Historia w trocinach

W Tuchowie wycięto cztery lipy znajdujące się przy tamtejszym dworcu kolejowym. Mieszkańcy gminy nie ukrywają oburzenia takim obrotem spraw, ponieważ drzewa stanowiły historię miasta, rosnąc w tym miejscu przeszło 140 lat. Władze gminy nie mają wątpliwości – wszystkiemu winna ustawa o wycince drzew.

dworzec-kolejowy-tuchow2
Po czterech historycznych tuchowskich lipach pozostało jedynie wspomnienie…

– Wszędzie widać powycinane drzewa. Jest ich coraz więcej, jednak nigdy nie przypuszczaliśmy, że ktoś może wpaść na tak szalony pomysł, aby usunąć cztery historyczne dla tej miejscowości lipy. Zasadzono je w momencie, kiedy otwierano budynek stacji kolejowej w 1876 roku. Niektórzy sądzili nawet, że po tylu latach wpisane są już jako pomnik przyrody. Widocznie rządzący mają za nic naszą kulturę, historię i robią to, co im tylko wpadnie do głowy – grzmią mieszkańcy Tuchowa, dla których obecny widok stacji kolejowej bez historycznych drzew jest dużym szokiem.

Okazuje się, że decyzję o wycince podjęło starostwo powiatowe na wniosek Polskich Linii Kolejowych, które argumentowało usunięcie lip zapisem w ustawie o transporcie kolejowym. Podobno rosły one bliżej skrajnego toru niż ustawowe 15 metrów. – Nie mieliśmy innego wyjścia, tylko wydać zgodę na wycinkę lip. Gdybyśmy tego nie zrobili, PLK odwołałyby się od tej decyzji i w ostateczności i tak otrzymały pozytywny dla siebie werdykt. Działali zgodnie z prawem – mówi Roman Łucarz, starosta tarnowski. – Spośród czterech drzew, trzy były zdrowe i jedno uszkodzone. Znajdowały się one znacznie bliżej torów kolejowych, aniżeli 15 metrów, o których mówi ustawa. Według opinii przedstawicieli PLK zasłaniały one widoczność i stanowiły niebezpieczeństwo dla podróżujących. Dla nich usunięcie drzew to była konieczność. Z informacji jakie uzyskaliśmy, w najbliższym czasie PLK planują wycinkę kolejnych drzew znajdujących się na całej długości linii kolejowych na terenie powiatu, których odległość od torów jest mniejsza, niż 15 metrów. Łącznie będzie to blisko 34- kilometrowa trasa.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Natalia Jamróz - Z sankami przez życie

Rozczarowania takim obrotem spraw nie ukrywa burmistrz Tuchowa, Adam Drogoś, który nie został nawet poinformowany o planowanym wycince i o usunięciu lip dowiedział się dopiero po fakcie. – Mieszkańcy przychodzą, wydzwaniają i pytają dlaczego nie zareagowaliśmy w tej sprawie. Problem w tym, że sami o tym nie wiedzieliśmy. Sporządziliśmy już oficjalne pismo, w którym piszemy, iż gmina nie była stroną w powyższym postępowaniu. Kontaktowaliśmy się w sprawie lip z konserwatorem zabytków. Okazało się, że drzewa nie były pomnikami przyrody, jak uważają niektórzy mieszkańcy, więc nie było konieczności uzyskania dodatkowej zgody na ich wycinkę.

Adam Drogoś twierdzi, że decyzja o usunięciu lip wcale nie opiera się o ustawę o transporcie kolejowym, a niedawno uchwaloną ustawę o wycince drzew. – Przecież teraz można wycinać wszystko, bez żadnych ograniczeń. Rozporządzenie ministra infrastruktury w sprawie wymagań w zakresie odległości i warunków dopuszczających usytuowanie drzew i krzewów weszło w życie w 2008 roku. Dlaczego przez tyle lat PLK nie pozbyły się drzew, a zrobiły to dopiero teraz?

Rozgoryczeni są również przedstawiciele stowarzyszenia „Powietrze Tuchów”, którzy od kilku miesięcy działają na terenie gminy, starając się zadbać o poprawę jakości powietrza, które w Tuchowie jest jednym z najgorszych w Europie. – Miesiąc temu zorganizowaliśmy nawet akcję sadzenia drzew. Posadziliśmy ponad 150 drzewek, których celem jest stworzenie większej ilości tlenu ułatwiającego oddychanie. O tuchowskim smogu wiedzą wszyscy. Zarówno przedstawiciele powiatu, jak i gminy twierdzą, że zastanawiają się jak rozwiązać ten problem, a wydając zgody na wycinkę kolejnych drzew, tylko go pogłębiają – mówi Maciej Sajdak, członek stowarzyszenia „Powietrze Tuchów”. – Lipy były w pewnym sensie symbolem tego miejsca. Obecnie żyjący mieszkańcy pamiętają, że zawsze tu rosły i ratowały w jakiś sposób wizerunek popadającego z każdym kolejnym rokiem w coraz większą ruinę budynek dworca. Po tym, kiedy przedstawiciele PKP zdecydowały się ulokować na dworcu zakład pogrzebowy, zamiast punktu informacji turystycznej, to kolejna decyzja, która wydaje się absurdalna. Będziemy apelować do władz powiatu i miasta, aby przy kolejnych tego typu działaniach informowali o tym mieszkańców gminy. Ponad 140-letnią historię usuwa się za naszymi plecami, bez naszej zgody, w ciągu 5 minut. Takich czasów dożyliśmy…

WARTO PRZECZYTAĆ:   Boisko tylko dla mieszkańców?

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz