Artur Krysiak: Świat o mnie usłyszy

Artur Krysiak

Jako 17-latek wyruszył na podbój Wysp. Dziś występuje na boiskach angielskiej League One, w barwach Exeter City. Życie wcześnie wprowadziło go w dorosłość. Nadal jednak w swoim życiu kieruje się marzeniami, które chce urzeczywistnić. Świat już za kilka lat ma usłyszeć o polskim bramkarzu, podbijającym coraz to lepsze kluby piłkarskiej Europy. Artur Krysiak – człowiek, który zatrzymał się w Anglii. 

Co czuje 17-latek wyjeżdżający z Polski do obcego kraju?
Na pewno strach i niepewność, ale z drugiej strony jest o krok od spełnienia swoich marzeń, o grze w najlepszych klubach.

Dzisiaj uważasz, że rzeczywistość sprowadziła Cię w jakimś stopniu na ziemię? 
Czy mnie sprowadziła? Nadal mam marzenia, ale na pewno rzeczywistość pokazała mi, jak duże obowiązki ma dorosły człowiek i o ilu rzeczach musi pamiętać. Człowiek, który nie marzy, nie dojdzie do wybranego celu… Majka Jeżowska śpiewała „Marzenia się spełniają” i ja się z tym zgadzam. Marzenia się spełniają, tylko trzeba w nie wierzyć. Rzeczywistość jedynie pokazała mi, jak wiele obowiązków ma człowiek, który ma na utrzymaniu dom i o ilu rzeczach musi pamiętać. Są rachunki, jest jedzenie, dieta… Dla 17-18 latka takie zetknięcie z rzeczywistością i obowiązkami, czasami może być ciężkim przeżyciem…

W Anglii żyje się gorzej niż w Polsce? 
Dawno nie mieszkałem w Polsce. Ciężko mi powiedzieć jak się żyje w mojej ojczyźnie, bo od prawie 5 lat tam nie mieszkam… Na pewno dla przeciętnego Polaka życie jest bardzo drogie. Zwykły Anglik może sobie pozwolić na więcej rzeczy niż przysłowiowy Kowalski. 

Nie żałujesz więc przeprowadzki do Anglii? 
Nie, nie żałuję, ponieważ nie mam czego. Moja narzeczona jest ze mną. Mamy domek, zwierzęta i wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Dziewczyna też musiała postawić wszystko na jedną kartę… 
No oczywiście, że postawiła…. Zostawiła przyjaciół, rodzinę, wyjechała z Polski od razu po maturze. Ciężko było jej się wyprowadzać z rodzinnej Łodzi… Ale czego nie robi się dla miłości…

Nie wahała się ani chwili? 
Chyba nie… Na pewno były chwile zwątpienia, jak zawsze… Nie mam jej tego za złe, bo to normalna ludzka reakcja. Wszystko się jednak ustatkowało. Teraz pracuje i studiuje. Podoba jej się mieszkanie w Anglii, jest na „swoim”. 

Kiedy podpisywałeś kontrakt z Birmingham, pewnie też myślałeś, że na dłużej zamieszkasz w tym mieście…
Na pewno oczekiwania były duże, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Poza tym – piłka jest brutalna. Piłkarze przychodzą i odchodzą. To norma. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Nie udało się w Birmingham – trudno. Życie toczy się dalej i walczy się o miejsce w następnym klubie.

Wiesz, czego zabrakło, aby w Birmingham zagościć na dłużej? 
Z mojej strony niczego nie zabrakło. Było zaangażowanie, była ciężka praca, było oddane serce na boisku… A ze strony Birmingham? Chyba niezdecydowanie trenerów, brak większego zaufania, nagła zmiana menagera pierwszej drużyny. Gdy Birmingham podpisywało ze mną kontrakt, na ławce trenerskiej była legenda Manchesteru Utd. – Steve Bruce. Po nim przyszedł Alex McLeish… Nie za bardzo mu się spodobałem. 

I wtedy trafiłeś do Gretny. Przez chwilę zrobiło się o Tobie głośno… 
Fakt. 18-latek w najwyższej lidze szkockiej… Dla mnie mimo to, że zrobiło się o mnie głośno, ważniejsze jest to jakich ludzi poznałem i jakie doświadczenie zebrałem. To co zwiedziłem, nauczyłem się… Nikt mi tego nie odbierze. 
Super było rozegrać 4 mecze, poczuć taką adrenalinę i odpowiedzialność. Po to chyba żyją bramkarze? Czekają na to wyzwanie, na przypływ adrenaliny, na ten jeden moment, jedną świetną obronę… 

Po jednym z meczów, szkocka stacja telewizyjna „Setanta Sports” wybrała Cię do „11” kolejki SPL… 
To było po spotkaniu z Kilmarnock. Zremisowaliśmy 1:1. Przyjechaliśmy na to spotkanie w rezerwowym składzie. Byłem niesamowicie zestresowany, ale już po wszystkim, byłem strasznie szczęśliwy, że mogłem pokazać się z dobrej strony. 


Miałeś wtedy moment, że „sodówka” uderza ci powoli do głowy? 
Nie, nic z tych rzeczy. Jestem skromnym chłopakiem. Czytałem wiele o osobach, które mogły zajść daleko, ale z powodu wody sodowej nigdzie nie doszły. Nigdy nie chciałem, aby stało się tak również ze mną. Starałem się sam siebie krytykować. Starałem się, by poziom wody zmniejszyć jak najbardziej. 

Zaczęły się jednak pierwsze wywiady i zainteresowanie mediów Twoją osobą. 
Pewnie, że się zaczęły, ale to jest część życia osoby publicznej. Od tego nie da się uciec. Oczywiście, że to była dla mnie nowość. Dziennikarze nie gryzą, jedynie trzeba zwracać uwagę na to co się mówi. Poza tym te wywiady miały charakter bardziej na temat rzeczy przyziemnych, typu jak ciężko jest w Anglii, co czuję po meczach… To były moje początki, więc dziennikarze nie mogli wiedzieć nic więcej na mój temat.

Lubisz dziennikarzy? 
Ja nie mam nic do dziennikarzy, jeśli są to dobrze wychowane osoby, potrafią napisać to, co się powiedziało i nie śledzą osób publicznych przez 24 h na dobę, aby zdobyć jakąś sensację. Osoba publiczna to też człowiek i potrzebuje swojej prywatności. Nie dziwie się, gdy czytam w gazecie, że jakiś fotoreporter dostał w „czapę” od jakiegoś aktora, boksera, czy piłkarza. Jeśli przegina, to należy mu się. 

Wróciłeś do Birmingham, a 1 lipca obecnego roku, wygasł twój kontrakt z tymże klubem. Trafiłeś do Exeter City. 
Szczerze mówiąc z Exeter rozmawiałem już, na temat kontraktu, w tamtym roku, gdy Birmingham za pierwszym razem powiedział, że nie przedłużą ze mną umowy. Ciężko było mi myśleć, że Birmingham, klub z Premier League miałbym zamienić na mniej renomowany zespół i musiałem powiedzieć działaczom Exeter, że na razie nie mogę do nich przejść. Udało się „otrzymać” Birmingham kolejny rok. Od samego początku przeczuwałem jednak, że coś się kroi…

Możesz jaśniej?
Długa historia. Ogólnie było tak, że w momencie gdy, Birmingham ze mnie zrezygnowało, Burton Albion zgłosiło się po mnie, a że to był klub League Two, jakoś nie widziałem swojej osoby w tym klubie. Powiedziałem więc trenerowi Paulowi Peschisolido, że nie mogę zostać w Burton, a że był to mąż jednej z kobiet odpowiedzialnych w klubie za kontrakty, to Karen Brady zaoferowała mi nowy kontrakt na jeden rok. Zaczął się okres przygotowawczy, który przetrenowałem z Birmingham. Początek sezonu i Krysiak ląduje na wypożyczeniu w… Burton Albion. 

League Two, to jednak nie to samo co Premiership, Championship, a nawet League One. 
No tak, ale co miałem do stracenia? Grałbym w klubie, a to najważniejsze. Znałem trenera od bramkarzy – Kevina Poole’a. Rozegrałem 40 meczów, zebrałem cenne doświadczenie… Poza tym najlepsi bramkarze np. Joe Hart zaczynali tak samo jak ja, od niskich lig… 

Gdy pojawiła się oferta z League One nie wahałeś się ani chwili…
Trzeba sobie stawiać poprzeczkę wyżej, wyżej i wyżej. 40 meczów w League Two, więc teraz pora na tyle samo, albo więcej w League One. 

Jesteś byłym reprezentantem kadry U-19. Co przesądziło o tym, że w wyższych rocznikach na Artura Krysiaka już nie stawiano? 
Brak regularnej gry. Nie dziwię się, że mnie nie powoływali, bo kto będzie stawiał na zawodnika, który nie gra? 
Nie każdy jednak wskakuje do zespołu i gra od razu. Niektórzy mają „kontakty”, a ważniejsza od „kontaktów” jest rywalizacja. Większą wartość ma fakt, kiedy w uczciwy sposób wygrywasz miejsce w składzie. 

Może warto było zatem zostać w Szkocji? Tam byłoby łatwiej o grę…
Ale czy poziom byłby wyższy? Trzeba potrafić to rozdzielić. Można byłoby zostać i grać na marnym poziomie, albo przenieść się na zaplecze Championship. 

Jeżeli mówisz, że poziom w Szkocji ci nie odpowiadał, to znaczy, że o powrocie do Polski nie myślisz? 
Wiele razy mówiłem, że nigdy nie powiedziałem, że do Polski nie wrócę, ale ja mam 21 lat , przede mną nic nie jest stracone, a wręcz przeciwnie. Dopiero teraz powoli zaczynam dojrzewać . Błędy się zdarzają, każdy je popełnia. W Polsce w swoim wieku nie widzę przyszłości. Nie teraz… Przecież obecnie tylko Grzesiek Sandomierki, jako 21- latek, broni regularnie na poziomie Ekstraklasy. 

Polska jeszcze usłyszy o Arturze Krysiaku? 
Pewnie, że tak. Ja mam 21 lat. Przede mną jakieś 4-5 lat, aby stać się światowej sławy bramkarzem. Teraz koncentruje się na poprawie techniki, na podejmowaniu odważniejszych decyzji… 

A jeżeli się nie uda? 
Pasja, to cecha, która odróżnia mistrza od zwykłego człowieka. Jeśli ma się tą cechę i wierzy się, że się uda, to na pewno ten cel się osiągnie…

WARTO PRZECZYTAĆ:   Czy Michał Probierz powinien pożegnać się z posadą selekcjonera? Paweł Czado o polskiej kadrze (WIDEO)

Dodaj komentarz