Rodowita Chinka, Krystyna Man Li Szczepańska od trzech lat naucza dzieci ze szkoły muzycznej w Domosławicach gry na fortepianie. Znana w świecie pianistów Man Li marzy o tym, aby w przyszłości otworzyć w naszym regionie specjalne „Centrum chińskie”, gdzie młodzi Polacy mogliby poznać kulturę jej rodzinnego kraju. W tym kierunku poczyniła już nawet pierwsze kroki, ponieważ od dwóch lat prowadzi dla uczniów z Domosławic zajęcia z… języka chińskiego.

Man Li przyleciała do Polski ponad 15 lat temu. Za namową swojego ojca rozpoczęła w naszym kraju studia na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Dziś twierdzi, że przeżyła wówczas niemały szok kulturowy, z którym szybko jednak sobie poradziła. – Nie znałam języka. Próbowałam rozmawiać z ludźmi po angielsku, jednak wówczas mało Polaków porozumiewało się w tym języku. Zupełną nowością była dla mnie polska kuchnia, czy polskie zwyczaje. Musiałam się do tego wszystkiego szybko dostosować. Na całe szczęście w internacie zamieszkałam z polskimi koleżankami, więc stosunkowo szybko nauczyłam się pierwszych polskich zwrotów. Po kilku miesiącach… poprawiałam już nawet błędy ortograficzne popełniane przez polskich studentów. O tym, że wybrałam Polskę, zadecydował przede wszystkim Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina, który w moim kraju jest bardzo popularny, a ja od dziecka grałam właśnie na tym instrumencie.
Po kilku latach spędzonych w Polsce chińska pianistka zakochała się w naszym kraju. Poznała tutaj swojego męża, urodziła dwie córki, przyjęła chrzest i otrzymała polskie obywatelstwo, dzięki czemu zmieniła imię i nazwisko na Krystyna Man Li Szczepańska. Dodatkowo okazało się, że dysponuje ponad przeciętnymi umiejętnościami gry na fortepianie, co szybko zauważyli znawcy muzyki klasycznej na całym świecie. – Mój pierwszy większy występ odbył się w Chinach w 2008 roku, kiedy zagrałam podczas ceremonii otwarcia pekińskiej kopii szanghajskiego pomnika Fryderyka Chopina. Rok później zorganizowano dla mnie już specjalne tournée po Chinach, gdzie promowałam polską muzykę, grając m.in. w sali filharmonicznej w Zakazanym Mieście w Pekinie oraz stolicach poszczególnych chińskich prowincji. Z czasem zaczęły przychodzić kolejne zaproszenia. Dziś mogę pochwalić się koncertami w największych salach koncertowych świata, występując m.in. w: Jordanii, Syrii, Czechach, Hiszpanii, na Ukrainie, czy Białorusi. Stałam się ambasadorką polskiej muzyki w różnych zakątkach świata, co zaowocowało tym, że mogłam również nagrać specjalną płytę zatytułowaną „Nie wszystek umrę” wydaną z okazji chopinowskiej rocznicy, na której ukazała się pieśń „List dla Chopina” w mojej aranżacji oraz moja własna kompozycja poświęcona polskiemu twórcy – „Nokturn dla Chopina”.
Man Li przez kilka lat mieszkała w Krakowie. Kiedy trzy lata temu pojawiła się propozycja nauczania dzieci gry na fortepianie w szkole muzycznej w Domosławicach, nie zastanawiała się ani sekundy. – Od dłuższego czasu chciałam uczyć polskie dzieci gry na tym instrumencie. W Domosławicach szukali akurat nauczyciela. Zlepek słów „dom” i „sława” przekonał mnie, że musi być to naprawdę fajne miejsce i warto związać się z nim na dłużej – śmieje się pianistka, która dwa lata temu na stałe zamieszkała w tej niewielkiej miejscowości. – Początkowo nie wiedziałam czego spodziewać się po polskich uczniach. W Chinach gry na fortepianie uczymy dzieci jeszcze przed drugim rokiem życia! Również sama w ten sposób zaczynałam swoją przygodę z tym instrumentem. W Polsce podejście jest nieco inne. Dzieci znacznie później uczą się grać na fortepianie, a i ilość godzin poświęcona dziennie na ćwiczenia jest zdecydowanie mniejsza niż w krajach azjatyckich. Obecnie opiekuję się około ośmioosobową grupą uczniów. Być może wśród nich jest przyszły mistrz fortepianu? Zawsze powtarzam, że najważniejsze cechy, jakie powinien posiadać dobry pianista to systematyczność, wytrwałość i dążenie za wszelką cenę do postawionego wcześniej celu. Tym, którzy nie będą grać przed wypełnionymi po brzegi salami koncertowymi, zawsze pozostaje rola nauczyciela, czy prowadzenie zajęć z rytmiki. Z tego też można czerpać radość.
Pochodząca z Pekinu Man Li twierdzi, że blisko 18 lat spędzonych w Polsce sprawiło, że czuje się już bardziej Polką niż Chinką. Jej córki pomimo tego, że znają język chiński, w domu rozmawiają wyłącznie po polsku. Ona sama jeszcze kilka lat temu spontanicznie wsiadała w samolot i leciała do Chin, a dziś odwiedza rodzinę maksymalnie raz lub dwa razy w roku. – Oczywiście, że tęsknię za swoimi bliskimi i często mi ich brakuje, ale to właśnie w Polsce rozpoczęłam swoje nowe życie. Nie zapominam jednak o swojej kulturze i dlatego od kilkunastu miesięcy w Domosławicach prowadzę dla uczniów… naukę języka chińskiego. Na zajęciach, które są dodatkowe i odbywają się najczęściej raz w tygodniu, zjawia się mnóstwo dzieci od przedszkolaków do uczniów 3 klasy. Podczas zajęć nie tylko uczę ich wymowy i pisma, ale również śpiewamy chińskie piosenki, czy oglądamy chińskie bajki. Efekty są świetne! Zdarzyło mi się, że pojawiali się u mnie rodzice dzieci, pytając, co oznacza dany zwrot, ponieważ ich pociechy w kółko powtarzały go w swoich domach – śmieje się Man Li, która dodaje, że jej marzeniem jest stworzenie w naszym regionie specjalnego „Centrum chińskiego”. – Na terenie obiektu prowadzone byłyby nie tylko zajęcia z nauki języka chińskiego, gry na instrumentach pochodzących z krajów azjatyckich, ale również treningi wschodnich sztuk walki. Chciałabym w jakimś stopniu połączyć kulturę polską i chińską, a także odwdzięczyć się Polakom za sposób, w jaki mnie przyjęli, dzięki czemu jestem tutaj bardzo szczęśliwa.
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.