Gołębia nie przegonisz?

W ostatnim czasie do Sejmu wpłynął poselski projekt ustawy, której tematem jest ochrona zwierząt w Polsce. Jeden z zapisów mówi o zakazie stosowania tzw. kolców na ptaki, które umieszczane są na parapetach, gzymsach, czy rynnach wielu budynków w kraju, w tym również w Tarnowie. Eksperci nie mają wątpliwości – wprowadzenie w życie ustawy w takiej formie spowoduje, że już wkrótce cały kraj ugrzęźnie w gołębich odchodach.

Producenci kolców przeciw ptakom już bombardują posłów pismami z prośbą o wycofanie się z zakazu.

Zapis, który znalazł się w projekcie ustawy mówiący o „zakazie montowania urządzeń – w szczególności kolców lub drutów – mogących powodować zranienie i okaleczenie ptaków” już teraz budzi wielkie kontrowersje. Nie brakuje głosów, że wejście w życie tak skonstruowanej ustawy spowoduje, że polskie miasta będą roić się od gołębi, które z czasem swoimi ptasimi odchodami pokryją elewacje budynków, co odbije się na gigantycznych kosztach związanych z remontem poszczególnych obiektów. Może się również okazać, że w przypadku zatwierdzenia ustawy zlikwidowana zostanie cała branża związana z zabezpieczaniem budynków przed ptakami.

Paweł Ćwierzyński z firmy BirdSystem zajmującej się bezpiecznym odstraszaniem gołębi uważa zawarty w ustawie zapis za słaby żart, ponieważ ptakom po wylądowaniu na kolcach, tak naprawdę nic nie grozi. – Do tej pory nie spotkałem się z żadną sytuacją, aby gołębie były ranione, a co gorsza były uśmiercane przez tego typu zabezpieczenie. Ustawa w takiej formie to dla nas potężny cios. Kolce są najtańszą i najbardziej powszechną formą stosowaną do odstraszania ptaków we wszystkich polskich miastach. Stosuje się je w 95 proc. przypadków. Nie wiem komu ma służyć ten zapis, ale na pewno jest on szkodliwy nie tylko dla producentów kolców, ale również dla zwykłych ludzi. Utoniemy w ptasich odchodach, które są źródłem pasożytów oraz bakterii i nie są obojętne na ludzki organizm.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Mateusz Klich: Wrócę do kadry!

Ewentualnego zakazu używania kolców nie rozumie również Janusz Galas, prezes Miejskiego Zarządu Budynków w Tarnowie, który uważa, że problem gołębich odchodów w naszym mieście jest olbrzymi. – Mamy mnóstwo zgłoszeń dotyczących gołębi, które niszczą elewacje budynków, a niestety tego typu prace renowacyjne generują olbrzymie koszty. Rekonstrukcja elewacji na Sali Lustrzanej przy ulicy Wałowej kosztowała nas 2,5 mln zł! Gdyby nie zamontowane na tamtym budynku kolce, tak kosztowne prace musielibyśmy przeprowadzać praktycznie co rok. Ludzie dzwonią do nas z przeróżnych lokali, gdzie na oknach zagnieździły się gołębie, przez co ich odchody lądują na chodnikach, a nawet ubraniach przechodniów. W naszym mieście stosujemy tylko kolce. Wiem, że niektórzy mieszkańcy we własnym zakresie używają również specjalnych siatek na balkony. Niedawno wezwano mnie do mieszkania, którego lokatorka przez ponad rok przebywała za granicą. Po jej powrocie okazało się, że nie może przedostać się na balkon, który w całości był pokryty gołębimi odchodami. Problem z gołębiami w naszym mieście jest olbrzymi, a proponowana ustawa spowoduje, że będzie jeszcze większy.

Winą za taki stan rzeczy obarczani są również mieszkańcy Tarnowa, którzy dokarmiają ptaki. Zofia Hebda kierująca Referatem Porządkowym Straży Miejskiej w naszym mieście uważa, że osób, które wyrzucają resztki jedzenia dla ptaków, jest mnóstwo i nie odstraszają ich nawet mandaty, którymi mogą zostać ukarani. – W regulaminie utrzymania czystości i porządku na terenie Tarnowa nie ma zakazu dokarmiania gołębi, jednak my powołujemy się w takich przypadkach na przepis o zakazie zanieczyszczania lub zaśmiecania miejsc dostępnych dla publiczności, za którego złamanie można zostać ukaranym mandatem w wysokości 500 zł. Najwięcej interwencji w tym zakresie prowadzimy w okolicach ulicy Klikowskiej. Ptaki dokarmiają przede wszystkim osoby starsze, które uważają, że bez ich pomocy zwierzęta nie przetrwają. Zdarzyło się, że któreś z kolei upomnienie z naszej strony kończyło się mandatem, jednak nie robią one na tych osobach większego wrażenia. Niestety, ale ptaki widząc, że mogą liczyć na łatwy pokarm, przesiadują całe dnie na budynkach i brudzą elewacje. Jeżeli już ktoś chce za wszelką cenę dokarmiać gołębie, niech robi to w parkach, z dala od zabudowań. W ten sposób ptaki przeniosą się w inne miejsca, dzięki czemu zabrudzeń parapetów, gzymsów i elewacji będzie znacznie mniej.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Cyrk wychodzi na ulice

Kazimierz Walasz, prezes Małopolskiego Towarzystwa Ornitologicznego twierdzi, że proponowany przez polityków zakaz stosowania kolców jest zupełnie nieprzemyślany i spowoduje więcej szkód niż pożytku. – Tego typu kolce stosuje się na całym świecie i nigdy nie było z tym problemu. Zarówno środowiska akademickie i naukowe, jak i państwowy Departament Ochrony Przyrody zgodnie orzekły, że kolce zamontowane na budynku nie są dla gołębi żadnym zagrożeniem. Idąc takim tokiem rozumowania, czy nie powinno się zakazać jazdy samochodem? Przecież istnieje ryzyko, że przelatujący gołąb uderzy w naszą szybę – pyta ironicznie Kazimierz Walasz i dodaje, że w innych państwach stosuje się alternatywy dla kolców, jednak są one zdecydowanie droższe i często mniej skuteczne. – Słyszałem o specjalnym żelu podobnym do silikonu, do którego podlatujący ptak może się przyczepić, więc ostatecznie rezygnuje z lądowania. Dostępne są również specjalne odstraszacze dźwiękowe, czy druty podpięte do prądu. Nie wyobrażam sobie jednak, aby w Polsce zrezygnowano z czegoś, co się sprawdza i w żadnym wypadku nie zagraża zdrowiu ptaków.

Producenci kolców przeciw ptakom już bombardują posłów pismami z prośbą o wycofanie się z zakazu. – W ostatnim czasie wysłaliśmy 460 pism, osobno do każdego z posłów, aby jeszcze raz pochylili się nad proponowaną ustawą. Wraz z nimi, a także z zarządcami nieruchomości, czy konserwatorami zabytków chcemy usiąść do rozmów i wypracować wspólne stanowisko. Uważamy, że nie warto wprowadzać w życie przepisów, które nie tylko nie przyczynią się do poprawy losu ptaków, a jedynie przysporzą sporych problemów ludziom.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz