na co dzień są ponurakami, z pesymistycznym podejściem do życia, a pomimo tego tworzą naprawdę humorystyczne prace. Oprócz tego satyra nie zawsze jest wesoła, może być smutna. Świetny jest w tym Paweł Kuczyński, który pokazuje rzeczywistość w krzywym zwierciadle, ale porusza ciężkie tematy takie, jak wojna, czy głód. Poza tym uważam, że rysować może każdy. Nie potrzebujemy do tego wielkiego talentu. Przede wszystkim liczy się nasza własna praca i czas, który poświęcamy na rysowanie i doskonalenie swoich umiejętności rysowniczych. Jeżeli każdego dnia będziemy poświęcać kilka godzin na rysowanie, to prędzej, czy później osiągniemy na tyle dobry poziom, że bez żadnych skrupułów zaprezentujemy swoje dzieła przed większym gronem odbiorców – mówi Marek, który sam na wykonanie zabawnego obrazka najczęściej poświęca około 20 minut. – Szkic obrazka zawsze wykonuję ołówkiem na białej kartce papieru. Dopiero później przenoszę go do komputera i za pomocą tabletu graficznego oraz odpowiedniego oprogramowania poprawiam kontury oraz przystępuję do kolorowania. Zdecydowanie więcej czasu niż na wykonanie ilustracji do artykułu zajmuje mi wymyślenie odpowiedniej treści, która znajdzie się na obrazku. Musi być to zabawna treść, a jednocześnie nie może bezpośrednio obrażać danej osoby, czy grupy społecznej. Pomimo tego, że staram się nie omijać żadnego tematu, czy to politycznego, czy też religijnego, to do tej pory nie zdarzyło mi się, aby ktoś czuł się urażony wykonaną przeze mnie pracą. Co więcej, zgłosiło się do mnie nawet kilku polityków z zapytaniem, czy byłbym chętny wykonać ich karykatury. Jednym z nich był Sławomir Mentzen, dla którego wykonałem jego prześmiewczą podobiznę, którą następnie umieścił w swoich social mediach.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Pan Paweł i jego pociąg do kolei

39-latek nie ukrywa, że w świecie rysunku bulwersuje go przede wszystkim… kradzież prac. Marek co chwila w Internecie natrafia na swoje rysunki, które pozbawione są podpisu autora. – Kwestia niepodpisanych prac nie bulwersuje tak bardzo, jak sytuacje, w których widzę swój rysunek, swój podpis, a jednocześnie zmienioną treść wypowiedzi bohaterów umieszczonych na obrazku. Bywa, że pojawiają się tam wulgarne treści, których nie jestem autorem, pomimo tego, że mój podpis widnieje pod rysunkiem. Trudno jest jednak z tym walczyć, ponieważ dotarcie do autorów tych przerobionych obrazków jest praktycznie niemożliwe, zwłaszcza w sytuacji, kiedy stają się one memami i krążą po sieci w ekspresowym tempie – tłumaczy rysownik.

Najpierw kalendarz, a później książka
Prace 39-latka można podziwiać nie tylko w prasie, czy programach telewizyjnych, ale również na jego autorskich wystawach. Marek prezentował już swoje rysunki m.in. na wystawie „Polskie Pegazy w Newcastle” w Anglii, na „Wystawie na cześć Neprakty” na Słowacji, w Muzeum Jassera Arafata w Palestynie, czy pod koniec ubiegłego roku w „Pubie Czarny Kot” w Tarnowie. Co ciekawe trzy lata temu rysownik wpadł na nietypowy pomysł. Postanowił bowiem swoje humorystyczne ilustracje zamieścić w… autorskim kalendarzu. – Nie spodziewałem się, że zainteresowanie nim będzie aż tak duże. Od trzech lat sprzedaję kalendarze ścienne ze swoimi pracami i cieszą się one olbrzymią popularnością. Swoje rysunki staram się także umieszczać na t-shirtach, czy kubkach. Zauważyłem, że jako społeczeństwo wszędzie szukamy odrobiny humoru, więc jeżeli możemy poprawić go sobie tego typu gadżetem, to korzystamy z takiej opcji – mówi Marek Mosor i dodaje, że w niedalekiej przyszłości chciałby wydać książkę, która zawierałaby jego najlepsze prace. – Jest to jedno z moich marzeń i mam nadzieję, że wkrótce uda mi się je zrealizować. Myślę, że byłoby to w pewnym sensie podsumowanie mojego dotychczasowego dorobku artystycznego. Być może kiedyś uda mi się jeszcze stworzyć komiks. To marzenie z dzieciństwa, na którym nie postawiłem jeszcze „krzyżyka”. Po głowie chodzi mi także utworzenie kanału na YouTube, na którym mógłbym uczyć młodych adeptów rysunku satyrycznego, w jaki sposób wykonywać poszczególne ilustracje i skąd czerpać inspiracje. W ostatnim czasie poświęcam się także tworzeniu plakatów w stylu pop art, czyli stylu, który w dużej mierze oparty jest na surrealiźmie, wykorzystując jednak już istniejące przedmioty, czy postacie. Jest w tym dużo zabawy i uśmiechu, a ja uwielbiam się śmiać, więc czerpię z tego ogromną radość i satysfakcję!

WARTO PRZECZYTAĆ:   Ryk silników i zawrotna prędkość

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.