fot. Wikimedia

Monika Richardson i „Smoczy Oddech”

Są osoby, które z katolicyzmem nie mają zbyt wiele wspólnego. Bez wątpienia do tego grona dołączyła ostatnio prowadząca niegdyś w TVP program „Europa da się lubić”, Monika Richardson. Niedawno kobieta oznajmiła światu, że musi zakończyć pewien etap swojego życia, dlatego postanowiła zwrócić się o pomoc do specjalistów. Okazały się nimi… szamanka i jasnowidzka oraz ich rytuał… „Smoczego Oddechu”.

Kilka lat temu Monika Richardson napisała na jednym z portali społecznościowych taki komentarz: „Może warto byłoby, bo tak się powinno napisać po polsku, spytać, czy jestem katoliczką? Bo to nie jest synonimiczne z byciem osobą wierzącą, którą jestem. Ale do spowiedzi nie chodzę. Jestem antyklerykalna.” Z kolei podczas ostatniej Wielkanocy z internautami podzieliła się taką myślą: „Ale że ktoś umarł za mnie – nie czuję. Nie zrozumcie mnie źle, mam ogromne współczucie dla Jezusa. Wiem, że był taki ktoś, wiem, że był dobry. Czuję jego cierpienie i czuję, że cierpiał i umarł bez winy”.

Reasumując. Jezus nie umarł za Monikę Richardson, a ona sama nie chodzi do spowiedzi, bo jest antyklerykalna, czyli tym samym nie wierzy w siłę Kościoła katolickiego. Ok. Ma do tego absolutne prawo.

Ale… Jak zatem spoglądać na to, co zrobiła kilka dni temu, kiedy do swojego domu zaprosiła szamankę i jasnowidzkę na rytuał „Smoczego Oddechu”? Monika Richardson oczywiście postanowiła pochwalić się tym w mediach społecznościowych i napisać m.in.: „Uwierzcie mi, albo nie, dziewczyny wiedziały, co robią. Było wypalanie żywym ogniem, był szamański bęben, dzwonki i śpiewy. Poszło. Coś się we mnie przewartościowało”.

Według celebrytki, nie jest ona zwolennikiem Kościoła katolickiego, pomimo tego, że gromadzi wokół siebie wielu ludzi, podczas Mszy św. dzieją się niesamowite rzeczy na czele z przemianą wina w krew i chleba w ciało Pana Jezusa, a sam Jezus (w którego rzekomo Monika Richardson wierzy) zapoczątkował sakrament pokuty i pojednania, z którego celebrytka nie korzysta.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Polski język, dziwny język...

Zamiast tego pozytywnie wpływa na nią „Smoczy Oddech” i wypalanie żywym ogniem…

Mam więc dla Pani Moniki świetną radę. W ramach dodatkowej rekompensaty dla pani szamanki i pani jasnowidzki za rewelacyjnie przygotowany rytuał, niech ufunduje sobie i im niezapomnianą „pielgrzymkę” do Parku Ruchomych Smoków w Inwałdzie. Tylko informuję, aby później panie nie były zaskoczone – smoki nigdy nie istniały, w przeciwieństwie do Jezusa.

Fot. Wikimedia

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.