Sławomir Rawiński – strongman wchodzi do klatki

Tarnowski siłacz, Sławomir Rawiński postanowił zawiesić swoją karierę w zmaganiach strongmanów i spróbować swoich sił w… mieszanych sztukach walki. Powodów takiej decyzji było kilka, a jednym z nich okazał się brak wsparcia finansowego urzędu miasta dla sportowców w tym przede wszystkim sportów siłowych. Już 16 czerwca w Mysłowicach okaże się, czy tarnowianin podjął słuszną decyzję, ponieważ wtedy zadebiutuje w oktagonie, a jego rywalem będzie Słowak, Lubo Slovik.

Sławomir Rawiński

Sławomir Rawiński z ciężarami związany jest od ponad 12 lat. To wówczas zadebiutował na ogólnopolskiej imprezie strongmanów, zastępując jednego z zawodników. – Sam start, to był zupełny przypadek, jednak predyspozycje do podnoszenia dużych ciężarów miałem od najmłodszych lat. Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy poszedłem na siłownię, od razu podrzuciłem 80 kg, czym wprawiłem w osłupienie innych ćwiczących – mówi tarnowski strongman, który przez kolejne lata należał do czołowych siłaczy w kraju. – Wielokrotnie uczestniczyłem w Pucharze Polski Strongman, byłem drużynowym mistrzem Polski, a także wicemistrzem Polski indywidualnie. Reprezentowałem Polskę na zagranicznych imprezach w tym mistrzostwach świata na Ukrainie i USA. Nigdy nie otrzymałem żadnego podziękowania z naszego magistratu za promowanie miasta. Okazało się, że poza mną nikt tego tak naprawdę nie doceniał. Kiedy nie miałem gdzie trenować i poprosiłem miasto o wsparcie, zaproponowano mi halę, za którą miałem zapłacić naprawdę duże pieniądze. Organizując spotkanie Polska- Europa, podczas którego wystąpili najsilniejsi polscy i europejscy zawodnicy, a gościem honorowym imprezy był Mariusz Pudzianowski, zwróciłem się o wsparcie inicjatywy do tarnowskiego magistratu. Efekt był taki, że ostatecznie spotkanie zorganizowałem w… Lisiej Górze, a zmagania strongmenów śledziło tego dnia ponad 2,5 tys. osób! To pokazuje, jaki stosunek mają nasze władze do zawodowego sportu.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Joel Perovuo i Sebastian Rajalakso - nowe twarze Jagi

Kiedy w styczniu tego roku pojawiła się propozycja z nowej polskiej organizacji mieszanych sztuk walki, Silesian MMA Challange, aby spróbował swoich sił w walkach w klatce, nie zastanawiał się ani chwili. – Do tej pory byłem nie tylko jedynym profesjonalnym strongmanem w Tarnowie, ale i w całym województwie. Chciałem, aby ktoś poszedł w moje ślady. Na organizowanych przeze mnie treningach pojawiało się kilku chłopaków nie tylko z naszego miasta, ale również z Rzeszowa, czy Nowego Sącza. Niestety, kiedy widzieli, jak duży wysiłek trzeba włożyć w ćwiczenia, w jaki sposób trzymać dietę i jak regenerować siły, szybko odpuścili. Pomyślałem, że być może strongmani rzeczywiście nie mają szans zaistnieć w naszym regionie a MMA, które z każdym kolejnym rokiem rośnie w naszym kraju w siłę, może okazać się dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza że praktycznie każda organizacja walczy o to, aby w organizowanych przez siebie galach mieć dobrej klasy zawodników wagi ciężkiej – mówi siłacz dodając, że już w lutym udał się na halę treningową. – Zwróciłem się z prośbą do Radosława Piechnika i Grzegorza Siwego z tarnowskiego klubu MMA, Legion Team Tarnów, aby wzięli mnie pod swoje skrzydła i przygotowali do czerwcowego debiutu w oktagonie. Początkowo nie do końca wierzyli, że w tak krótkim czasie ze strongmana da się zrobić wojownika, jednak zapewniałem ich, że kiedy byłem młodszy, ćwiczyłem sporty walki, więc nie była to dla mnie zupełna nowość. Postanowiliśmy, że będą trenować mnie indywidualnie. Już pierwsze zajęcia pokazały, że przede mną sporo pracy. Okazało się, że siła którą dysponuję stanowi jedynie niewielki procent wszystkich umiejętności niezbędnych do poradzenia sobie podczas walki. Brakowało mi szybkości, moja kondycja była fatalna, a po każdym obaleniu na matę miałem problem podnieść się z pleców.

Aby poprawić formę, siłacz z Tarnowa musiał diametralnie zmienić swoją dietę oraz dotychczasowy trening. Zajęcia siłowe zastąpił bieganiem, rozciąganiem i ćwiczeniami poprawiającymi technikę zapasów. Dotychczasowy jadłospis bogaty w wysokokaloryczne produkty zamienił na niewielkie i lekkostrawne posiłki. To wszystko sprawiło, że w ciągu ostatnich czterech miesięcy schudł… 13 kg! – Podczas sparingów biłem się z przeciwnikami lżejszymi ode mnie o blisko 30 kg. Wszystko po to, aby poprawić swoją szybkość. Z pierwszych treningów do domu wracałem wykończony. Teraz jest o wiele lepiej. Dużą uwagę stawiamy na poprawę kondycji. Walka odbywać będzie się na przestrzeni trzech pięciominutowych rund. Naprzeciwko siebie stanie dwóch ogromnych facetów, więc oprócz ciosów, to właśnie kondycja będzie odgrywała najważniejszą rolę.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Dominika Pruchnicka - The Voice of... Gromnik

Grzegorz Siwy, który zajął się treningiem strongmana uważa, że ma on szansę na zaistnienie w sportach walki, zwłaszcza że bardzo przykłada się do ćwiczeń. – Czasu na przygotowanie do pierwszej walki było bardzo mało, bo zaledwie cztery miesiące. W tak krótkim czasie trudno zrobić z kogoś wojownika jednak w przypadku Sławka idzie nam to całkiem nieźle. Przez ten okres poczynił niesamowite postępy. Uważam, że w momencie pierwszej zawodowej walki będzie przygotowany na 100 procent. Ważną rolę będzie odgrywała wówczas głowa. Na trybunach zasiadać będzie kilka tysięcy kibiców, adrenalina wystrzeli mocno w górę, więc zadaniem Sławka będzie opanować emocje. Jeżeli podejdzie do walki z trzeźwym umysłem, ma szanse na sukces.

13 czerwca podczas gali w Mysłowicach, pierwszym rywalem Sławomira Rawińskiego na zawodowym ringu będzie Słowak, Lubo Slovik, który pod koniec stycznia przegrał na punkty walkę z byłym mistrzem największej polskiej organizacji mieszanych sztuk walki KSW, Arturem „Kornikiem” Sowińskim. Pojedynek odbywał się na zasadach K1. – Słowak to bardzo silny i dobrze zbudowany facet. Bardzo długo trenował K1, czyli technikę walki na zmodyfikowanych zasadach japońskiego kick-boxingu. Prawdopodobnie mogę spodziewać się z jego strony wielu kopnięć nogami. Wierzę jednak, że z tego pojedynku wyjdę zwycięsko. Wiele osób pyta mnie, czy nie mam obaw związanych z wejściem do klatki. Oczywiście, że strach zawsze jest obecny w tego typu sytuacjach, ale człowiek musi nad nim panować – mówi 35-latek, który uważa, że najbliższy pojedynek będzie decydujący co do jego dalszej przyszłości. – Jeżeli go wygram, myślę, że na dobre zadomowię się w MMA. W przypadku porażki będę musiał mocno się nad tym zastanowić. Uważam, że jeszcze przez cztery lata mogę uprawiać sport na wysokim poziomie. Jeżeli najbliższą walkę przegram z kretesem, to nie wykluczam, że wrócę do zmagań strongmanów. Wierzę jednak, że tak się nie stanie i mieszane sztuki walki staną się dla mnie nowym sposobem na życie.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Marian Mikuła, czyli jak w "Potopie" walczono bronią z Tarnowa

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz