o. Jacek Gniadek SVD: To nie czas kary, a czas próby

Z pochodzącym z Tarnowa, ojcem Jackiem Gniadkiem, na co dzień dyrektorem Werbistowskiego Centrum Migranta Fu Shenfu oraz prezesem Stowarzyszenia „Sinicum” im. M. Boyma SJ, które pomaga Kościołowi w Chinach, rozmawia Sebastian Czapliński.

o. Jacek Gniadek SVD

Kiedy ostatni raz Kościół katolicki znalazł się w tak trudnej sytuacji, jak obecnie mając na myśli pandemię koronawirusa?

Przyznaję, że w swoim życiu nigdy nie przeżyłem czegoś podobnego. Być może w jakimś stopniu można to porównać do okresu stanu wojennego, ponieważ wówczas ludzie także musieli stosować się do pewnych ograniczeń, ale w tamtym przypadku wiadomo było, kto jest wrogiem i z kim powinniśmy walczyć. Obecnie do końca nie wiemy, czym jest koronawirus. Nasi rodacy starają się myśleć zdroworozsądkowo. Wierzymy ludziom, którzy w naszym kraju sprawują władze i ufamy, że podjęte przez nich kroki doprowadzą do opanowania pandemii. Kościół także im ufa, ponieważ jest częścią tego świata i nie chce nikogo narażać na niebezpieczeństwo. Nie od dziś wiadomo, że w świątyniach zdecydowaną większość stanowią osoby starsze, które przede wszystkim mogą zostać zarażone i ich walka z koronawirusem ma przeważnie cięższy przebieg niż u ludzi młodych. Dlatego tym bardziej cieszę się, że w prawie kanonicznym były przewidziane sytuacje, w których biskupi mogą udzielić dyspensy w związku z uczestnictwem w niedzielnej Eucharystii i że zdecydowali się z tego prawa skorzystać. Kościół w sprawie koronawirusa postępuje zdroworozsądkowo.

Mimo wszystko nie brakuje osób, które uważają, że źle się stało, iż zakazano im uczestnictwa w niedzielnych mszach…

Uważam, że tacy ludzie przede wszystkim powinni wsłuchiwać się w rady swoich kapłanów. Wszyscy w tej sprawie gramy do jednej bramki. Przecież koronawirus nie dotyczy jedynie Polski, a całego świata. Odczuwanie dyskomfortu spowodowanego brakiem uczestnictwa w niedzielnej Eucharystii dobrze świadczy o katolikach. Okazuje się bowiem, że z naszą wiarą nie jest tak źle, jak przypuszczaliśmy. Gorzej byłoby, gdyby kilka tygodni bez niedzielnej mszy spowodowało, że kompletnie nie zatęsknilibyśmy za Kościołem. Nasza wiara byłaby wówczas niewiele warta.

A co ze spowiedzią i komunią?

Pamiętajmy, że spowiedź może zastąpić nam szczery i doskonały żal za grzechy. Taki żal odpuszcza grzechy powszednie, ale także przynosi przebaczenie grzechów śmiertelnych, jeśli zawiera mocne postanowienie przystąpienia do spowiedzi sakramentalnej, gdy tylko będzie to możliwe. Co do sakramentu komunii pojawiały się głosy co niektórych katolików, że nie roznosi ona zarazków, bo „Bóg nie zaraża”. Niestety takie twierdzenia obnażają naszą wiedzę z katechizmu. Święty Tomasz z Akwinu wyjaśnia najpierw w „Summa theologiae”, a następnie w traktacie „De rationibus fidei”, na czym polega przemiana chleba i wina w ciało i krew Jezusa. Zmienia się substancja danej rzeczy, a pozostają jedynie przypadłości. Gdyby komunia w czasie epidemii nie mogła przenosić zarazków i nie była w widzialnej postaci chlebem, to dlaczego mamy do czynienia z komunią „bezglutenową”, którą przyjmują osoby chore na celiakię? Stosuje się też inne wino w przypadku księży zmagających się z chorobą alkoholową. Podawanie komunii do ust, czy na dłoni bez wątpienia w obecnym czasie niesie za sobą niebezpieczeństwo, dlatego powinniśmy stosować się do zasad higieny.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Tomasz Banek: Często robimy coś z niczego

Zaraz pojawią się głosy, że ksiądz jest w uprzywilejowanej pozycji, ponieważ może przyjmować komunię każdego dnia i nie wie, co odczuwają w tym czasie inni ludzie.

Rzeczywiście znajduję się w zupełnie innej sytuacji niż większość Polaków. Sam jestem kapłanem, mieszkam w domu zakonnym, więc mam Eucharystię na co dzień. Każdego dnia dziękuję Bogu za ten szczególny dar i modlę się w intencji tych osób, które komunii przyjąć nie mogą. Rozumiem ich ból, ale z drugiej strony mamy możliwość przyjęcia komunii duchowej, która przyjmowana z sercem i miłością, ma taki sam skutek, jak ta przyjmowana w kościele pod postacią chleba. Uważam, że naprawdę nie ma tego złego, co by nam na dobre nie wyszło. Nasza wiara powinna być połączona ze zdrowym rozsądkiem. Tak, jak mówi Papież Franciszek, jest to dla nas czas próby i zastanowienia się nad sobą, a także oddzielenia tego, co jest konieczne od tego, co mniej konieczne. Powinniśmy w jak najlepszy sposób wykorzystać ten trudny czas. On wcześniej, czy później minie, a my nie możemy odczuwać dyskomfortu, że przeznaczyliśmy go jedynie na lęk. Nie siejmy paniki, nie siejmy lęku. Nie mówmy o końcu świata, ponieważ nie wiemy, kiedy on nastąpi. Nawet gdyby miały być to nasze ostatnie dni, to także nie powinniśmy panikować. Jezus nauczał nas, że powinniśmy być przygotowani na śmierć w każdym momencie naszego życia. Boimy się grzechu, ale czym jest grzech? W obecnej sytuacji, kiedy nie idę na niedzielną mszę, nie mam grzechu, ponieważ otrzymałem dyspensę od biskupa. Grzech może pojawić się za to w momencie, kiedy tego trudnego dla ludzkości czasu nie przeżywam z wiarą. Przecież sakramenty cały czas się sprawują. W kościele księża odprawiają codziennie msze. Oczywiście ludzie nie mają czasowo do nich dostępu, ale to się dzieje! Dla porównania w przeszłości mieliśmy do czynienia z prześladowaniami w japońskim kościele misyjnym, który przez dziesiątki lat był pozbawiony kapłanów. Podobnie było na Syberii, czy w Chinach, a jednak wiara katolicka w tych miejscach przetrwała. Nie wiemy, co będzie w przyszłości. Powołań kapłańskich jest coraz mniej, a kościoły na zachodzie są zamykane. A koronawirus? W moim odczuciu… może przynieść więcej pozytywów, niż się nam wydaje, chociaż sam w sobie jest tragedią dla wielu ludzi. Musimy zdać sobie sprawę, że to nie czas kary, ale czas próby. Mamy tylko jedno wyjście. Musimy zaufać Bogu i wierzyć, że wybawi nas z tej trudnej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Krzysztof Kaczmarski: Czeka nas rok dużych wyzwań

Jak w takich warunkach przeżywać Wielkanoc?

Trudno w tym momencie dać jakąś jedną złotą radę. Plusem przeżywania świąt w domu będzie to, że w końcu uświadomimy sobie, iż rodziny mogą być… domowymi kościołami. Zauważymy, że możemy spędzać wspólnie czas nie tylko przed telewizorem, czy podczas posiłku, ale również podczas wspólnej modlitwy. Na szczęście żyjemy w czasach internetu i możemy połączyć się na wspólnej modlitwie on-line. Aż strach pomyśleć, co by było, gdybyśmy nie mogli z niego skorzystać. Osoba wierząca powinna odpowiedzieć sobie na pytanie – czy jeżeli wzbudzę w sobie żal doskonały i będę w stanie łaski uświęcającej, to czy będzie stanowiło jakąkolwiek różnicę to, że Wielkanoc będę przeżywał w domu, a nie w kościele? Tak naprawdę nie będzie miało to żadnego znaczenia, chociaż mam nadzieję, że takie święta już nigdy więcej się nie powtórzą.

Ominie nas m.in. święcenie pokarmów…

Możemy uczynić to przez osobę, która modli się przed posiłkiem, np. ojca. Ten rytuał spokojnie można przenieść do domu. Wielu z nas posiada wodę święconą, a w sytuacji, kiedy jej nie mamy, wystarczy zwykła modlitwa nad posiłkiem. Jestem misjonarzem i zwiedziłem wiele krajów m.in. w Afryce. Tam ludzie modlą się przed jedzeniem, a w Polsce ten zwyczaj nie jest zbyt często praktykowany. To będzie dla większości z nas nowe doświadczenie. Podczas świąt można także uczestniczyć w mszach transmitowanych w telewizji. Na pewno sobie z tym poradzimy.

Czy sytuacja związana z koronawirusem umocni nas w wierze, czy wręcz przeciwnie?

Podejrzewam, że nasza wiara będzie silniejsza niż do tej pory, ale będzie zależało to przede wszystkim od nas samych. Z doświadczenia wiemy jednak, że zmiana, jaka następowała w nas po podobnych kataklizmach, często nie trwała zbyt długo. Być może teraz będzie inaczej, zwłaszcza że nie brakuje osób mówiących, że świat po koronawirusie będzie inny. Pytanie jednak w jakim sensie? Czy będzie on inny pod względem gospodarki, a może pod względem ograniczenia swobód obywatelskich? Najważniejsze pytanie, czy będzie lepszy? Chciałbym, aby zmiana, jaka w nas zajdzie była długotrwała, ale czy tak się stanie, pokaże dopiero czas…

WARTO PRZECZYTAĆ:   Krzysztof Bosak: Nadchodzi "nowa prawica"!

Po opanowaniu koronawirusa szturmem ruszymy w kierunku kościołów?

Może tak się stać, przede wszystkim ze zwykłej tęsknoty za tym, co utraciliśmy. Mam nadzieję, że pandemia minie już za kilka tygodni i będziemy mogli wrócić do normalnego życia. Tak jak wspominałem już wcześniej, obecny czas przede wszystkim powinniśmy przeznaczyć na pracę nad sobą i swoją wiarą. Bez tego nie zmienimy siebie i nie zmienimy świata. Myślę, że jednym z najgorszych doświadczeń dla katolika byłoby uświadomienie sobie, że czas pandemii koronawirusa nic nie zmienił w moim życiu duchowym. Starajmy się za wszelką cenę doprowadzić do sytuacji, w której z walki z koronawirusem wychodzimy umocnieni w wierze.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz