Cykliczne wojny w sercu Tarnowa

Od sześciu lat na obrzeżach miasta toczą się regularne wojny, w których udział bierze nawet 60 uczestników. Za wszystkim stoi grupa zapaleńców ze stowarzyszenia Rescue Team Tarnów, którzy co dwa tygodnie ze zwykłych szarych obywateli przeobrażają się w żołnierzy, którzy kierowani przez wybranych wcześniej dowódców dążą do pokonania swoich przeciwników w scenariuszach wzorowanych na prawdziwych konfliktach zbrojnych.

ASG Tarnów2
Rescue Team Tarnów

Odpowiedzialnymi za tego typu atrakcje są Łukasz Usień i Cezary Skwało, którzy w 2010 roku zdecydowali się założyć pierwszy w Tarnowie klub biorący udział w airsofcie (ASG), czyli zespołowej grze terenowej, w której gracze wykorzystują repliki autentycznych broni w skali 1:1 strzelające polimerowymi kompozytorami. – Kilka dobrych lat temu poznałem w Warszawie Marcina Korowaja, który prowadził w stolicy podobny team. Od początku zaraził mnie swoją pasją. Pomyślałem dlaczego nie zrobić czegoś podobnego w Tarnowie? – Łukasz Usień, mówi współzałożyciel stowarzyszenia. Polem bitwy jest prywatna działka pana Łukasza o powierzchni ponad 4 ha na której oprócz zwykłej polany znajduje się las. Wojna pomiędzy dwoma wybranymi wcześniej zespołami odbywa się co dwa tygodnie i trwa blisko 4 godziny bez przerwy, według wcześniej przygotowanego scenariusza. Stowarzyszenie w ostatnim roku zdecydowanie rozszerzyło ofertę dla swoich członków i innych sympatyków airsoftu organizują tzw. MilSimy (Militarne Symulacje Wojenne), które trwają nawet 24 godziny! – Na pewno nie jest to tania zabawa. Aby wziąć w niej udział, wcześniej należy zakupić odpowiednie ubranie maskujące i buty wojskowe, replikę broni, kamizelkę kuloodporną, magazynki – koszt to minimum 600-700 zł. Następnie jest cała paleta możliwości do dokupienia, jak torba zrzutowa, komunikator, słuchawka, hełm, czy dobrej jakości okulary. Całość to wydatek rzędu kolejnych 1000 zł. Jeżeli jednak ktoś jest fanem gier wojennych i filmów o takiej tematyce, na pewno nie będzie żałował zainwestowanych pieniędzy. Dzięki kilkuletniemu doświadczeniu jesteśmy zdolni niemal w 100 proc. odwzorować realne pole walki. Jeżeli ktoś myśli, że jest to kopia popularnego paintballa, jest w dużym błędzie. Tutaj nie ma strzelania na oślep. Przede wszystkim musi być ono przemyślane pod względem taktycznym. Jako drużyna uczymy się wspierać i współdziałać. Samodzielnie nie jesteśmy w stanie nic osiągnąć. Wyeliminować rywala możemy poprzez trafienie go polimerowym pociskiem lub dotknięciem ręki. Reguły co do zakończenia rozgrywki ustalamy tuż przed jej startem. Airsoft jest naprawdę fascynującym zajęciem. Kiedy znajdziemy się już na froncie, nie mamy przy sobie telefonu komórkowego, dostępu do facebooka czy twittera. Możemy odpocząć od szarej rzeczywistości i zatopić się w zupełnie innym świecie.

WARTO PRZECZYTAĆ:   W aptekach brakuje leków!

Pan Łukasz nie ukrywa jednak, że nie jest to najbezpieczniejsza forma spędzania wolnego czasu. Kontuzje w postaci zwichniętej kostki, czy siniaków są na porządku dziennym. Czasami dochodzi też do znacznie groźniejszych wypadków. – Nie jest wskazane uśmiechanie się. Podczas zeszłotygodniowej rozgrywki, jeden z naszych kolegów zbyt szeroko otworzył usta i… stracił zęba. Został trafiony w niego pociskiem. Ważne jest także, aby na polu walki nie zdejmować okularów ochronnych. Na całe szczęście w naszej grupie nie było jeszcze takiego przypadku, ale znam dwie osoby, z innego rejonu naszego kraju, które straciły oko. Jeżeli jednak przestrzegamy wszystkich reguł, to nic złego nam nie grozi. Statystycznie jednak łatwiej złamać nogę grając w piłkę nożną, niż szturmując przeciwnika w lesie. Pamiętać musimy, że replika broni może wzbudzać negatywne emocje i strach wśród osób postronnych. Jeżeli więc osoba transportuje taką broń w sposób nieoznakowany, bądź nie posiada opisu, że jest to replika ASG może trafić nawet do więzienia.

W szeregi stowarzyszenia, które oficjalnie zarejestrowano w 2015 roku, może wstąpić praktycznie każdy. Wymagane jest ukończenie 16 lat, uczestniczenie w 75 proc. organizowanych imprezach, opłacanie składek członkowskich (5 zł – osoby poniżej 18 lat i 10 zł powyżej 18 lat), a przede wszystkim bycie w pełni zaangażowanym w życie zespołu. – Średnio w rozgrywce bierze udział około 30 osób. Mieliśmy jednak przypadki, gdzie na polu bitwy rywalizowało 60 uczestników zaś na wspomnianych MilSimach liczba uczestników sięga 90 osób. Przedział wieku jest spory. Mamy 16-latków, ale także osoby tuż przed „pięćdziesiątką”. W zespole są także dwie kobiety. To pokazuje, że w organizowanej przez nas wojnie tak, jak na prawdziwym froncie, może brać udział dosłownie każdy.

Grupa Rescue Team Tarnów oprócz organizowanych bitew, bierze czynny udział w propagowaniu strzelectwa w naszym kraju. Co roku, podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy organizuje strzelnicę, w której najmłodsi mogą wziąć do ręki repliki najpopularniejszych broni i oddać strzały do specjalnie przygotowanych tarcz. – Oprócz tego na naszych spotkaniach, co jakiś czas organizujemy treningi, na których ćwiczymy komunikację, taktykę i pozycje strzeleckie. Naszym najbliższym celem jest otrzymanie pozwolenia na przeprowadzanie szkoleń przy użyciu broni ostrej. Chcemy postawić własną strzelnicę, w której odbywałyby się treningi ze strzelania dynamicznego. Byłby to kolejny krok ku temu, aby odciągnąć młode osoby od komputerów i przekonać ich do aktywnej formy spędzania wolnego czasu i rozwoju proobronności w Tarnowie.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Wsiąść na konia

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz