35-letni Czech, Lukas Rohulan od dwóch lat mieszka w Tarnowie. To tutaj w domowym zaciszu oddaje się swojej pasji, czyli szyciu unikalnych przedmiotów ze skóry. Tworzone przez niego portfele, paski, torebki, czy buty cieszą się coraz większym zainteresowaniem tarnowian. Czy oznacza to, że wymierający zawód ma szansę wrócić do łask?

Lukas, zanim jeszcze zamieszkał w Tarnowie, 10 lat spędził w Anglii. Tam przez długi czas zajmował się motocyklami, pracując w jednym z warsztatów. W końcu zdecydował się otworzyć własny biznes. – Motocykle sprawiały mi wielką frajdę, ale ja chciałem w końcu pracować na własny rachunek. Mój tata był stolarzem. Uwielbiałem spędzać czas w jego pracowni. Byłem zakochany w zapachu drewna i kleju. W wieku 13 lat poznałem jednego z czeskich kaletników. Zauroczył mnie swoją pracą, jednak dopiero po latach odżyły we mnie tamte wspomnienia. O tym, że zacząłem sam przerabiać skóry na przedmioty codziennego użytku, zadecydował przypadek. Chciałem kupić portfel, ale akurat ten, który sobie wymarzyłem był bardzo drogi. Pomyślałem wówczas, dlaczego sam nie mógłbym go zrobić, skoro tak fascynowała mnie praca rękodzielników? Zacząłem uczyć się rymarstwa na podstawie filmów w Internecie i książek. W końcu udało mi się samodzielnie stworzyć swój pierwszy portfel. Był on na tyle dobry, że o podobne zaczęli prosić mnie znajomi. Poczułem, że rymarstwo może być dobrym sposobem na biznes.
Przez kilka lat swoje wyroby sprzedawał Anglikom. Do Tarnowa przyjechał wraz z żoną, która pochodzi z naszego miasta. Początkowo nie był przekonany, czy i tutaj ludzie będą zainteresowani jego produktami. Postanowił jednak zaryzykować. – Zawód kaletnika wymiera praktycznie w każdej części świata, poza Azją. W Tajlandii, Chinach, czy Pakistanie ręcznie robione torebki, paski, czy portfele cieszą się bardzo dużą popularnością. Uznałem, że w Polsce również trafię na ludzi, którzy będą zainteresowani takimi wyrobami, zwłaszcza że są one zdecydowanie bardziej wytrzymałe od tych produkowanych hurtowo. Znalazłem garbarnię, z której zacząłem sprowadzać skóry. Zakup tego surowca wiąże się jednak ze sporym wydatkiem. Koszt metra kwadratowego skóry juchtowej to około 250 zł. Aby zacząć pracować w tym zawodzie należy również zainwestować w narzędzia, m.in.: odpowiednie noże, młotki, dziurkacze, wybijaki, nitownice, czy farby. Już na starcie musimy wydać na wszystko kilka tysięcy złotych – mówi Lukas, który dodaje, że oprócz pieniędzy na rozkręcenie biznesu, trzeba być również bardzo upartym w dążeniu do stworzenia swojego wymarzonego skórzanego przedmiotu. – To nie jest zajęcie dla ludzi, którzy myślą, że w ciągu godziny ręcznie wyprodukują skórzane cudo. Aby zrobić dobrej jakości portfel, trzeba poświęcić temu około 5 godzin pracy. Torebka zajmuje już 12 godzin. Oprócz tego, co chwilę mamy popękaną skórę na palcach od naciągania nici oraz ból oczu, ponieważ musimy być bardzo skoncentrowani na pracy. Najmniejszy błąd może kosztować nas uszkodzenie surowca, na którym pracujemy.
Jakiś czas temu kaletnik z Czech wpadł na pomysł, aby zacząć tworzyć unikatowe przedmioty, a nie powielać to, co już teraz znajduje się na rynku. Wśród jego prac zaczęły pojawiać się torebki w kształcie… jamnika, portfele na dowody rejestracyjne oraz specjalne paski do spodni. – Ludzie zastanawiają się, co może być ciekawego w pasku, skoro niemal wszystkie są takie same. Wpadłem więc na pomysł, aby nieco go urozmaicić. Postanowiłem, że wewnątrz każdego paska znajdzie się kieszonka, w której będzie można przechowywać większe pieniądze. W przypadku, kiedy zostalibyśmy napadnięci, prawdopodobieństwo, że napastnik każe nam oddać pasek, jest praktycznie zerowe. W ten sposób możemy uchronić się przed utratą sporej gotówki. Obecnie pracuję również nad portfelami dla kobiet. Będą one w kształcie… lisa, żaby i jeża – mówi Lukas, który zanim zjawił się w Tarnowie, sprzedawał swoje skórzane arcydzieła w nietypowy sposób. – Pewnego dnia wraz z żoną wsiedliśmy w kampera i postanowiliśmy zorganizować sobie kilkumiesięczną podróż po całej Europie w ramach tzw. workaway. Polegało to na tym, że pracowaliśmy u przypadkowo poznanych osób, otrzymując w zamian nocleg i wyżywienie. Dodatkowo w samochodzie urządziłem sobie również mały warsztat rzemieślniczy. Kiedy w Niemczech opiekowaliśmy się kozami i owcami, jeden z tamtejszych rolników poprosił mnie o stworzenie specjalnego skórzanego paska do… odpalania traktora. W ten sposób, dzięki obwoźnemu warsztatowi sprzedałem mnóstwo swoich produktów niemal w całej Europie.
Czy Tarnów jest gotowy na ręcznie produkowane skórzane produkty? Lukas uważa, że powoli świadomość ludzi się zmienia i coraz częściej wolą oni wydać większe pieniądze w zamian za lepszą jakość produktu. – Moja żona jest dla mnie najlepszą reklamą. Kiedy pojawia się na mieście z nową oryginalną torebką, czy portfelem, ludzi dopytują jej, skąd ją ma i czy można gdzieś ją kupić. Ceny za ręcznie tworzone przedmioty wciąż odstraszają, bo kiedy w sklepie za nowy portfel zapłacimy 150 zł, to jego skórzany ręcznie wykonany odpowiednik kosztuje 350 zł. Pamiętać należy jednak o tym, że bez wątpienia będzie służył on nam zdecydowanie dłużej. Jakiś czas temu widziałem damskie torebki, które rymarze wykonywali w 1920 roku. Jakościowo były tak dobre, że wielu sądziło, iż wyprodukowane zostały zaledwie kilka dni wcześniej – mówi Czech, który dodaje, że jego największym marzeniem jest otwarcie sklepu, w którym można byłoby nie tylko kupić ręcznie wykonane przedmioty, ale również samemu nauczyć się rękodzieła. – Do współpracy zaprosiłbym innych rękodzielników. Na środku sklepu znajdowałby się duży stół, wokół którego pracowaliby kaletnicy, szklarze, czy rzeźbiarze. Na ścianach wisiałyby natomiast obrazy lokalnych malarzy. Klienci mogliby nie tylko kupować wyprodukowane przez nas metodą ręczną produkty, ale również zobaczyć na własne oczy, jak wygląda taka produkcja, a także samemu wziąć udział w specjalnie przygotowanych warsztatach. Czy taki sklep miałby swoją przyszłość w Tarnowie? Dziś nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Tarnów to piękne miasto, ale nieprzyjazne dla młodych przedsiębiorców. Bardziej myśli się o tym, jak przyciągnąć do niego ludzi z zewnątrz, niż zatrzymać obecnych mieszkańców. Szkoda, bo znajduje się tutaj wielu zdolnych artystów, którzy z czasem zmuszeni są szukać szczęścia w innych rejonach kraju. Na pewno będę się starał, aby zawód kaletnika przetrwał następne kilka lat. Tanio skóry nie sprzedam – kończy z uśmiechem Lukas.
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.