W Tarnowie przy ulicy Brodzińskiego od ponad 60 lat działa koło Polskiego Związku Głuchych. Mimo, iż placówka nie narzeka na brak zajęć związanych z pomocą osobom niesłyszącym, to od kilku lat zmaga się z dużymi kłopotami finansowymi, które mogą doprowadzić do jej likwidacji, zostawiając przy tym niepełnosprawnych i ich problemy samym sobie.

Działalność koła, które założono w Tarnowie w 1952 roku, w zdecydowanej większości finansowana jest ze środków PFRON. Oprócz tego część środków przekazuje również tarnowski magistrat i starostwo. – Pod swoją opieką mamy ponad tysiąc osób, z czego 423 mają status członka – mówi Dorota Budzyńska, która jest… jedynym pracownikiem tarnowskiego koła. – Kiedyś pracowało u nas cztery osoby, w tym trzech tłumaczy. Dziś z powodu oszczędności zostałam sama i nie ma lekko…
W tarnowskim kole PZG, pani Dorota pracuje przede wszystkim, jako przysięgły tłumacz języka migowego, dzięki czemu pomaga członkom koła w załatwieniu niemalże każdej sprawy. Osoby będące członkami, płacąc miesięczną składkę w wysokości 5 zł i posiadające wpis do legitymacji o wadzie słuchu wynoszącej ponad 85 proc. mogą korzystać ze zwolnienia z opłat radiowo- telewizyjnych, a także biletu ulgowego w transporcie miejskim. Dodatkowo członkowie mają zagwarantowaną bezpłatną pomoc tłumacza. – Będąc jedyną taką osobą w kole, zdarzają się tygodnie, że od rana do wieczora załatwiam z nimi sprawy w ZUS-ie, urzędzie miasta, czy w sądzie. Kilka razy wzywano mnie nawet w środku nocy na policję lub do szpitala, aby ułatwić kontakt z głuchymi osobami, które padły ofiarami przestępstwa lub potrzebowały opieki medycznej.
Niestety chętnych chcących pomóc w tego typu pracy na terenie Tarnowa brakuje. W tym roku na kurs zgłosiło się zaledwie dwie osoby. – Koszty związane z uzyskaniem uprawnień nie są duże i wynoszą około 650 zł. Podczas kursu I stopnia kursanci poznają blisko 350 znaków. Pamiętam czasy, kiedy weszła w życie ustawa o języku migowym i wówczas telefony były rozgrzane do czerwoności. Każdy chciał uzyskać uprawnienia ze względu na dodatkowy „papierek” i większe szanse na rynku pracy. Okazało się jednak, że nikt nie zbije na tym kokosów, więc teraz chętnych jest jak na lekarstwo, zwłaszcza, że urzędy mają swoich ludzi, z kwalifikacjami tłumacza przysięgłego, którzy są zatrudniani do tego typu spraw.
Tarnowskie koło PZG bierze również czynny udział w poszukiwaniu stałego zatrudnienia dla swoich członków, jednak obecna sytuacja na rynku pracy powoduje, że jest to praktycznie niewykonalne zadanie. – Bardzo zależy nam na integracji tych ludzi z pełnosprawnymi osobami. Dawniej o pracę na terenie Tarnowa było zdecydowanie łatwiej, niż obecnie. W czasach, kiedy funkcjonował Carrefour, zadzwoniono do mnie z informacją, że są zainteresowani zatrudnieniem osób głuchych na kasę. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Klienci specjalnie podchodzili do tych kasjerów, chcąc na własnej skórze przekonać się, jak sobie radzą. Pracodawca był z nich niezwykle zadowolony, a i same osoby chwaliły sobie pracę w tamtejszym sklepie, dodatkowo czując, że są potrzebni. Obecnie nie ma u nas firm, które chciałyby zatrudnić osoby głuche. Nadal na rynku poszukiwani są pracownicy z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności, jednak według pracodawców mają pracować, jak osoby zdrowe. W przypadku naszych podopiecznych z oczywistych względów jest to niemożliwe. W chwili obecnej kilka osób pracuje w Tarnowskich Zakładach Osprzętu Elektrycznego „Tarel” w Woli Rzędzińskiej i w tarnowskiej Spółdzielni Inwalidów, jednak z każdym kolejnym rokiem jest ich coraz mniej.
Aby tego było mało, od kilku lat koło zmaga się z niemałymi problemami finansowymi. Placówka mieści się w starym zabytkowym budynku, który powoli zaczyna popadać w ruinę, a pieniędzy na jego remont nie ma. Jakiś czas temu związek wynajmował dla jednej z firm piwnicę, jednak ostatecznie oddano ją z długami. Ten sam los spotkał inne pomieszczenie na piętrze. – Dawniej sami zajmowaliśmy całe piętro. Na dzień dzisiejszy została nam już tylko świetlica i biuro. Trzy pomieszczenia przeznaczone są do wynajęcia. Wierzymy w to, że ktoś zdecyduje się na wynajem, ponieważ każda złotówka pozwoli nam na dalsze funkcjonowanie. Aby zarobić jakiekolwiek pieniądze, związek zdecydował się nawet na prowadzenie własnej działalności gospodarczej związanej ze sprzedażą aparatów słuchowych. Obecnie sytuacja jest stabilna, ponieważ realizujemy zadanie finansowane przez PFRON. Nie wiadomo jednak, co będzie później. Nie chcielibyśmy, aby placówka upadła. Cały czas prowadzimy poradnię rehabilitacyjną dla dzieci i młodzieży z wadą słuchu. Raz w tygodniu spotykamy się w naszej świetlicy na wspólnych rozmowach, w których biorą udział psycholodzy, lekarze, czy pracownicy MOPSu, a już za niedługo chcemy zorganizować specjalne seanse filmowe z napisami, bądź tłumaczonymi na język migowy. Mocno wierzymy w to, że za dwa lata uda nam się zorganizować imprezę z okazji 65-lecia koła, jednak nie wszystko jest już tylko w naszych rękach… – kończy Dorota Budzyńska.
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.