Tarnowianka Agnieszka Rybska od blisko dwóch lat zajmuje się recenzowaniem książek. Na swoim blogu Blonderka.pl oraz Instagramie, który śledzi kilka tysięcy osób, dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat autorów i ich książek, które wkrótce trafią na półki księgarń w całej Polsce. Po jej opinię sięgają największe wydawnictwa w naszym kraju. Jak wygląda praca recenzentki na co dzień i co wpływa na ostateczną ocenę danego tytułu?

Prezentacja najważniejsza
33-letnia Agnieszka Rybska często mówi o sobie, że jest magistrem finansów, który uwielbia zwierzęta, podróże, ale przede wszystkim książki. Miłością do literatury tak naprawdę zapałała jednak dopiero na studiach. Wcześniej będąc uczennicą szkoły podstawowej i szkoły średniej, trudno było ją namówić do czytania lektur. – Oczywiście czytałam książki, które potem były opracowywane na lekcjach, jednak raczej robiłam to z przymusu, niż przyjemności. Zmiana nastąpiła na studiach. To wówczas w moje ręce zaczęły wpadać kolejne kryminały, thrillery, romanse… Czytałam praktycznie wszystko, co akurat wpadło mi w ręce. Kilka lat później mój mąż postanowił założyć mi bloga, tworząc również jego logo, na którym zaczęłam dzielić się swoimi refleksami z kolejnych przeczytanych pozycji. Było to niecałe dwa lata temu, a dziś recenzuję, a także obejmuję patronatem książki największych wydawnictw w kraju – mówi Agnieszka Rybska.
Tarnowianka z miejsca stała się najbardziej znaną recenzentką książek w naszym regionie, choć w zasadzie nie do końca spodziewała się, że założenie bloga i konta na Instagramie, aż tak zmieni jej życie. – Początkowo traktowałam to jako zwykłą zabawę. Od czasu do czasu napisałam recenzję przeczytanej przeze mnie książki na bloga, czy wrzucałam jej zdjęcie na Instagrama. Po kilku miesiącach odezwało się do mnie jedno z wydawnictw z pytaniem, czy nie byłabym zainteresowana napisaniem recenzji jednej z książek. Oczywiście zgodziłam się bez zastanowienia. Wydawnictwo przysłało mi pocztą książkę, którą później oceniłam. Wyszło to na tyle dobrze, że z czasem zaczęły pojawiać się kolejne propozycje – mówi Agnieszka Rybska, która dziś współpracuje z największymi wydawnictwami w Polsce, otrzymując miesięcznie kilkanaście książek do zrecenzowania. – Zdarza się, że muszę komuś odmówić, bo jest tego tak dużo. Bywały sytuacje, że dostawałam tytuł, którego recenzja pojawiała się dopiero po kilku dobrych miesiącach, ponieważ miałam inne zlecenia, które musiałam wykonać w określonym czasie. Z czasem liczba fanów na Instagramie śledząca moje poczynania zaczęła systematycznie się zwiększać. Obecnie często organizuję na nim wiele konkursów, w których można wygrać konkretną książkę. Wielką wagę przykładam do publikowanych na Instagramie zdjęć. Opisując daną książkę, staram się wrzucić fotografię, która nawiązywać będzie do jej treści. Recenzując książkę „Władczyni mroku”, miałam doklejone na zdjęciu skrzydła, w przypadku książki „Drwal” zdjęcie zostało wykonane na tle drewnianego domku, a fotografię do powieści „Otulone ciemnością” wykonałam w lesie… Wydawcy wielką wagę przykładają właśnie do prezentacji książki w serwisach społecznościowych, więc często trzeba sporo się namyśleć, aby trafić z ciekawym zaprezentowaniem danego tytułu.
Okładka generuje sprzedaż
Agnieszka Rybska twierdzi, że bycie recenzentką książek nie należy do najłatwiejszych zajęć, zwłaszcza że tego typu zajęcie zawsze trzeba łączyć ze zwykłą pracą i życiem prywatnym. – Na zachodzie są osoby, które mogą z tego wyżyć. W Polsce jest to niemożliwe, dlatego bardziej trzeba traktować to jako hobby, niż sposób na zarobienie pieniędzy. W ciągu miesiąca jestem w stanie przeczytać nieco ponad 10 książek. Są recenzenci, którzy czytają bardzo szybko, nie przykładając wagi do treści. Ja jestem ich zupełnym przeciwieństwem. Czytając konkretny tytuł zawsze mam pod ręką coś do pisania, aby notować najbardziej potrzebne fakty, które znalazłam w książce, czy też błędy popełnione przez autorów. Najczęściej czytam wieczorami, tuż przed pójściem spać. Zdarza się jednak, że kiedy mój mąż wychodzi pojeździć na rowerze, ja w tym czasie siadam z książką w dłoni i czytam. Bez wątpienia bycie recenzentem wymaga od nas pewnego poświęcenia, bo przeczytanie kilkuset stronicowej książki zajmuje trochę czasu.
