Szkoły muzyczne w Tarnowie i regionie przeżywają prawdziwe oblężenie. Liczba dzieci, które chcą nauczyć się grać na instrumencie, cały czas rośnie. I mimo iż wiele osób twierdzi, że zapisując dziecko do takiej placówki, zabiera mu się dzieciństwo, to i tak większość rodziców mając przed oczami obraz swojej pociechy, jako przyszłej gwiazdy estrady, decyduje się właśnie na taki krok.

O tym, że nauka w szkole muzycznej nie należy do najłatwiejszych, przekonał się pan Marek, który przed czterema laty zapisał swojego syna do tego typu placówki. Po roku uczestnictwa w zajęciach wspólnie zadecydowali, że dalsza nauka nie ma najmniejszego sensu. Powód? Ciągłe ćwiczenia z instrumentem i brak czasu na wspólne zabawy z innymi dziećmi. – Sam od dzieciństwa uczyłem się gry na gitarze. Chciałem zarazić swoją pasją syna. Z czasem okazało się jednak, że ma zupełnie inne zainteresowania. Na siłę starałem się zrobić z niego gitarzystę, zabierając mu radość z życia. Pomimo tego, iż przykładał się do ćwiczeń, to widziałem, że nie sprawia mu to satysfakcji. Postanowiliśmy zrezygnować i dziś uważam, że była to słuszna decyzja. Syn od roku uczęszcza na treningi piłki nożnej. Widzę, że to go cieszy. Realizacja swoich marzeń kosztem dziecka, do niczego dobrego nie prowadzi.
Obecnie w Tarnowie i regionie działa kilka szkół muzycznych. Swoje oddziały mają m.in. gminy Tuchów, Zakliczyn, czy Gromnik, a w kolejce na otwarcie placówek czekają Ryglice oraz Szerzyny, których włodarze swoje starania o możliwość utworzenia szkoły tłumaczą wielkim zainteresowaniem tego typu obiektem wśród lokalnej społeczności.
– Dzieci chcą uczęszczać do takich szkół. Zainteresowanie jest naprawdę spore. W tym roku otrzymaliśmy 180 podań o przyjęcie – mówi Aldona Baczewska z Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia w Domosławicach. – Zaraz po otwarciu placówki, czyli sześć lat temu, podań było jeszcze więcej, bo ponad 400. Są przypadki, w których widać, iż dziecko jest uzdolnione i ma chęć nauki w naszej szkole. Zdarzają się jednak i takie sytuacje, w których widać, iż dziecko jest zmuszane przez rodzica do uczestniczenia w zajęciach. Takie historie szybko jednak się kończą, ponieważ dzieci same rezygnują z dalszych zajęć.
Aby dostać się do szkoły muzycznej, najpierw należy pozytywnie przejść badanie przydatności, w ramach którego u dzieci ocenia się słuch muzyczny, taniec muzyczny, czy poczucie rytmu. Aldona Baczewska pytana o to, jaki instrument najczęściej wybierany jest przez młodych muzyków, wskazuje na gitarę. – Każdy uczeń ma prawo wybrać sobie instrument, na którym będzie uczył się grać przez kolejne cztery lub sześć lat. Gitara jest przeważnie ich pierwszym wyborem, jednak jeżeli podczas egzaminów do szkoły muzycznej, komisja egzaminacyjna widzi, iż dziecko jest szczególnie uzdolnione, proponuje się takiej osobie, jak i jej rodzicom, aby zastanowili się nad innym instrumentem. W grę wchodzi wówczas fortepian, skrzypce, czy perkusja. Jeżeli kogoś nie stać na zakup takiego sprzętu, zawsze może go u nas wypożyczyć.
W szkole w Paleśnicy, gdzie funkcjonuje oddział zamiejscowy Szkoły Muzycznej I stopnia w Domosławicach twierdzą, że muzycznych talentów w tamtym rejonie zawsze było pod dostatkiem, jednak nie każdy decydował się na dowożenie swoich pociech na lekcje do Domosławic, czy Tarnowa. Otwarcie oddziału diametralnie to zmieniło. – Dalekie dojazdy były jednym z głównych problemów, zwłaszcza że niektóre zajęcia potrafią trwać nawet do godziny 21. Mając placówkę na miejscu, liczba dzieci chcących nauczyć się grać na instrumentach zdecydowanie wzrosła – mówi Agnieszka Pomikło, dyrektorka ZSP w Paleśnicy, według której, aby bez problemu funkcjonować w szkole muzycznej, nie wystarczy, aby uczeń potrafił grać na instrumentach i miał dobry słuch. – Do południa dzieci uczą się ogólnych przedmiotów w normalnych szkołach, jednak po skończonych zajęciach, stawiają się na lekcjach typowo muzycznych. Przeważnie dwa razy w tygodniu odbywają ćwiczenia z gry na instrumencie, a oprócz tego biorą udział w zajęciach teoretycznych i rytmice. Aby dziecko potrafiło poradzić sobie z natłokiem zadań i obowiązków musi być bardzo systematyczne. Nie może zaniedbywać ćwiczeń i niejednokrotnie musi odmówić sobie przez to innych przyjemności. Dlatego w ubiegłym roku z 35 osób przyjętych do naszej szkoły, już po miesiącu z udziału w lekcjach zrezygnowało sześciu uczniów.
Słowa pani Agnieszki o konieczności pełnego zaangażowania się w lekcje potwierdza Wiesław Wójcik, którego aż czwórka dzieci ma za sobą przygodę ze szkołą muzyczną. Według niego, jeżeli ktoś w muzyce widzi pasję i sposób na życie, bez problemu poradzi sobie na zajęciach. – Ja i moja żona od dziecka graliśmy na instrumentach. Zamiłowanie do muzyki zawładnęło również naszymi dziećmi. Dwóch starszych synów uczęszczało do szkoły muzycznej w Tarnowie. Dwójka młodszych dzieci obecnie uczy się w oddziale w Gromniku. Pomimo tego, iż żaden ze starszych synów nie zrobił kariery muzycznej i w późniejszym etapie życia, wybrał zupełnie inną ścieżkę, to nigdy nie usłyszałem z ich ust, że były to lata stracone. Szkoła wykształciła w nich samodyscyplinę, wspomogła rozwój emocjonalny, zdecydowanie wzrosła w nich umiejętność koncentracji oraz wzmocniło się poczucie własnej wartości, chociażby w momencie, kiedy osiągali sukcesy w międzyszkolnych konkursach. Dzięki muzyce zbliżyliśmy się do siebie, jako rodzina. Wspólna gra na instrumentach spowodowała, że spędzaliśmy razem dużo czasu.
Okazuje się, że synowie pana Wiesława nie są wyjątkiem i dzieci, które z czasem odstawiają na bok instrumenty, jest cała masa. Wie coś o tym Jolanta Światłowska, dyrektorka Zespołu Szkół Muzycznych w Tarnowie. – W tym roku do szkoły muzycznej I stopnia zostanie przyjętych przez nas około 80 uczniów. Z doświadczenia wiem, że zaledwie około 30 proc. z nich zdecyduje się kontynuować naukę w szkole muzycznej II stopnia, która daje wykształcenie w postaci tytułu zawodowego muzyka i jest przepustką na studia muzyczne. Rodzice dzieci, które mają zamiar podjąć naukę w placówce takiej, jak nasza, muszą zdać sobie sprawę, że nie jest więc prawdą, iż większość osób, które mają za sobą edukację w szkole muzycznej, w późniejszym czasie potrafią z tego żyć. Oprócz ciężkiej pracy i talentu o końcowym sukcesie potrafi zadecydować również szczęście…
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.