Iwona Kawa-Słomska – tarnowskie maski podbijają świat!

Iwona Kawa-Słomska od trzech lat zajmuje się wykonywaniem najróżniejszych przedmiotów z ceramiki. W jej pracowni roi się od otulin na szkło, mis, pater, flakonów, czy dzbanków. Największe wrażenie robią jednak maski, które doceniają również zagraniczni goście odwiedzający nasze miasto.

Iwona Kawa-Słomska z jedną ze swoich masek

Pani Iwona już od najmłodszych lat interesowała się sztuką. Plastykiem z zawodu był jej dziadek, a także ojciec. – Od dziecka rysowałam, malowałam, tkałam tkaniny, rzeźbiłam i fotografowałam. Pochodzę z rodziny artystycznej i dorastając w tej atmosferze, rozwijałam swoje talenty, a moja miłość do sztuki i tworzenia z czasem stawała się coraz mocniejsza – mówi tarnowianka, która trzy lata temu postanowiła wyjechać na specjalne warsztaty ceramiczne do Jadwisina w województwie lubelskim. – Organizatorem warsztatów był mistrz garncarstwa i ceramiki, Piotr Skiba. Podczas pobytu w Jadwisinie brałam udział w zajęciach na kole garncarskim, uczyłam się technik lepienia ręcznego, pracy na formach gipsowych, szkliwienia wyrobów i wypalania ich w piecu elektrycznym oraz ziemnym. W jednym momencie po prostu zakochałam się w tej sztuce. Glina jest wyjątkowo plastycznym materiałem i w zależności od jej rodzaju i zastosowanej techniki, mogą z niej powstawać różnej wielkości i kształtu naczynia używane w życiu codziennym, a także formy dekoracyjne.

Po powrocie do Tarnowa pani Iwona otworzyła swoją pracownię. Nie ukrywa, że miała obawy, czy taka forma sztuki przyjmie się w naszym mieście, zwłaszcza że rozkręcenie tego typu biznesu niosło za sobą spore nakłady finansowe. – Samo kupno specjalnego pieca elektrycznego wiązało się z wydatkiem 22 tys. zł. Do tego dochodziły narzędzia, glina, której jeden bloczek to wydatek około 35 zł, a także szkliwa w cenie od 30 do 150 zł. Postanowiłam jednak zaryzykować. Na początku wykonywałam patery, doniczki, flakony, czy dzbanki. Chciałam jednak zacząć robić coś wyjątkowego, czym mogłabym się wyróżniać. Wpadłam na pomysł, że zacznę wykonywać… maski.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Będę żołnierzem!

Do ich wykonania tarnowianka potrzebuje zaledwie stołu i rąk. Nie potrzebuje do tego ani specjalnych narzędzi, ani nawet koła garncarskiego. – Maski to element dekoracyjny ścian. Mogą mieć one różny kształt i wielkość. Świetnie wyglądają na ścianie zarówno w towarzystwie obrazów, jak i osobno kontrastując z kolorem ścian i nawiązując swoimi barwami do innych elementów wnętrza – mówi pani Iwona, która dodaje, że pomysły na wygląd każdej z niej pochodzą z jej… snów. – Budząc się nad ranem, mam w głowie obraz tego, co za chwilę będę tworzyć. Zdarza się, że kładąc glinę na stole, zamykam oczy i w taki sposób wykonuję zarys konkretnej maski. Najtrudniejsze jest to, aby nie powielać już wcześniejszej wykonanego projektu. Natchnienia szukam w twarzach innych ludzi. Staram się zapamiętywać charakterystyczne elementy ludzkich twarzy, które widuję na co dzień i przenosić je na swoje prace.

Okazuje się, że pomysł z wykonywaniem masek był strzałem w „10”. Prace pani Iwony zaczęły zachwycać nie tylko tarnowskich miłośników sztuki, ale również zagranicznych pasjonatów ceramiki. – Zainteresowanie maskami przerosło moje najśmielsze oczekiwanie. Zaczęli zgłaszać się do mnie pasjonaci z Anglii, Niemiec, Francji, czy Belgii, którzy za wszelką cenę chcieli mieć je w swoich zbiorach. Pomimo tego, że wciąż na świecie żyją osoby, które wierzą, że maski mogą być przedmiotem kultu, a tym samym są opętane przez demony, to zainteresowanie nimi jest olbrzymie. Dla jednego z francuskich klientów wykonałam maskę o twarzy Pierrota, która była osadzona w damskim czółenku. To było jedno z moich większych dzieł, ponieważ jej rozmiar sięgał blisko pół metra. Od innej klientki z Anglii do dziś dostaję natomiast podziękowania za awangardową maskę afrykańską wykonaną w kolorze żółtym i błękitnym. Podobno nadal zajmuje honorowe miejsce w jej domu – śmieje się pani Iwona, która Tarnów promuje również za pomocą… ceramicznych magnesów. – Znalazły się już w różnych zakątkach świata. Najczęściej widnieje na nich nasz ratusz. Magnesy cieszą się wielką popularnością wśród osób, które chcą mieć pamiątkę z Tarnowa. Co ciekawe, dla jednego z klientów ze Szwecji na specjalne zamówienie wykonałam nawet przestrzenną replikę tarnowskiego ratusza o wymiarach 20x30x30 cm. Podobno mężczyzna od wielu lat zakochany jest w Tarnowie i teraz miniaturowy ratusz zdobi jego dom w Goeteborgu.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Nowodworze: Spartańskie warunki

Pani Iwona chciałaby, aby rękodzieło przetrwało kolejne pokolenia. W tym celu wraz z „Fundacją Pracownia Kreatywna” organizuje w naszym mieście warsztaty rękodzielnicze, na których uczy dzieci, młodzież oraz nieco starsze osoby pracy z gliną. – Na warsztatach ceramicznych spotykamy się raz w miesiącu na kilka godzin. Mamy do dyspozycji ogromną salę, w której uczymy się wykonywać wiele przedmiotów z gliny. Aby móc czerpać z tego radość wystarczy jedynie odrobina chęci. Oczywiście spory wpływ na wytworzone przez nas dzieła mają również nasze zdolności manualne, ale wszystkiego można się nauczyć. Moje prace, które powstają też podczas warsztatów, można zobaczyć w „Galerii Rzeczy Ładnych” na tarnowskim rynku. Chciałabym, aby coraz więcej młodych osób, zamiast spędzać wolny czas przed komputerem, spędzało go przy kole garncarskim. To doskonała zabawa, a przy okazji sposób na rozwijanie swoich umiejętności oraz odkrywanie samego siebie. Poza tym nadszedł już chyba czas, aby koło garncarskie nie kojarzyło się młodym ludziom jedynie z filmem „Uwierz w ducha” i Patrickiem Swayze – kończy z uśmiechem pani Iwona.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz