Mówi się, że muzyka łagodzi obyczaje. Okazuje się, że może stać się również świetną terapią, która pomaga zwalczyć wiele dolegliwości, z którymi od lat nie potrafimy sobie poradzić. Tarnowianka Marzena Ryś, która od 18 lat zajmuje się arteterapią i muzykoterapią twierdzi, że to właśnie dźwięk mis dźwiękowych, kamertonów i szamańskiego bębna już za kilka lat będzie stanowić jedną z pierwszych pomocy przy chorobach duszy i ciała.

Muzykoterapia to metoda, wykorzystująca muzykę w celu przywracania zdrowia lub poprawy funkcjonowania osób z różnorodnymi problemami natury emocjonalnej, fizycznej lub umysłowej. – Kiedy 18 lat temu zaczynałam swoją przygodę z arteterapią i muzykoterapią, praktycznie nic o nich nie wiedziałam. Dziś mogę z całą stanowczością stwierdzić, że muzykoterapia ma niesamowicie pozytywny wpływ na ludzką psychikę, stymuluje organizm, a często pozwala również zmniejszyć dawkę leków przeciwbólowych – mówi Marzena Ryś, która w terapii sztuką pracowała już z podopiecznymi m.in. tarnowskiego Zakładu Poprawczego, Oddziału Dziennego Psychiatrycznego Ogólnego, a od ubiegłego roku z przedszkolakami Przedszkola Publicznego nr 17 w Tarnowie. – Do zawodu trafiłam przez przypadek. Jeden z zaprzyjaźnionych psychologów zaproponował mi wolontariat w Zakładzie Poprawczym. Przygotowano wówczas program z elementami arteterapii i muzykoterapii receptywnej. Miałam za zadanie prowadzić warsztaty dla chłopców z upośledzeniem w stopniu lekkim. Była to mała, kilkuosobowa grupa, która sama zdecydowała się wziąć udział w zajęciach. Towarzyszył mi psycholog i pedagog zakładu. Spędziłam z nimi blisko 10 lat.
Pani Marzena twierdzi, że to właśnie okres spędzony na pracy z podopiecznymi tarnowskiego Zakładu Poprawczego oraz pacjentami Oddziału Dziennego Psychiatrycznego Ogólnego spowodował, że uwierzyła w magiczną moc muzykoterapii. – Pomimo tego, iż miałam styczność z osobami dotkniętymi depresją, ciężką psychozą, zaburzeniami osobowości, fobią, czy nerwicami, to panowała tam wyśmienita atmosfera. Okazało się, że dzięki muzyce wszystkie te osoby potrafiły pozbyć się lęków, napięć, zrelaksować i uwierzyć w siebie. Niezwykle korzystnie odbijało się na nich połączenie kilku sztuk artystycznych: muzyki, tańca oraz plastyki. Warto dodać, że osoby, które biorą udział w warsztatach zawsze same wybierają instrumenty, na których zamierzają grać. Już na podstawie wyboru instrumentu można określić w jakim dana osoba jest nastroju, czy coś ją dręczy, czy jest skłonna w danym dniu do refleksji czy raczej do zabawy. Współczesna muzykoterapia zawiera w sobie szereg technik do poznawania ludzkiej osobowości.
Do swojej pracy tarnowska muzykoterapeutka używa kilkudziesięciu instrumentów muzycznych, wśród których znajdują się m.in. talking drum, czyli „gadający bęben”, balafon, kamertony, koshi, bębny djembe, czy udu. – Instrumenty, których używam w terapii są przede wszystkim instrumentami etnicznymi pochodzącymi z Azji i Afryki. Każdy z nich ma swój urok i niepowtarzalny dźwięk. Jedne wymagają od pacjenta, aby grał na nim na siedząco, z innego wydobędziemy dźwięk stojąc. Leczenie poprzez sztukę ma poprawiać jakość naszego życia. Muzykoterapii nie należy jednak traktować, jako złoty środek na pozbycie się wszystkich naszych dolegliwości. Ona ma jedynie wspomóc leczenie. Dzięki niej możliwe jest chociażby zmniejszenie dawki leków przeciwbólowych. Na świecie funkcjonuje już kilkanaście gabinetów stomatologicznych, w których pacjenci przed wizytą znieczulani są właśnie muzyką! Obecnie wielu ludzi żyje w ciągłym stresie, tempo życia jest okrutnie szybkie, do tego dochodzą problemy w pracy, brak pieniędzy. Terapie z muzyką w tle pomagają przynajmniej w niewielkim stopniu pozbyć się lęków i zapomnieć o codziennych problemach.
Muzykoterapia przez wiele lat pogardzana przez świat medycyny klasycznej jako forma terapii alternatywnej o wątpliwej skuteczności, w ostatnim czasie ma coraz częstsze zastosowanie w szpitalach. Okazuje się, że pod wpływem muzyki uaktywniają się mięśnie twarzy, a ciało spina się, bądź rozluźnia w zależności od linii melodycznej, natężenia dźwięku, czy rytmu. Spokojne dźwięki sprawiają, że serce i oddech przystosowują się do melodii, natomiast szybkie uderzenia powodują przyspieszenie akcji serca i spłycenie oddechu. – Zajęcia z muzykoterapii w przedszkolu nr 17 w Tarnowie będę prowadzić jeszcze przez najbliższe dwa lata. Jestem w trakcie przygotowywania pracowni muzykoterapeutycznej, gdzie gromadzę wiele instrumentów i przygotowuję wystrój sali, dzięki czemu moi mali podopieczni będą mogli się wyciszyć i przenieść w krainę muzycznej rozkoszy. Po obiedzie, zamiast czytania bajek, dzieci kładą się na materacach, zamykają oczy, a ja wyciągam swoje magiczne instrumenty śpiewając przy tym morawskie, afrykańskie i węgierskie piosenki. Rodzice maluchów są bardzo zadowoleni z efektów mojej pracy. Dzieci są wyciszone, mniej agresywne, a dodatkowo ćwiczą pamięć, mowę i motorykę.
Cichym marzeniem pani Marzeny jest dostać się do tarnowskiego ośrodka psychiatrii przy nowym szpitalu i tam leczyć ludzi za pomocą muzyki. Niestety jak dotąd NFZ nie wymaga zatrudnienia muzykoterapeuty, więc nikt nie chce wydawać na taką formę terapii dodatkowych pieniędzy. – Jestem jednak przekonana, że dzień, w którym instrumenty muzyczne będą wypełniać szpitalne sale w naszym mieście kiedyś nadejdzie. Ostatnie badania i szeroka praktyka na całym świecie pokazują, że muzykoterapia pomaga w leczeniu osób chorych na raka, łagodząc ich dolegliwości bólowe, a także zmniejszając zmęczenie i lęki. Z moim tatą, który dwa lata temu doznał udaru mózgu wspólnie muzykujemy, poprawiając jego mowę i sprawność porażonej dłoni. Sama posiadam więc namacalny przykład tego, że muzyka nie tylko łagodzi obyczaje, ale powoli staje się jedną z najlepszych form terapii, której większość społeczeństwa po prostu potrzebuje – kończy z pani Marzena.
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.