Piotr Szymeczek – po medal dla Tarnowa

Pochodzący z Krakowa, a od 2012 roku reprezentujący klub „Start” Tarnów Piotr Szymeczek już w maju wystartuje w mistrzostwach Europy osób niepełnosprawnych w wyciskaniu sztangi. 14- krotny mistrz Polski chce tym samym zdobyć swój kolejny medal na międzynarodowej imprezie dla tarnowskiego klubu. Wyzwanie jest spore, bo aby stanąć na podium musi wycisnąć w pozycji leżącej ciężar w granicach 190 kg.

Piotr Szymeczek, fot. Jakub Jonak

Pan Piotr urodził się z dziecięcym porażeniem mózgowym. Był wcześniakiem, a do tego doszły komplikacje przy porodzie. – Na świat przyszedłem z porażeniem czterokończynowym. O ile z dłońmi nie mam większego problemu, o tyle poruszanie się na nogach zawsze sprawiało mi problem. Do siódmego roku życia chodziłem wyłącznie na… rękach. Długoletnia rehabilitacja, mnóstwo operacji i zabiegów sprawiło, że dziś nie muszę korzystać z kul, czy wózka inwalidzkiego. Poruszam się samodzielnie, jednak mocno utykam, bujając się przy tym na boki. Nie stanowiło to jednak dla mnie takiego problemu, aby nie spróbować swoich sił w sporcie – śmieje się 44-latek, który po raz pierwszy na siłownię zawitał w wieku 16 lat. – Początkowo chciałem wzmacniać jedynie swoje nogi. Koszty rehabilitacji były coraz większe i nie było mnie na nie stać. Ćwiczenia we własnym zakresie były zdecydowanie tańszą opcją. Pewnego dnia przyglądałem się chłopakom wyciskającym sztangę na ławeczce. Pomyślałem, że może warto samemu się sprawdzić. Za pierwszym razem wycisnąłem 60 kg, czym wprawiłem w osłupienie innych ćwiczących na siłowni. Z racji tego, że nie jestem wysoki i mam krępą budowę ciała, a dodatkowo przez wiele lat ćwiczyłem mięśnie rąk, okazało się, że mógłbym sporo osiągnąć w tym sporcie.

Po kilku latach systematycznego treningu pan Piotr wyciskał już sztangę ważącą 170 kg! Stwierdził, że jest to już wynik, z którym spokojnie może rywalizować w zawodach. Pierwszą imprezą, na której wystąpił był turniej dla sztangistów w Niepołomicach, który ostatecznie wygrał ze zdecydowaną przewagą nad rywalami. – Jednym z sędziów był nieżyjący już Jerzy Furmanek, wielokrotny mistrz kraju, Europy i świata w wyciskaniu sztangi leżąc. Stwierdził, że mam olbrzymi talent i nie warto go marnować, dlatego niemal z marszu przystąpiłem do kolejnych zawodów, tym razem dla osób niepełnosprawnych w Tarnowskich Górach. Tam również okazałem się bezkonkurencyjny, dzięki czemu swoją uwagę zwrócił na mnie ówczesny trener reprezentacji Polski, Jerzy Mysłakowski. Od razu zaproponował, abym wstąpił do klubu „Start” Wrocław, gdzie również był trenerem, bym pod jego okiem mógł szkolić swoją technikę, aby z czasem nie być jedynie czołowym „wyciskaczem” w Polsce, ale i na świecie.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Dominik Machaj - Na pomoc do Afryki

Przez kolejne 9 lat, pan Piotr dziewięciokrotnie zdobywał mistrzostwo Polski, dwukrotnie wystąpił na igrzyskach paraolimpijskich oraz sięgnął po srebrny medal mistrzostw Europy w 2007 roku. – Po igrzyskach paraolimpijskich w Londynie w 2012 roku zaczęło męczyć mnie dalekie podróżowanie na treningi do Wrocławia. Niestety w Krakowie nie było klubu, który zrzeszałby niepełnosprawnych sztangistów. Wiedziałem jednak, że taki klub mieści się w Tarnowie. Postanowiłem zmienić barwy. Przede wszystkim ze względu na dojazd, ale również dlatego, że pracują tutaj naprawdę dobrzy fachowcy.