Okazuje się, że czynników składających się na końcową ocenę danej pozycji, jest naprawdę wiele. – Oczywiście najważniejsza jest sama treść oraz to, czy autor książki potrafi zainteresować nią czytelnika. Zdarza się jednak, że w trakcie pisania ktoś gubi jakiś wątek, przez co kolejne strony są dla nas niezrozumiałe. Końcową ocenę wystawia się również pod kątem języka, jakiego używa autor i zasobów słów. Co ciekawe o ile dla recenzenta nieważna jest okładka, o tyle czytelnicy przywiązują do nich bardzo dużą wagę, dlatego wydawnictwa coraz częściej prześcigają się w wymyślaniu jak najbardziej oryginalnych wzorów – mówi recenzentka z Tarnowa i dodaje, że będąc w księgarni, przeważnie w pierwszej kolejności zainteresuje nas książka, która ma ciekawą oprawę graficzną. – Oczywiście istnieje powiedzenie, że książek nie powinno oceniać się po okładce, ale niewiele ma to wspólnego z rzeczywistością, więc zawsze chętniej kupowane są tytuły, które mogą pochwalić się ciekawą grafiką. O tym też powinni pamiętać autorzy.
Czekając na autorów z Tarnowa
33-latka nie ukrywa, że inaczej ocenia się debiutujących autorów, a inaczej osoby, które mają w swoim dorobku już kilka książek. – Debiutantom zawsze staram się dawać szansę i oceniać ich łagodniej, a są wśród nich naprawdę przeróżni ludzie w przeróżnym wieku. Bywały książki, które pisały dwudziestokilkuletnie osoby, a i takie, których autorami byli pięćdziesięciolatkowie. Gatunki również są przeróżne. Dawniej w naszym kraju pisało się mnóstwo romansów, które teraz często wypierane są przez erotyki. Prawdziwe szaleństwo nastało na kryminały, których jestem wielką fanką. Wielkim atutem takiej książki jest to, że czytając każdą kolejną stronę, staramy się rozwiązać daną zagadkę, a i tak ostateczne rozwiązanie sprawy jest zupełnie inne od naszych wcześniejszych przypuszczeń – mówi Agnieszka Rybska i dodaje, że wielkim bonusem bycia recenzentem jest to, że często otrzymujemy do przeczytania książki 2-3 miesiące przed tym, jak pojawią się na rynku. – Tego najbardziej zazdroszczą mi koleżanki. Niestety, nawet gdybym chciała, to i tak nie mogę takiego tytułu wręczyć do przeczytania innej osobie. Zobowiązuje mnie do tego umowa. Czasami jednak zdradzam rąbek tajemnicy i swoim znajomym mówię, że muszą kupić daną książkę, bo na pewno przypadnie im do gustu albo, że nie warto jej kupować, bo będą rozczarowani. Ilości książek, które dostałam do zrecenzowania, naprawdę nie sposób zliczyć. Niektóre z nich składam na regałach, ale inne po prostu lądują w zamykanych półkach, bo nie mam miejsca, aby móc je zaprezentować. Zresztą za każdym razem, kiedy ktoś chce zrobić mi prezent, proszę, aby nie była nim książka, ponieważ albo jestem już w jej posiadaniu, albo wydawnictwo zaraz prześle mi ją do zrecenzowania – śmieje się mieszkanka Tarnowa.
Agnieszka Rybska z nadzieją czeka na sukcesy jak największej ilości lokalnych autorów, których książki mogłaby zrecenzować. Nie tak dawno w jej ręce trafił tomik poezji Klaudii Tupek, uczennicy Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Technicznych im. Jana Szczepanika w Tarnowie, który oceniła bardzo pozytywnie. – Jestem pewna, że dziewczyna może osiągnąć sporo, bo naprawdę świetnie czyta się jej wiersze. Chciałabym recenzować i obejmować patronatem jak największą liczbę tarnowskich autorów. Współpraca na tej płaszczyźnie wszystkim wyszłaby na dobre, dlatego z niecierpliwością czekam, aż większa liczba mieszkańców naszego regionu zacznie pisać książki, ponieważ z tego, co zauważyłam, Polacy robią to coraz lepiej. Nie ma już tak dużej różnicy pomiędzy książkami pisanymi przez zagranicznych autorów, a polskich pisarzy. Co więcej, jestem w stanie nawet zaryzykować, że wiele polskich tytułów jest zdecydowanie lepszych. Gdybym dziś miała polecić autorów, po których książki zdecydowanie warto sięgnąć, byliby to m.in.: Małgorzata Lisińska, Agata Czykierda-Grabowska, K.C. Hiddenstorm, K.N. Haner, Karolina Wójciak, Melissa Darwood, czy Krzysztof Bochus. Najważniejsze jednak to w ogóle sięgać po książki, bo jak mówił swego czasu włoski powieściopisarz Umberto Eco – „Kto czyta książki, żyje podwójnie” – kończy Agnieszka Rybska.
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.