Miejscy „supermeni”

Wielu z nas widzi w nich jedynie wrogów czyhających na sytuację, w której mogliby ukarać nas mandatem. Okazuje się jednak, że na co dzień strażnicy miejscy zajmują się również wieloma innymi sprawami, o których nawet nie mamy pojęcia. Zdarza się, że po udanej interwencji nazywani są przez tarnowian „supermenami”, którzy podobnie, jak bohater serii komiksów bronią miasto przed złem.

By Radosław Drożdżewski via Wikimedia Commons

Widząc na ulicy strażnika miejskiego, u większości z nas pojawiają się skojarzenia związane z obsługą fotoradaru, czy zakładaniem blokad na koła samochodów. Funkcjonująca od 1991 roku w Tarnowie straż miejska spełnia jednak przede wszystkim służebną rolę wobec społeczności lokalnej a liczba zadań, z którymi strażnicy muszą mierzyć się na co dzień, może przyprawić o niemały zawrót głowy.

Obecnie w tarnowskiej straży miejskiej zatrudnionych jest 65 pracowników, w tym dwie kobiety. Takich, którzy pracują „w terenie” przez całą dobę przemierzających miasto pieszo, zasiadających w służbowych samochodach lub na rowerach jest nieco ponad 40. – Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat postrzeganie nas przez tarnowian uległo znacznej zmianie. Kiedyś wszyscy widzieli w nas wrogów, teraz coraz więcej osób dostrzega w nas przyjaciół, do których można zwrócić się praktycznie z każdą sprawą – mówi komendant straży miejskiej w Tarnowie, Krzysztof Tomasik.

O tym, że zaufanie do strażników miejskich jest coraz większe, świadczą przede wszystkim liczby. W 2006 roku interwencji zgłoszonych przez mieszkańców było 6 409. Poprzedni rok zakończył się liczbą 14 666 zgłoszeń! – To rekord. Ludzie piszą i dzwonią do nas w przeróżnych sprawach. Nigdy jednak nie zdarzyło się, abyśmy komuś nie pomogli. Nietypowych interwencji również nie brakuje. Były sytuacje, że ktoś dzwonił z zapytaniem, gdzie może zapłacić… rachunek za telefon. Innym razem ktoś prosił nas o interwencję w sprawie ZUS-u, aby wcześniej wpuszczać petentów do budynku, bo na zewnątrz jest bardzo zimno. Mieliśmy również zgłoszenie dotyczące egzotycznego ptaka, którego właściciel miał trzymać w zimie na balkonie. Po przybyciu na miejsce okazało się, że był on… plastikowy. Niemniej jednak zawsze staramy się zając zgłoszoną przez mieszkańców sprawą. Jeżeli tylko możemy pomóc, to pomagamy.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Koniec futerkowego biznesu?

Najczęściej zgłaszanymi interwencjami przez mieszkańców były w ubiegłym roku te związane ze sprawami drogowymi. Łącznie było ich 4 610. Przeważnie dotyczyły źle zaparkowanych samochodów. – To bardzo duży problem w naszym mieście. Bywało tak, że ktoś dzwonił do nas, aby pomóc mu wyjechać z parkingu, ponieważ jego samochód został wręcz zablokowany przez inne pojazdy. Często z naszej pomocy korzystały również osoby, które w okresie zimy nie potrafiły odpalić silnika. Patrol pojawia się w tym miejscu i razem z kierowcą stara się rozwiązać problem.

Niewiele mniej, bo 4182 interwencje dotyczyły spraw związanych z bezpieczeństwem i porządkiem publicznym, w tym ze spożywaniem alkoholu w niedozwolonych miejscach. 1225 razy strażnicy interweniowali w sytuacjach, w których brały udział zwierzęta. I nie chodzi tu tylko i wyłącznie o potrącenia saren, czy lisów, ale również sytuacje związane z wolno biegającymi psami. W tym aspekcie straż od kilku lat blisko współpracuje z tarnowskim azylem. – To tylko część naszych zadań. Oprócz tego praktycznie codziennie zajmujemy się sprawami związanymi z zagrożeniami pożarowymi, sytuacjami, w których zagrożone jest życie mieszkańców, jak chociażby niezabezpieczone słupy elektryczne, a także zanieczyszczeniami chodników, jezdni, czy zieleni. Interwencje, które wymagają od strażników największej odporności psychicznej, to te dotyczące zgonów. W ubiegłym roku pięciokrotnie braliśmy udział w tego typu zdarzeniach. Kiedy wchodzisz do mieszkania, w którym widzisz mężczyznę na fotelu nieżyjącego już od kilku dni, bądź osobę wiszącą na sznurze, trudno szybko o tym zapomnieć – mówi Krzysztof Tomasik i dodaje, że niebezpieczeństwo w tym zawodzie czyha niemal za każdym rogiem – Wychodząc „w teren”, nigdy nie wiesz, czy wrócisz. Najgorzej jest podczas nocnych bójek, których nie brakuje przede wszystkim w okolicach ulicy Krakowskiej. Mieliśmy sytuację, że jeden z naszych strażników został pogryziony w rękę przez zatrzymaną osobę, a innemu złamano nos. Często musimy podjąć interwencję wobec osób, które są pod wpływem dopalaczy lub narkotyków. Wówczas kontakt z takimi ludźmi jest praktycznie niemożliwy a ataki słowne, czy fizyczne z ich strony są normalnością.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Boga nie ma?

Od dwóch lat mieszkańcy Tarnowa mogą zgłaszać interwencje nie tylko za pomocą telefonu, ale również bramki internetowej. Oprócz tego od maja tego roku tarnowscy strażnicy wystartowali z projektem wirtualnych spotkań z mieszkańcami, polegającym na organizowaniu specjalnych wideokonferencji, podczas których tarnowianie nie tylko mogą przekazać straży istotne informacje, ale również zgłaszać interwencje, porozmawiać i otrzymać informacje lub wskazówki od strażników. – Pomimo wielu nowości, wciąż najczęstszym sposobem zgłaszanych interwencji pozostaje telefon. Bramka internetowa używana jest coraz częściej, a dodatkowo korzystając z tego sposobu, można przesłać nam zdjęcie, co chociażby w sytuacji związanej ze złym parkowaniem, znacznie ułatwia nam sprawę. Wideokonferencje niestety jeszcze nie cieszą się jeszcze takim zainteresowaniem, na jakie liczyliśmy. Pomimo tego, że uczestników jest sporo, to mało kto postanawia zabrać głos w jakiejś sprawie. Planujemy w najbliższym czasie zmienić godziny wirtualnych spotkań na popołudniowe, aby osoby, które w godzinach porannych przebywają w pracy, mogły również uczestniczyć w dyskusji. Być może to pomoże nam nieco zwiększyć aktywność tarnowian – mówi Krzysztof Tomasik i dodaje, że tak duża liczba interwencji, która wpływa do straży miejskiej w ostatnich miesiącach, może wynikać również z tego, że każdą sprawę można zgłosić anonimowo – Nie wymagamy tego, aby w trakcie kontaktu z nami osoba zgłaszająca daną sprawę przedstawiała nam się z imienia i nazwiska. Nawet zgłoszenie interwencji w sposób anonimowy jest podstawą do podjęcia przez nas działań. Co warte podkreślenia, mimo iż osoby nie podają swoich danych, w ostatnich dwóch latach nie mieliśmy ani jednego fałszywego zgłoszenia. To świadczy o tym, jak bardzo mieszkańcy Tarnowa szanują naszą pracę.

Komendant straży miejskiej nie ukrywa, że pochwał, które płyną ze strony tarnowian, nie da się zliczyć. Przez wielu z nich uważani są za „supermenów”, którzy walczą o spokój w mieście. – Nie da się ukryć, że mamy bardzo duże poczucie odpowiedzialności za miasto. Zdarza się, że mieszkańcy zapraszają nas na kawę, czy herbatę dziękując w ten sposób za okazaną pomoc. Nie tak dawno pomagaliśmy kobiecie, która przyjechała do Tarnowa z Kanady, ponieważ ktoś z jej rodziny brał tutaj ślub. Zepsuł się jej GPS i błagała o pomoc, aby nie spóźnić się na uroczystość. Nie mieliśmy wyjścia. Wsiedliśmy w samochód i pokierowaliśmy ją pod sam kościół. Skrzynki mailowe są zapełnione wiadomościami, w których mieszkańcy dziękują nam za interwencje. Planujemy w niedalekiej przyszłości umieścić je na naszej stronie internetowej. Czytając te wszystkie podziękowania, czujemy się potrzebni i dowartościowani. Warto wiedzieć, że aby zostać miejskim „supermenem” nie wystarczy ukończyć 21-lat, skończyć szkołę średnią i być niekaralnym. Oprócz dobrej kondycji fizycznej trzeba także nastawić się na pomoc innym. Tylko w ten sposób można czerpać radość z tej pracy.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Do usług przez całą dobę...

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz