Po co nam stadiony, na których nie można grać w piłkę?

A teraz udowodnię Państwu, że Polską rządzą tak oderwani od rzeczywistości ludzie, że jeżeli w końcu do władzy nie dorwą się odpowiednie jednostki, to niebawem ten kraj będzie jednym wielkim cyrkiem. Chociaż w sumie już nim jest…

Mecz Polska – Albania na Stadionie Narodowym może się odbyć 27 marca, jednak pod warunkiem, że… nie będzie wiał silny wiatr. Stołeczny ratusz wydał pozytywną decyzję z takim właśnie zastrzeżeniem.

Czujecie to? Widzę to oczyma wyobraźni. Piłkarze Albanii zjawiają się na stadionie 27 marca, na trybunie zasiada prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski i niczym jak Borek Sedlak w skokach narciarskich będzie patrzył w monitor, czy wiatr nie przekracza dopuszczalnej prędkości, aby rozegrać mecz. Kabaret.

Ale to jeszcze nie koniec kuriozum związanego z polskimi stadionami. Dziś okazało się bowiem, że mecz 1. ligi polskiej pomiędzy Ruchem Chorzów a Wisłą Kraków, który miał zostać rozegrany na Stadionie Śląskim w Chorzowie, także nie odbędzie się w tym miejscu. Powodem miał okazać się… brak kompromisu w „zakresie rozkładu odpowiedzialności związanej z potencjalnymi uszkodzeniami”.

Ludzie! Czy to cyrk? Z publicznych pieniędzy wydajemy mnóstwo kasy na budowę kolejnych stadionów w Polsce, na których… nie można grać w piłkę?

Rozwiązanie wydaje się więc jedno… Skoro Stadion Śląski nie może gościć ekip Ruchu Chorzów i Wisły Kraków w ramach meczu 1. ligi, to jedyna opcja jest taka, aby rozebrać go i przestać utrzymywać z pieniędzy podatników. Po co wydawać kupę kasy na coś, z czego nie można korzystać? Przecież to niegospodarność… Albo zaczniemy robić z tymi urzędasami porządek, albo coraz bardziej będziemy urządzać się w tym urzędowym cyrku.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Czy ksiądz nie powinien wypowiadać się na tematy polityczne?

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.