„Sprzedawczykowie”, czyli trudne życie sędziego

Na boisku piłkarskim są najważniejszymi osobami, jednak za wykonaną pracę zarabiają grosze. Są znienawidzeni przez większość kibiców i określani najbardziej niecenzuralnymi słowami. Mowa o sędziach piłkarskich, którzy stoją na straży „futbolowego prawa”. Kolegium Sędziów w Tarnowie po raz kolejny organizuje kurs dla przyszłych arbitrów. Pomimo wielu przeciwności losu, chętnych nie brakuje.

SONY DSC
Sędzia Łukasz Giemza podczas meczu towarzyskiego Termalica vs. Tuchovia

Aby zostać sędzią piłkarskim wystarczy ukończone 16 lat, zaświadczenie o niekaralności, wykształcenie minimum średnie oraz wysoka sprawność fizyczna. Co roku tarnowskie Kolegium Sędziów organizuje specjalne kursy, podczas których można zdobyć odpowiednie uprawnienia. – W tym roku na chętnych czekaliśmy do 17 stycznia. To właśnie wtedy rozpoczęliśmy szkolenia – mówi Michał Górka, członek KS w Tarnowie. – Co roku zgłasza się do nas około 20 osób chcących zostać w przyszłości sędziami piłkarskimi. Coraz większe zainteresowanie w tym temacie wykazuje płeć piękna. Już teraz wśród naszych sędziów mamy cztery panie. Mocno wierzymy w to, że po tegorocznym kursie będzie ich jeszcze więcej.

Wiele osób pytanych dlaczego chcą zostać sędziami piłkarskimi odpowiada, że przede wszystkim z miłości do futbolu. Jedni nie mieli wystarczająco dużo talentu, aby biegać za futbolówką, inni zaś po zawieszeniu piłkarskich butów na kołku, decydują się powiesić na szyi sędziowski gwizdek. – Kurs kosztuje tylko 100 zł. Są to naprawdę niewielkie pieniądze, a blisko 70 proc. jego uczestników zdaje egzamin. Najważniejsze jest przygotowanie kondycyjne. Według wielu badań, sędziowie biegają więcej niż piłkarze, a w przeciwieństwie do zawodnika nie mogą w trakcie spotkania liczyć na zmianę. Dodatkowo, aby być dobrym arbitrem potrzebna jest silna wola i mocne dążenie do wyznaczonego przez siebie celu. Kilku z naszych sędziów, którzy również zaczynali sędziować od najniższych stopni rozgrywkowych w naszym kraju, z czasem awansowali i byli arbitrami podczas spotkań II ligi, I ligi, Ekstraklasy, czy nawet meczów międzynarodowych. Wytrwałą i systematyczną pracą można osiągnąć naprawdę wiele.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Wścieklizna rujnuje powiat

Sędziowania w żadnym stopniu nie można traktować jako zawodu. Przede wszystkim to hobby, przy którym można dorobić, jednak są to niewielkie pieniądze. Będąc sędzią głównym podczas meczu B-klasy nie zarobimy więcej niż 75 zł, a pełniąc rolę arbitra liniowego już tylko nieco ponad 50 zł. Podwoić tę sumę możemy dopiero w rozgrywkach IV ligi, gdzie za poprowadzenie spotkania zarobimy nieco ponad 100 zł. Najmniej zainkasujemy za mecz z udziałem trampkarzy – niecałe 40 zł, to naprawdę śmieszne pieniądze… – Oprócz niezbyt wysokich zarobków sędziowie muszą liczyć się również z presją ze strony kibiców i piłkarzy, atakami słownymi i fizycznymi oraz próbami korupcji – mówi Łukasz Giemza, który od 16 lat sędziuje spotkania w rozgrywkach piłkarskich na terenie powiatu tarnowskiego. – W trakcie swojej przygody z gwizdkiem w dłoni kilka razy zdarzyło mi się uczestniczyć w wyżej wymienionych sytuacjach. Swego czasu jeden z kibiców rzucił butelką z napojem, która o mały włos uderzyłaby w głowę jednego z trójki naszych sędziów. Innym razem wychodząc z szatni po meczu zastaliśmy nasz samochód ze spuszczonym powietrzem z kół. Stadion opuszczaliśmy w eskorcie policji. Zdarzały się również sytuacje, że fani jednej z drużyn porysowali gwoździem samochód sędziego, czy też on sam został pobity na murawie przez jednego z piłkarzy. Wszyscy zdają sobie sprawę, jak jeszcze kilka lat temu głośna była afera korupcyjna w polskiej piłce. Nie ukrywam, że również i mnie spotkała propozycja, aby sędziować pod konkretną drużynę. Kierownik jednego z zespołów zaproponował całej naszej trójce sędziowskiej butelkę dobrego alkoholu za korzystny wynik. Od razu odrzuciliśmy ofertę. Takie rzeczy nigdy nie powinny mieć miejsca, a jednak się zdarzały…

Chociażby przez pryzmat głośnej afery korupcyjnej z udziałem sędziów są oni na ciągłym świeczniku wśród fanów piłki nożnej. Aż trudno wymienić wszystkie określenia, jakie kieruje się do nich podczas ligowych spotkań. „Sprzedawczykowie”, „Ślepy ch…”, „Pier… kalosz”, to tylko nieliczne z nich. – Presja jest naprawdę duża. Wydawać by się mogło, że wytworzyć może ją jedynie 30 tys. kibiców na nowoczesnym stadionie. Nic bardziej mylnego. Nawet grupka 40 kibiców jest w stanie wyprowadzić sędziego z równowagi. Najgorzej jest w sytuacjach, kiedy za danym sędzią nie przepadają w konkretnym klubie a ten jest zmuszony sędziować im kilka spotkań w sezonie. Nie muszę nikogo przekonywać jak napięta atmosfera panuje podczas takich meczów. Nie wszyscy potrafią poradzić sobie z presją. Do dziś pamiętam historię, kiedy jeden z moich kolegów, zaraz po kursie pojechał poprowadzić jedno ze spotkań w niższej lidze. Zabrał na nie swoją dziewczynę. Kiedy ta usłyszała jakimi określeniami nazywali go kibice, zakazała mu dalszego sędziowania. W ten oto sposób bardzo szybko zakończył swoją przygodę z gwizdkiem…

WARTO PRZECZYTAĆ:   Taribo West: Ronaldo... Co to był za facet!

Pomimo wielu nieprzyjemnych chwil na boisku i poza nim, zdarzają się również i te pozytywne, które w pamięci sędziów pozostają na bardzo długo. – Nie każdy może poprowadzić mecz ekstraklasowej Termaliki i na boisku biegać razem z piłkarzami, których na co dzień widzi się tylko w telewizji. Akurat mi było to dane, podczas ich sparingowego spotkania z Tuchovią Tuchów. Dodatkowo, kiedy po takim meczu słyszysz z ust trenera tak topowego klubu słowa uznania pod swoim adresem, to jeszcze bardziej uświadamiasz sobie, że decyzja o zostaniu sędzią piłkarskim była jedną z najlepszych w twoim życiu. Przez cały tydzień możesz pracować na roli, być źle traktowanym przez sąsiadów, ale wiesz dobrze, że w każdy weekend to właśnie ty stajesz się najważniejszą postacią podczas meczu, który niejednokrotnie jest największym wydarzeniem w ciągu całego tygodnia w danej miejscowości. Czy można chcieć czegoś więcej?

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz