Mieszkańcy Filipowic w gminie Zakliczyn protestują przeciwko budowie żwirowni, która miałaby powstać w niewielkiej odległości od ich domów. Protestujący obawiają się nie tylko olbrzymiego zapylenia i hałasu, ale także nadmiernej eksploatacji dróg, które po kilku miesiącach ze względu na przejeżdżające tamtejszą trasą tiry, znajdą się w katastrofalnym stanie.
Kilka dni temu w Filipowicach rozpoczęła działalność pierwsza żwirownia. Mieszkańcy wsi niezbyt pozytywnie zareagowali na taki obrót spraw. Większość z nich uważała, że od teraz przyjdzie im zmierzyć się z olbrzymim hałasem oraz zanieczyszczeniem powietrza. Oliwy do ognia dolała wiadomość, że o budowę kolejnej żwirowni zabiega jeszcze jeden przedsiębiorca. Tym razem kopalnia miałaby powstać w jeszcze bliższym sąsiedztwie domów zamieszkałych przez kilkanaście rodzin z terenu wsi.
– Do 2006 roku działała w Filipowicach żwirownia należąca do pana Marka Łazarskiego, który po 12-letniej przerwie zdecydował się wznowić swój biznes na tym terenie – mówi sołtys Filipowic, Zygmunt Olchawa. – Mieszkańcy są źli, ponieważ obawiają się, że w takich warunkach będzie żyło im się zdecydowanie gorzej niż do tej pory. Hałas i zanieczyszczenie powietrza to jedno, ale nie brakuje też głosów, że za chwilę Filipowice będą miejscowością z licznymi hałdami, uszkodzonymi drogami i wielkimi basenami, która nie będzie nadawać się do zamieszkania, zwłaszcza że starania o otwarcie drugiej żwirowni rozpoczął już inny przedsiębiorca. Jako sołtys staję w obronie mieszkańców, jednak nie potrafię zrozumieć, dlaczego część z nich zdecydowała się sprzedać swoje działki pod budowę żwirowni. Nie wierzę, że nie wiedzieli, komu je sprzedają i po co…
Mieszkańcy Filipowic na specjalnie zorganizowanym spotkaniu zaapelowali do gminnych władz o wykonanie ekspertyzy dróg, po których będzie odbywał się transport kruszywa z uruchomionej w ostatnich dniach żwirowni oraz zbadanie czy ruch ciężkich pojazdów będzie miał negatywny wpływ na ich gospodarstwa domowe. Dodatkowo zamierzają walczyć o to, aby w sąsiedztwie ich domów nie powstała druga kopalnia.
Okazuje się, że przedsiębiorcą, który chciałby otworzyć drugą żwirownię w Filipowicach, jest… syn Marka Łazarskiego, właściciela otwartej kilka dni temu kopalni. Pytany o całą sytuację Marek Łazarski twierdzi, że wydobycie kruszywa przez jego firmę nie będzie uciążliwe dla mieszkańców, natomiast jego syna czeka jeszcze długa droga, aby mógł on rozpocząć działalność na tamtejszym terenie. – Przewiduję, że około 40 tirów w ciągu dnia będzie przemieszczać się trasą, o której stan obawiają się mieszkańcy. To naprawdę niewielka ilość, zwłaszcza że kilka lat temu, kiedy działała tu żwirownia, przemieszczało się nią nawet 300 samochodów ciężarowych dziennie. Jest to odcinek o długości około 2 km, który w 1995 roku wydzierżawiłem od gminy i zobowiązałem się sprawować nad nim opiekę. Niedawno ustaliłem z gminą, ale także z mieszkańcami, że co dwa lata będę we własnym zakresie zmieniał nawierzchnię asfaltową na długości około 500 metrów. Dodatkowo zobowiązałem się również poszerzyć niektóre fragmenty trasy. Uważam, że zrobiłem sporo, aby mieszkańcy mieli w tej kwestii jak najmniej utrudnień. Mój syn, który zamierza otworzyć kolejną żwirownię w tym rejonie ma co prawda udokumentowane złoża, jednak żadna decyzja co do powstania żwirowni jeszcze nie zapadła. Przepisy są jednak jasne. Jeżeli będzie chciał otworzyć w tym miejscu żwirownię, to nikt mu tego nie zabroni. Gdyby gmina nie wyraziła na to zgody, zgodę uzyska od wojewody.
Mieszkańcy Filipowic są przekonani, że złoża kruszywa, znajdujące się na terenach sąsiadujących z ich działkami, zostały już zapisane w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Zakliczyn, dlatego nie wykluczają, iż w najbliższym czasie rozpoczną jeszcze liczniejsze protesty, aby zapobiec wydaniu koncesji na otwarcie drugiej żwirowni. Sytuację stara się uspokoić burmistrz Zakliczyna, Dawid Chrobak, który mówi, że studium znajduje się dopiero na etapie opracowań, a do chwili uchwalenia go przez radę miejską jest jeszcze sporo czasu. – W tej chwili przedsiębiorca ma jedynie udokumentowane złoża. Nie wystąpił jeszcze o udzielenie koncesji na wydobycie żwiru. Mam informację, że w żwirowni, którą uruchomił kilka lat temu w Domosławicach ma jeszcze wiele złóż, więc nie wiadomo, kiedy chciałby otworzyć swój biznes w Filipowicach. Na wniosek mieszkańców w najbliższych tygodniach dokonamy ekspertyzy domów oraz dróg gminnych. Sprawdzimy nośność tej drogi, a także oddziaływanie tego ruchu na gospodarstwa domowe. Na pewno w tej sprawie będę działał w interesie mieszkańców. Wierzę, że rozmowa, w której wezmą udział gminne władze, mieszkańcy oraz przedsiębiorcy doprowadzi do wypracowania wspólnego stanowiska, które będzie korzystne dla wszystkich stron.
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.