Nie wymagajmy wszystkiego od księży, skoro sami niewiele robimy

Jakiś czas temu uciąłem sobie krótką pogawędkę z jednym z duchownych. Zapytałem go, jaki pomysł ma Kościół na przyciągnięcie do siebie osób, które kościoły omijają szerokim łukiem?

Jego odpowiedź nieco mnie zaskoczyła. Owy ksiądz odpowiedział:

– Co ciekawe, to zadanie wcale nie spoczywa w głównej mierze na kapłanach, a na… wiernych. Jeżeli ktoś nie uczęszcza do kościoła, to jak ma usłyszeć słowa księdza, który z ambony będzie namawiał go do zmiany postępowania? Dużo większą rolę odgrywa więc ewangelizacja, która na co dzień odbywa się w szkołach, czy zakładach pracy. Wierni swoją postawą i zachowaniem mogą wpłynąć na to, że osoba dotąd niewierząca i niepraktykująca zmieni swoją postawę. Zadaniem księży powinno być z kolei pogłębianie wiary tych, którzy do kościoła uczęszczają.

W zasadzie chyba trudno się nie zgodzić? Ciągle wymagamy od biskupów, od księży, aby Kościół stanął na nogi. Nie, nie mam zamiaru bronić wszystkich kapłanów, bo wśród nich nie brakuje też takich, którzy powinni postępować zupełnie inaczej, ale odpowiedzmy też sami sobie, czy zrobiliśmy cokolwiek, aby Kościół wrócił na właściwe tory? Przecież jesteśmy jego częścią…

WARTO PRZECZYTAĆ:   Wspomnień czar, czyli czas dzieciństwa i nie tylko...

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.