Nasze dzieci nie chcą zmieniać klas!

Rodzice uczniów klas 6. w Szkole Podstawowej nr 3 w Tarnowie nie chcą, aby ich pociechy od kolejnego roku szkolnego uczyły się w jednej, bardziej licznej klasie. Twierdzą oni, że dyrektor placówki nie konsultował z nimi tej decyzji, a o wszystkim zostali poinformowani już po fakcie. Podjęte przez dyrektora kroki wynikają z oszczędności, ponieważ subwencja oświatowa przydzielana jest na klasy 28-osobowe, więc oddział o takiej liczbie uczniów jest najbardziej pożądany.

SP nr 3 w Tarnowie

Łączenie klas w poszczególnych szkołach w Tarnowie wynika z przygotowanego przez tarnowski magistrat planu organizacyjnego kolejnego roku szkolnego, który przewiduje likwidację około 20 klas w szkołach podstawowych i rozdzielenie uczęszczających do nich dzieci do innych oddziałów. Taki krok miałby przynieść co najmniej 1,3 mln zł oszczędności w budżecie miasta.

Bogumiła Porębska, dyrektorka Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Tarnowa mówi, że tego typu projekty organizacji pracy szkół przygotowywane są każdego roku. – Łączyliśmy klasy już w latach poprzednich i teraz też to robimy. Nie wiem, dlaczego spotyka się to aż z tak negatywnym odbiorem. Wiem, że najtrudniejsza sytuacja ma miejsce w Szkole Podstawowej nr 3. Rodzice uczniów uczęszczających do tamtejszej placówki spotkali się nawet ze mną w tej sprawie i twierdzili, że decyzja podjęta została za ich plecami. Być może wpływ na to miała pandemia koronawirusa i zamknięcie szkół? Dyrektor tamtejszej placówki nie mógł spotkać się z rodzicami uczniów i musiał podjąć jakąś decyzję. Uważam, że tę sprawę powinni wyjaśnić między sobą dyrektor oraz rodzice szóstoklasistów.

Opiekunowie dzieci z SP3, które zmuszone będą uczęszczać do jednej, bardziej licznej klasy, nie pozostawiają na dyrektorze tamtejszej placówki suchej nitki. Rodzice uważają, że zostali w pewien sposób oszukani, ponieważ nikt nie konsultował z nimi takiej decyzji. – Dyrektor naszej szkoły otrzymał w styczniu pismo, że ma zredukować liczbę oddziałów w placówce. O wszystkim poinformował nas dopiero… pod koniec kwietnia. Nasze dzieci poszły do szkoły, jako 6-latki i według zapewnień poprzedniej pani dyrektor, oddział został utworzony, aby dzieci mogły szybciej przystosować się do warunków szkolnych i rozwijać się na takim samym poziomie jak 7-latki. Do klasy, która ma być łączona, na zajęcia uczęszcza jedno dziecko z upośledzeniem umysłowym w stopniu lekkim, a także jedno dziecko z zespołem Aspergera. Takie dzieci nie lubią zmian, więc chociażby przez wzgląd na nie, łączenie klas nie powinno mieć miejsca. Chcieliśmy zorganizować spotkanie rodziców, pani Porębskiej oraz dyrektora szkoły z mediatorem z poradni psychologiczno-terapeutycznej, ale niestety do niego nie doszło. Naszym dzieciom pozostało zaledwie dwa lata nauki. Dlaczego łączy się takie klasy, a nie klasy III, czy IV? Dodatkowo dotychczasowa wychowawczyni naszych dzieci, która uczy języka angielskiego, od przyszłego roku szkolnego w ogóle nie uczyłaby już naszych pociech. To kuriozum i dla uczniów byłaby to ogromna zmiana. Z całą pewnością nie wszyscy odnaleźliby się w nowej sytuacji – mówią rozgoryczeni rodzice szóstoklasistów.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Tuchów: Mieszkańcy kontra śmieci

Dyrektor szkoły, Leszek Marek twierdzi, że rodzice zostali poinformowani wcześniej o zmianach przez platformę e-dziennik. W przypadku tamtejszej placówki jedną z wytycznych było ograniczenie oddziałów na poziomie klas 4-8. Po przeanalizowaniu liczebności klas na poszczególnych poziomach, postanowiono połączyć ze sobą dwie szóste klasy. – Obecnie w naszej szkole funkcjonują cztery klasy szóste. Jedna składająca się z 14 uczniów, druga z 15, trzecia z 13 i czwarta z 21. Klasa, która składa się z 13 uczniów, jest klasą integracyjną, więc nie mogłem połączyć jej z inną klasą. Zdecydowałem się więc połączyć klasy składające się z 15 i 14 uczniów – mówi dyrektor. – Spotkałem się później z przedstawicielami rodziców i poinformowałem ich, że była to najlepsza z możliwych decyzji. Są to dwie klasy, w których poziom nauczania jest najwyższy. Dodatkowo większość uczniów zachowuje się wzorowo. Nie mogłem wcześniej spotkać się z rodzicami, ponieważ szkoły były zamknięte ze względu na sytuację związaną z koronawirusem. Nie mogę mieć również dwóch wychowawców w jednym oddziale, więc obecna wychowawczyni jednej z klas od najbliższego roku szkolnego nie będzie pełnić już tej funkcji. Złączenie dwóch grup nie zamyka szansy na przeniesienie dziecka do innej klasy. Dzieci mogą zostać przepisane do mniej licznych klas, zarówno do tej, gdzie uczy się teraz 21 dzieci, jak i do 13-osobowej klasy integracyjnej, ale w tym przypadku liczba uczniów nie może przekraczać 20 dzieci.

O całą sprawę postanowiliśmy zapytać przewodniczącą komisji oświaty, radną Grażynę Barwacz, która jeszcze w marcu twierdziła, że dla niewielkich w skali budżetu oszczędności nie warto robić zamieszania, które odbije się negatywnie na dzieciach. – Oczywiście chyba każdy chciałby, aby klasy były mniej liczne. Koronawirus sprawił jednak, że budżet miasta znacznie ucierpiał i rzeczywiście trzeba będzie szukać oszczędności. Wydaje mi się, że w sytuacji SP3 w Tarnowie przede wszystkim zabrakło rozmowy na linii rodzice-dyrektor i stąd zrodził się problem. Spokojnie można było dogadać się odnośnie wychowawcy przyszłej klasy, tego jak mają funkcjonować w niej dzieci z problemami zdrowotnymi i z problemami w nauce… Co prawda projekt został już zatwierdzony, ale do września pozostało jeszcze trochę czasu i strony powinny dążyć do wywalczenia jakiegoś kompromisu. W pewnym sensie nie dziwię się oburzeniu rodziców uczniów. Podjęte decyzje dotyczą przecież ich dzieci, a oni w całym zamieszaniu zostali pominięci, więc dlatego w przypadku tej szkoły pojawił się aż tak duży problem.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Polska i Japonia wzmacniają współpracę w dziedzinie wodoru

Rodzice szóstoklasistów z SP3 w Tarnowie nie zamierzają składać broni i w dalszym ciągu będą walczyć o jak najlepsze rozwiązanie dla swoich dzieci. – Uważamy, że Urząd Miasta powinien wycofać się z pomysłu zmniejszania ilości klas w szkołach podstawowych. Miasto oszczędności powinno szukać gdzie indziej, np. rezygnując z kompletnie nikomu niepotrzebnych inwestycji. Dlaczego na szukaniu pieniędzy mają cierpieć niewinne dzieci? Na to nie ma naszej zgody – mówią rodzice.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.