Tarnowianin Bartosz Kluska od urodzenia porusza się na wózku inwalidzkim. 15- latek urodził się z wodogłowiem wrodzonym i przepukliną oponowo-rdzeniową. Pomimo przeciwności losu nie załamał się i poświęcił swoje życie pływaniu. Dziś, jako wielokrotny medalista mistrzostw Polski juniorów marzy o olimpijskim krążku.

– O tym, że urodzi się chory wiedziałam jeszcze przed jego narodzinami. Miałam skierowanie na badania prenatalne i zachętę do… usunięcia ciąży. Nie mogłam jednak zabić własnego dziecka. Nie byłam w stanie… Bardzo to wszystko przeżywałam. Pamiętam, że pobiegłam do kościoła, gdzie całkowicie się rozkleiłam. Ktoś zawołał księdza. Usiedliśmy razem i zaczęliśmy rozmawiać. Posłuchałam jego rad. Dziś tego nie żałuję, bo widzę, jak wiele radości Bartek wprowadza do mojego życia, jak również sam czerpie z niego tyle, ile się da – mówi pani Lucyna, matka Bartka.
Trudno dziwić się jej słowom, ponieważ Bartek jest obecnie złotym, a także dwukrotnie brązowym medalistą mistrzostw Polski juniorów w pływaniu. To właśnie basen pozwolił uwolnić mu radość życia. – Już po narodzinach przeszedłem pięć operacji. Pomimo tego, że jestem w pełni sprawny umysłowo, to wszczepiono mi specjalną zastawkę odprowadzającą nadmiar płynów z mózgu. Oprócz tego mam podwichnięty staw biodrowy, przykurcze pod kolanami, czy obrzęk limfatyczny. Od urodzenia jestem przykuty do wózka inwalidzkiego. Nie stanowi to jednak dla mnie takiego problemu, abym nie mógł cieszyć się życiem – wyznaje z uśmiechem na twarzy 15- latek, który do dziś pamięta swój pierwszy dzień na pływalni. – Byłem w pierwszej klasie szkoły podstawowej i myślałem, że… się utopię. W przeciwieństwie do pełnosprawnych osób, do pływania używam tylko rąk. Wiedziałem jednak, że nie mogę się poddawać. W końcu swoje wizyty na basenie zacząłem traktować nie tylko, jako formę rehabilitacji, ale również sposób realizacji samego siebie.
Od ośmiu lat jest zawodnikiem Tarnowskiego Zrzeszenia Sportowego Niepełnosprawnych START. Pani Lucyna nie ukrywa, że na początku obawiała się o bezpieczeństwo syna, jednak z czasem przekonała się, że rozpoczęcie treningów było idealnym posunięciem. – Wahałam się, czy lepszym rozwiązaniem nie byłoby podnoszenie ciężarów. Ostatecznie postawiliśmy na pływanie. Wstyd się przyznać, ale Bartek pływa lepiej ode mnie. Na początku strasznie się stresowałam, jednak teraz, kiedy wskakuje do wody, ja w tym czasie udaję się do kawiarni i spokojnie piję kawę, bo wiem, że nic mu nie grozi. Kiedy zaczynał, do domu wracał wykończony. Jedyną rzeczą o jakiej marzył było położenie się w łóżku. Teraz mógłby trenować dniami i nocami. Na treningi uczęszcza cztery razy w tygodniu. Widzę, jak z każdym kolejnym miesiącem wzmacnia swoje mięśnie. Wizyty na pływalni poprawiają również jego krążenie, a sukcesy które osiąga jeszcze bardziej nakręcają go do ciężkiej pracy.

Bartek wraz z mamą postanowili, że będzie on uczęszczał do normalnej szkoły. Nie chcieli zajęć indywidualnych. Zależało im na tym, aby miał kontakt z rówieśnikami. – Chciałbym, aby traktowano mnie, jak normalnego chłopaka. Zresztą, tak właśnie jestem odbierany przez szkolnych kolegów. Zdarza mi się, wyjść do sklepu na zakupy, czy wynieść śmieci. Nie chcę być trzymany pod przysłowiowym kloszem. Kiedy skończę 18 lat chcę zapisać się na prawo jazdy, kupić samochód i dostosować go w taki sposób, aby się nim bez problemu poruszać. Myślę również o dalszej edukacji. Chciałbym pójść na studia dziennikarskie, a następnie zostać komentatorem sportowym.
Obecnie 15-latek skupia się na przyszłorocznych mistrzostwach Polski i zdobyciu następnego medalu. Każdy kolejny sukces sprawia, że jest bliżej spełnienia swojego największego marzenia, czyli wystąpienia na Paraolimpiadzie. – Moją trenerką jest pani Aneta Michalska-Kocjan, wielokrotna mistrzyni Polski oraz Europy, która startowała na Paraolimpiadzie w Sydney i Atenach. Chciałbym pójść w jej ślady. Marzy mi się olimpijski krążek. Jeżeli nadal będę rozwijał się w takim tempie, to być może już za cztery lata uda mi się wystartować w japońskim Tokio, które będzie organizatorem Igrzysk.
Tarnowianin nie ukrywa, że oprócz pływania główną rolę w jego życiu odgrywa wiara. W tym roku stał się twarzą kampanii Caritas Diecezji Tarnowskiej, w której swoim wizerunkiem i postawą zachęca innych do wspierania osób z niepełnosprawnością – Nie jest tak, że kiedy kładę się spać, to w snach widzę siebie stojącego na nogach. Nawet w nich zawsze poruszam się na wózku. Marzę jednak o tym, aby kiedyś udało mi się z niego wstać. W tym roku byłem na pielgrzymce w Medziugorie. Na co dzień jestem również lektorem w jednym z tarnowskich kościołów. Wiara odgrywa w moim życiu wielką rolę. Nie obwiniam Boga za to jaki się urodziłem. Widocznie, tak miało być. Modlę się jednak o cud. Tak, jak wierzę w olimpijski medal, tak samo wierzę, że kiedyś uda mi się stanąć na nogi…
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.