Na sukcesy pod okiem trenera „Startu” Tarnów Bogusława Szczepańskiego nie trzeba było długo czekać. Już w 2013 roku pan Piotr sięgnął po mistrzostwo Europy na imprezie, która odbywała się w Rosji. Wynik, jaki uzyskał zawodnik z tarnowskiego klubu „Start” Tarnów, nie tylko pozwolił zdobyć złoty medal na Mistrzostwach Europy, ale także okazał się rekordem świata. Kolejnym sukcesem na arenie międzynarodowej było zdobycie srebrnego medalu na Pucharze Świata na Węgrzech w maju 2017 roku. Był to etap przygotowań do nadchodzących Mistrzostw Świata, które miały odbyć się jesienią w Meksyku. Jego forma była bardzo wysoka, bo już wtedy wyciskał ciężary ważące 200 kg!

Kiedy wydawało się, że lada moment sięgnie po upragniony tryumf w mistrzostwach świata, doznał ciężkiej kontuzji ręki. – Zerwałem mięsień dwugłowy ramienia. Nie ukrywam, że myślałem wówczas nad zakończeniem kariery. Żona, która również dźwiga ciężary, namówiła mnie, abym spróbował wrócić do sztangi. Nie byłem do końca przekonany do tego pomysłu, bo trzeba jasno zaznaczyć, że jest to sport, w który trzeba włożyć wiele wysiłku. Należy być wytrwałym, systematycznym, cierpliwym, mieć dobrą koordynację ruchową oraz odpowiednią budowę ciała. Na siłowni potrafię ćwiczyć nawet pięć dni w tygodniu. To olbrzymi wysiłek dla osoby pełnosprawnej, a co dopiero dla mnie. Ostatecznie podjąłem jednak decyzję, że postaram się podjąć rehabilitację, aby ręka wróciła do stanu sprzed kontuzji.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Drogi strachu

Bogusław Szczepański, trener Piotra Szymeczka mówi, że nigdy wcześniej nie spotkał tak zaangażowanego w treningi zawodnika. – Piotrek jest nie tylko wspaniałym sportowcem, ale również człowiekiem. Całe życie poświęcił ciężarom. Jest wzorem dla młodszych zawodników. Ma ogromną wiedzę na temat sportu i treningu i potrafi się nią dzielić. Kiedy zerwał mięsień dwugłowy ramienia, wydawało się, że to już koniec, a on podjął rehabilitację, odzyskał formę i wystartował na ubiegłorocznych drużynowych mistrzostwach Polski, na których w głównej mierze to dzięki niemu zdobyliśmy brązowy medal. Uważam, że w swojej karierze może osiągnąć jeszcze wiele sukcesów.

Sukces może przyjść już w maju, ponieważ wtedy we Francji odbędą się mistrzostwa Europy, z których pan Piotr chce przywieźć dla tarnowskiego klubu medal. – Jeszcze wcześniej, bo w kwietniu odbędą się mistrzostwa Polski. Od 14 lat jestem niepokonany w naszym kraju i chciałbym zachować ten status. Na mistrzostwach Europy chcę natomiast włączyć się w walkę o medale. Aby tak się stało, muszę wyciskać ciężary w granicach 190 kg. Treningi przebiegają prawidłowo, więc jest spora szansa, że w maju będę w optymalnej formie – mówi pan Piotr, który pytany o swój zaawansowany wiek twierdzi, że ma przed sobą jeszcze około pięciu lat profesjonalnej kariery. – Myślę, że decyzję o zakończeniu kariery podejmę tuż przed pięćdziesiątymi urodzinami. Znam zawodników, którzy jeszcze w tym wieku osiągają sukcesy. Co będzie później? Trudno stwierdzić. Będąc młodym chłopcem, marzyłem o zostaniu fotografem, jednak patrząc, jak ten rynek jest nasycony, ciężko byłoby mi się przebić. Nie wykluczam jednak, że zostanę przy ciężarach. Już otrzymałem pierwsze oferty, aby zostać trenerem w jednej z siłowni. Powoli trzeba się za czymś oglądać, ponieważ sport osób niepełnosprawnych nie jest czymś, z czego można spokojnie się utrzymywać, nawet jeżeli osiąga się międzynarodowe sukcesy. Obecnie otrzymuję jedynie rentę. Jeżeli zdobędę medal na międzynarodowej imprezie, to do kolejnych mistrzostw przysługuje mi stypendium. Na sponsorów nie ma co liczyć. W Polsce sport osób niepełnosprawnych traktowany jest po macoszemu i nikt nie chce go finansować. Dlatego medal na zbliżających się Mistrzostwach Europy jest dla mnie tak ważny. Nie tylko ze względów sportowych, ale również finansowych…

WARTO PRZECZYTAĆ:   Jak Józef Zięcina niejednej dał już kosza...

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz