Jerzy Siwek mieszkaniec Uniszowej w gminie Ryglice przez 10 lat zmagał się z alkoholizmem. 73-latek nie ukrywa, że pociąg do alkoholu z jego strony był tak wielki, że jedynym wyjściem było podjęcie leczenia w oddziale terapii uzależnień. Dzięki pomocy innych osób, a także swojemu samozaparciu, do kieliszka nie zagląda już od 17 lat, a towarzystwo kolegów przy piwie zastępuje mu pasja związana z kolekcjonowaniem starych przedmiotów codziennego użytku.

Pan Jerzy nie ma wątpliwości, że pasja związana ze zbieraniem przedmiotów, które dawniej służyły mieszkańcom powiatu tarnowskiego w codziennym życiu, pozwoliła mu na nowo stanąć na nogi. – Część swojego życia przepiłem. Znam wiele osób, które wstydzą się mówić o swoich problemach z alkoholem, ale sam uważam, że dopóki człowiek nie stanie przed lustrem i nie przyzna się do choroby, nie ma szans jej pokonać – mówi 73 -latek, który twierdzi, że początkowo nic nie wskazywało na to, że będzie musiał podjąć walkę z uzależnieniem. – Zaczęło się niewinnie. Pomagało się przy żniwach, to w zamian dostawało się flaszkę. Z czasem zacząłem nad wszystkim tracić kontrolę. Bywało, że znajdowano mnie śpiącego w rowie. Żona i dzieci, które czekały na mnie w domu, nie zastanawiały się co będziemy robić wieczorem, tylko czy tata wróci na noc trzeźwy. Atmosfera była napięta. Dochodziło do kłótni, aż w końcu kazano mi zdecydować – rodzina albo alkohol. Postanowiłem zapisać się na terapię. Spędziłem tam sporo czasu. Już na starcie powiedziano mi, że zaledwie 10 proc. pacjentów udaje się zerwać z nałogiem. Za wszelką cenę chciałem znaleźć się w tym gronie. Kiedy opuściłem ośrodek, zerwałem wszelkie kontakty z kolegami, z którymi niegdyś wychodziłem na piwo. Szerokim łukiem omijałem imprezy, gdzie pojawiał się alkohol. Wolny czas, zamiast spędzać w barze, zacząłem przeznaczać na zbieranie starych przedmiotów codziennego użytku. Kolekcjonerstwo sprawiło, że zupełnie zapomniałem o przeszłości i nie piję już 17 lat…
Zbiory pana Jerzego mogą robić ważenie. Ponad 1500 przedmiotów ulokował w kilku pokojach swojego domu, a także w specjalnie przygotowanej stodole. W jego kolekcji możemy znaleźć m.in.: meble, komody, szafy, lampy naftowe, sierpy, maszyny do pisania, radia, telewizory, stare wagi sklepowe, a nawet ponad 100-letnie wozy konne. – Zaczęło się od tego, że chodząc po lasach, zbierałem… poroża. Mam ich mnóstwo. Z czasem zauważyłem, że sporo ludzi wyrzuca z domów niepotrzebne meble. Często okazywało się, że były to przedwojenne przedmioty, a ich właściciele uznawali, że tylko zajmują im miejsce w domu. Wtedy podjeżdżałem swoim samochodem i zabierałem je ze sobą. Ludzie nie zdają sobie nawet sprawy, jakie rzeczy można znaleźć na śmietnikach, czy złomach. Mam kilka zegarów, które mają ponad 90 lat. Oprócz tego znaleźć można u mnie także telewizory z lat 60′. Co więcej, niektóre z nich do dziś działają! Zwykle przedmioty nabywam za darmo, nie musząc za to płacić, a jeżeli już to wydaję na nie marne grosze. Są jednak i takie egzemplarze, za które głębiej musiałem sięgnąć do kieszeni. Tak było chociażby w przypadku wozów konnych. Ponad 100- letnie pojazdy kosztowały mnie blisko 300 zł.

Co warte podkreślenia, wszystkie nabyte przez siebie przedmioty pan Jerzy samodzielnie konserwuje, dzięki czemu przywraca im dawny blask oraz zapobiega szybszemu zniszczeniu. – Zaraz po tym, jak dany przedmiot trafi w moje ręce, myję go przy użyciu myjki ciśnieniowej. Następnie używam środków owadobójczych, aby pozbyć się korników, po czym smaruje je specjalnymi olejami. Co jakiś czas jestem również zmuszony przeprowadzać odpowiednie czyszczenie poszczególnych przedmiotów. Pracy przy kolekcji jest mnóstwo, ale to właśnie dzięki niej pokonałem alkoholizm. Zdarza się, że ludzie patrzą na mnie, jak na wariata, który na stare lata zwariował i swój dom zapełnia starociami. Prawda jest jednak taka, że gdyby nie to hobby, być może nie byłoby mnie już na świecie. Kolekcjonerstwo stało się dla mnie odskocznią od rzeczywistości. Niegdyś pieniądze wydawałem tylko na alkohol, który dawał jedynie chwilową przyjemność, zostawiając za sobą masę problemów. Dopiero teraz widzę, że pieniądze lepiej wydawać na coś, czym człowiek może się ucieszyć, co sprawi mu radość i wypełni jego życie.
Mieszkaniec Uniszowej cały czas wzbogaca swoją kolekcję. Jego marzeniem jest zdobyć stojący zegar z czasów I i II wojny światowej. Zdaje sobie jednak sprawę, że za tego typu przedmiot trzeba będzie zapłacić naprawdę duże pieniądze. – Na pewno trzeba liczyć się z wydatkiem około 2-3 tys. zł. Niestety na chwilę obecną nie stać mnie, aby wyłożyć takie pieniądze. Być może kiedyś stanę się jego posiadaczem, ale teraz pozostaje mi jedynie marzyć. Nie ukrywam, że kilkukrotnie zdarzyło mi się również spotkać z ofertami odkupienia ode mnie poszczególnych przedmiotów. Mówię jednak otwarcie – nie są na sprzedaż. Do tej pory nie pozbyłem się żadnego z przedmiotów, który trafił w moje posiadanie w ciągu tych ostatnich 17-lat. Każdy z nich przypomina mi o tym, jaką drogę musiałem przejść, aby uporać się z demonami przeszłości. Jestem idealnym przykładem na to, że można wygrać walkę z alkoholizmem. Wystarczy odrobina chęci, samozaparcia i pasji, która zastąpi kufel z piwem i kieliszek wódki…
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.
Alkoholizm to poważna choroba i bardzo cieszę się, że znalazł Pan Jerzy drogę do zdrowia. Sam kilka miesięcy spędziłem w prywatnym ośrodku leczenia uzależnień, próbując pozbyć się nałogu.
Wiele ludzi nie zdaje sobie sprawy jak bardzo wyniszczającą chorobą jest alkoholizm Terapia trwa bardzo długo i trzeba się w nią zaangażować w 100% oraz otrzymać pełne wsparcie rodziny.
Alkoholiz to poważny problem XX wieku. Co raz więcej słyszy się o tego typu problemie, ale uważam,że to dobrze, ponieważ wiele osób decyduje się na terapię 😉 Pełen szacunek dla Pana. Wspaniale, że pasja może zdziałać takie cuda 🙂