Justyna Gancarek. Lutniczka z Gromnika, która skrzypce traktuje jak dzieci

Mówi, że instrumenty traktuje jak dzieci. W jej pracowni w Gromniku roi się od kawałków drewna, które przeistacza w skrzypce różnych rozmiarów. Justyna Gancarek pochodzi z rodziny o wielopokoleniowych tradycjach muzycznych. Teraz sama stara się przekonać kolejne pokolenia młodych ludzi do muzyki i instrumentów, które dla nich tworzy.

Justyna Gancarek1
Justyna Gancarek w swojej pracowni.

To praca dla precyzyjnych ludzi…
– Pochodzę z domu, w którym od zawsze było wiele instrumentów – mówi Justyna Gancarek, której ojciec, Andrzej Łapa, jest znanym i cenionym poznańskim lutnikiem. To on zaraził ją lutniczą pasją. – Zapach instrumentów i atmosfera muzycznego świata zawsze mnie do siebie przyciągały. Zdecydowałam się na studia w tym kierunku, w 1997 roku zostałam magistrem sztuki lutniczej.

Już podczas nauki jej dzieła były doceniane na ogólnopolskich konkursach lutniczych. Uznanie zdobywały przede wszystkim walory brzmieniowe stworzonych przez nią instrumentów. – Studia lutnicze są specyficzne. Większość czasu spędza się w pracowni, gdzie uczy się fachu. Nie brakuje jednak zajęć muzycznych, wśród których znajduje się kształcenie słuchu, czy gra na instrumencie. W pewnym sensie taki kierunek studiów jest połączeniem techniki, plastyki i muzyki, dzięki czemu człowiek rozwija się w różnych dziedzinach życia.

Dorastała w Poznaniu, jednak dopiero w Małopolsce uświadomiła sobie, że to właśnie z lutnictwem chce związać swoją przyszłość. – W 2007 roku otworzyłam w Zaliczynie swoją pracownię, teraz działa ona w Gromniku. Trafiłam tutaj trochę przez przypadek. Na początku prowadziłam schronisko studenckie. Przyszedł jednak czas, kiedy postanowiłam zająć się tylko lutnictwem. Zastanawiałam się nad tym, aby zmienić otoczenie. W grę wchodził Tarnów lub Nowy Sącz, ze względu na to, że jako lutnik czułam się w Gromniku niepotrzebna. Dopiero powstanie w tej miejscowości szkoły muzycznej, a także otwarcie Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach uświadomiło mi, że stworzenie pracowni w tym miejscu będzie miało sens.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Oktawian Skrzecz: Znajomości? To podstawa!

A w pracowni spędza całe dnie i noce i nie ukrywa, że nie jest to łatwy kawałek chleba. – Praca lutnika wymaga wiele spokoju i cierpliwości. Każdy, kto chciałby spróbować swoich sił w tym zawodzie, musi również posiadać pewne zdolności artystyczne i muzyczne. Trzeba także lubić pracę w samotności, a także być szalenie precyzyjnym. Nawet najmniejszy błąd może odbić się na braku idealnego brzmienia instrumentu, do którego każdy lutnik tak bardzo dąży.

Pierwsze skrzypce dla córki
Stworzenie nowych skrzypiec zajmuje sporo czasu. Przede wszystkim lutnik musi sam wysezonować drewno, z którego później powstanie instrument. Proces ten trwa od 8 do 10 lat, dlatego odpowiednio wcześniej należy przygotować sobie jego zapas. Etap tworzenia skrzypiec w pracowni trwa około trzech miesięcy. – Płytę wierzchnią skrzypiec wykonuję z drewna świerkowego, natomiast dolną z drewna jaworowego. Wykorzystuję nóż lutniczy, dłuta, strugi różnych rozmiarów, piłkę włośnicową, pilniki, czy profilowane cykliny. Zdarzają się firmy, które produkują przy pomocy urządzeń elektrycznych, ale prawdziwie mistrzowskie instrumenty wytwarzane są tylko metodą ręczną. Praca wymaga wiele wysiłku, dlatego skupiam się na budowaniu jedynie skrzypiec i altówek. Większe instrumenty smyczkowe tylko konserwuję.

Justyna Gancarek do dziś pamięta pierwsze skrzypce, które wyszły spod jej ręki. – To było jeszcze w czasach szkoły średniej, kiedy pomagałam od czasu do czasu w pracowni ojcu. Przyglądając się temu jak pracuje, postanowiłam, że sama zrobię dla siebie skrzypce. Ostatecznie nie dokończyłam działa, ale obiecałam sobie, że jeżeli kiedyś będę miała dzieci, to skończę je właśnie dla nich. Kiedy moja córka dorosła i zaczęła interesować się muzyką, postanowiłam dokończyć dla niej instrument.

Polski lutnik potęgą jest…
Do nagród nigdy nie przywiązywała szczególnej wagi. -Ważniejsze od wyróżnień jest dla mnie to, aby muzycy, którzy grają na moich skrzypcach, byli nimi zachwyceni. Kiedy podczas koncertu widzisz w rękach skrzypaczki swój instrument, to jest to coś wyjątkowego i niesamowitego. Porównać można to chyba jedynie, do występu własnego dziecka, które podczas szkolnej akademii, na środku sceny, wygłasza wiersz.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Bat na młodych kierowców

W 2009 roku skrzypce Justyny Gancarek wzięły udział w nagraniu płyty zatytułowanej „Skrzypce z polską duszą”, której pomysłodawcą i twórcą jest znany wirtuoz Krzysztof Jakowicz. Jej nagranie odbyło się w Dworku Ignacego Jana Paderewskiego w Kąśnej Dolnej, a „bohaterami” były instrumenty wykonane przez polskich lutników. Lutniczka z Gromnika nie boi się konkurencji, ponieważ jej zdaniem lutnik jest jak lekarz, z którym klient wiąże się na dłuższy czas, a nie na jedno zlecenie. – Prowadzenie tego typu działalności nie da się porównać do prowadzenia sklepu spożywczego. Tutaj klienci mają swoich zaufanych lutników, dla których potrafią przemierzyć pół Polski, aby oddać im do naprawy swój instrument muzyczny. Cena odgrywa dla nich ważną rolę, ale zdecydowanie większą wagę przykładają do jakości. Skoro po wykonane przeze mnie skrzypce zjawiają się ludzie z Nowego Sącza, czy Rzeszowa, to coś w tym musi być… – kończy z uśmiechem na twarzy.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz