Co dziesiąty polski mężczyzna doświadczył w domu przemocy fizycznej a co piąty przyznaje, że był nękany psychicznie przez swoją partnerkę wynika z badań przeprowadzonych przez CBOS. Również w Tarnowie i okolicach przypadki znęcania się kobiet nad mężczyznami są coraz popularniejszym zjawiskiem, mimo iż wiele spraw jest zatajanych, bo mężczyźni wręcz wstydzą się o tym głośno mówić.

W ubiegłym roku w Gnojniku, w wyniku rodzinnej kłótni, żona zadała mężowi śmiertelny cios nożem. Kobieta w chwili zatrzymania była pod wpływem alkoholu. Podobnych rodzinnych sprzeczek, w których to kobiety okazują się napastnikami nie brakuje. – Biorąc pod uwagę tylko dwa komisariaty policji w Tarnowie (Komisariat Policji Tarnów – Centrum i Komisariat Policji Tarnów-Zachód) w 2016 roku mieliśmy 363 wszczętych postępowań związanych z przemocą domową. W 51 przypadkach ofiarami byli mężczyźni, a w 34 sprawcami były kobiety – mówi rzecznik tarnowskiej policji, Paweł Klimek, który nie ukrywa, że przypadki mężczyzn pobitych przez kobiety są szczególne przede wszystkim ze względu na fakt, iż bardzo często przybierają one formę tych bardziej okrutnych. – Mężczyzna jest zastraszany, nie chce odpowiadać agresją lub też nie potrafi się bronić. Jest zdominowany przez kobietę, która bardzo często w tego typu sytuacjach wznosi się na wyżyny swoich umiejętności przywódczych, przeobrażając je w formę fizyczną. Kiedy kobieta wpada w amok posuwa się do bardzo brutalnych zagrań. W sytuacjach, w których główną rolę odgrywa alkohol jest jeszcze gorzej.
Doskonale zdają sobie z tego sprawę pracownicy Tarnowskiego Ośrodka Interwencji Kryzysowej i Wsparcia Ofiar Przemocy, do których co roku potrafi zgłosić się około 10 mężczyzn, którzy doświadczyli przemocy fizycznej i psychicznej ze strony kobiet. – Najczęściej do tego typu sytuacji dochodzi, kiedy kobiety są pod wpływem alkoholu. Przypadki są bardzo różne, ale większość z nich dotyczy przemocy psychicznej, która w moim odczuciu jest jeszcze gorsza dla ofiary, aniżeli przemoc fizyczna – mówi Dorota Bogusz, dyrektorka placówki. – Poniżanie, uwłaczanie, powątpiewania w jakiekolwiek zdolności, czy umniejszanie męskości głęboko ranią mężczyzn, którzy do nas trafiają. Nie brakuje przypadków, w których mężczyzna wraz z dziećmi zatrzymują się u nas na kilka dni szukając schronienia przed bestialskim zachowaniem żony.
Dorota Bogusz twierdzi, że liczba blisko 10 mężczyzn, którzy w ciągu roku pojawiają się w tamtejszej placówce i tak nie oddaje skali problemu. – Wiele sytuacji nigdy nie ujrzało światła dziennego. Mężczyźni wstydzą się o tym mówić. To uderza w ich godność i samoocenę. Sytuacje, w których mężczyźni potrafią mówić o problemie, to ogromny krok naprzód, w stosunku do tego, co było jeszcze kilka lat temu. Przez wiele lat mówiono o przemocy wobec kobiet i minęło sporo czasu zanim społeczeństwo zdało sobie sprawę z wagi tego problemu. Myślę, że podobnie będzie z mężczyznami. Jeżeli będziemy głośno mówić o tym, że takie sytuacje się zdarzają i nie powinny być dla mężczyzn zakłopotaniem, czy obiektem do kpin i żartów ze strony innych osób, to z każdym kolejnym rokiem coraz więcej z nich będzie ujawniało tego typu domowe dramaty.
Form przemocy domowej stosowanych przez kobiety jest multum i nie zawsze mają one charakter przemocy fizycznej. Wśród najczęściej stosowanych możemy wyróżnić: izolowanie partnera, czyli podsłuchiwanie jego rozmów telefonicznych lub uniemożliwianie spotkań z przyjaciółmi, nękanie partnera, które wiąże się z zawstydzaniem go przed innymi ludźmi, a także ciągła taktyka nacisków, która polega na grożeniu odejściem od partnera, zabraniem dzieci, czy nawet zastraszaniem związanym z popełnieniem samobójstwa.
Według Jacka Masłowskiego z Fundacji Masculinum zajmującej się prawami męskiej części społeczeństwa zjawisko przemocy kobiet wobec mężczyzn w ostatnim czasie wcale nie wzrosło. Fakt, że coraz więcej tego typu sytuacji ujrzało światło dzienne wynika z tego, iż mężczyźni w końcu zaczęli głośno o tym mówić. – Niedawno zapoznałem się z wynikami badań, które jasno wykazały, że aż 10 proc. mężczyzn, ale również 9 proc. kobiet używa przemocy. Różnica polega na tym, że większość kobiet zgłasza takie sytuacje a mężczyźni już niekoniecznie. Kobiety bardzo często prowokują do przemocy fizycznej w następstwie której, to mężczyzna z góry jest przegrany, bowiem przemoc fizyczna jest dużo łatwiejsza do udowodnienia, niż emocjonalna. Swego czasu brałem udział w eksperymencie przeprowadzonym przez program Dzień Dobry TVN. Na ulicach Warszawy chłopak szarpał dziewczynę, po czym pojawiła się grupa osób reagując na całą sytuację. Po chwili role się odwróciły i to kobieta używała przemocy fizycznej wobec mężczyzny. Wówczas już nikt nie zareagował. Wynika to z tego, że w społeczeństwie na tego typu sytuacje jest większe przyzwolenie. Wychodzimy z założenia, że widocznie chłopak zasłużył, że mu się należało a kobieta z racji tego, iż jest słabsza i tak może wyrządzić mu tylko niewielką krzywdę. Niestety, ale wciąż nie mamy kulturowych wzorców pacyfikowania kobiet w tego typu sytuacjach. Nie wiemy co powinniśmy zrobić, aby za chwilę sami nie zostać określeni mianem napastnika.
Jacek Masłowski twierdzi, że mężczyźni w żadnym wypadku nie powinni wstydzić się sytuacji, w których są bici, czy poniżani przez swoje partnerki a takie sytuacje, jak najszybciej zgłaszali do odpowiednich służb. – Nie zawsze kończy się tylko na zwykłym spoliczkowaniu. Czasami w grę wchodzi również atak ostrym narzędziem. Mężczyzna nie powinien czekać, tylko jak najszybciej zgłosić tego typu objawy przemocy na policję, w Centrum Interwencji Kryzysowej, czy na „Niebieską Linię”. Jeżeli o takich sytuacjach będziemy głośno mówić i nie traktować ich, jak temat tabu, to z całą pewnością podobnych przypadków będzie coraz mniej.