Straż zamiast karetki. fot OSP Żabno

Straż zamiast karetki

Strażacy w ostatnim czasie częściej niż do tej pory wyjeżdżają, aby pomagać chorym w zastępstwie Zespołów Pogotowia Ratunkowego. Wszystkiemu winna jest pandemia koronawirusa, która powoduje, że ratownicy medyczni nie są w stanie dotrzeć do wszystkich potrzebujących osób na czas. Tarnowska dyspozytornia pogotowia ratunkowego tylko w grudniu ubiegłego roku aż 17 razy musiała korzystać ze wsparcia strażaków w przypadkach, gdy normalnie do pacjenta wysyłana jest karetka.

Na początku stycznia w Żabnie pomocy wymagała starsza kobieta. Z powodu braku dostępnych karetek na pomoc 88-latce wysłani zostali… strażacy z Tarnowa i Żabna. Z wypowiedzi świadków zdarzenia wynika, że kobieta zachłysnęła się pokarmem płynnym. Początkowo próbowali ją ratować członkowie rodziny, ale bezskutecznie. Po przybyciu na miejsce strażaków okazało się, że u 88-latki doszło do zatrzymania krążenia. Mimo reanimacji najpierw strażaków, a później Zespołu Ratowniczo Medycznego, który dojechał na miejsce, nie udało się jej uratować.

Zaledwie w ciągu pierwszego tygodnia stycznia strażacy z Tarnowa już trzykrotnie zastępowali Zespół Ratownictwa Medycznego. W Nowy Rok, kilka minut po północy strażacy zostali wezwani na ulicę Pułaskiego w Tarnowie, na której miało dojść do zasłabnięcia osoby. Po dotarciu na miejsce okazało się, że był to fałszywy alarm. Oprócz tego strażacy brali udział także w reanimacji jednego z mężczyzn. W tej sytuacji udało im się uratować jego życie.

– Sytuacje, podczas których pomagamy pogotowiu, zdarzają się coraz częściej. Wystarczy powiedzieć, że tylko w grudniu tarnowska dyspozytornia pogotowia ratunkowego musiała 17 razy korzystać z naszego wsparcia w przypadkach, gdy normalnie do pacjenta wysyłana jest karetka – mówi rzecznik prasowy tarnowskiej PSP, Marcin Opioła. – Zdarza się, że pogotowie zgłasza się do nas, aby pomóc im w transporcie osoby poszkodowanej, ponieważ nie potrafią przetransportować jej do karetki, np. ze względu na utrudniony dojazd. Przed pandemią sytuacje, w których wspieraliśmy Zespoły Ratownictwa Medycznego, były sporadyczne, a teraz jest ich naprawdę sporo. Nie da się ukryć, że to dla strażaków dodatkowa niepewność i stres. Nie jesteśmy przecież medykami.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Jak Maria Mikosz lepi dziecięce marzenia...

Strażacy działają do momentu przyjazdu pogotowia, podtrzymując w tym czasie pacjenta przy życiu. W dobie pandemii transportowanie do szpitali zakażonych pacjentów jest utrudnione i pochłania mnóstwo czasu, co również wpływa na niedostępność ambulansów. – Rodziny osób, do których przyjeżdżają strażacy zamiast ratowników medycznych, reagują bardzo różnie. Przede wszystkim są jednak zdziwieni, ponieważ dzwonili po karetkę, a nie po straż pożarną. Trzeba jednak zaznaczyć, że każdy strażak ma odbyty Kurs Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy. W szeregach naszych jednostek JRG1 i JRG2 mamy także strażaków, którzy mogą pochwalić się wykształceniem medycznym. Dysponujemy także odpowiednim sprzętem w postaci m.in. defibrylatorów, opatrunków, czy folii życia. Należy jednak pamiętać, że jako strażacy nie możemy podać osobie chorej żadnych leków poza tlenem, ponieważ nie mamy do tego uprawnień. Naszym celem nie jest wyręczanie Zespołów Ratownictwa Medycznego, a jedynie pomoc w sytuacjach, kiedy ich przyjazd na miejsce może się opóźnić. Zdarza się również, że w takich zdarzeniach bierzemy udział nieco dłużej, niż wcześniej przewidywaliśmy. W ubiegłym roku nasi strażacy zostali poproszeni przez medyków, aby karetką pogotowia udali się wraz z pacjentem do szpitala. Osoba była bowiem reanimowana i istniało zagrożenie, że konieczna będzie ponowna reanimacja w trakcie transportu do szpitala, a w niej mieli pomóc właśnie nasi strażacy… – mówi Marcin Opioła.

Okazuje się, że także strażacy z Ochotniczych Straży Pożarnych w naszym regionie pomagali Zespołom Ratownictwa Medycznego zaopiekować się pacjentami. Tak było w przypadku strażaków z OSP Ryglice. – W ubiegłym roku mieliśmy sytuację, podczas której nasi strażacy w zastępstwie ratowników medycznych pojechali do osoby potrzebującej pomocy. Karetka nie mogła dojechać na czas i miała półgodzinne opóźnienie. Druhowie na miejscu prowadzili resuscytację krążeniowo-oddechową. Niestety nie udało nam się uratować życia tej osoby. Ostatni raz wspomagaliśmy medyków dwa tygodnie temu, kiedy jednostka z naszej gminy pomagała w transporcie osoby chorej do karetki pogotowia, która ze względu na duże opady śniegu nie mogła dotrzeć do domu pacjenta – mówi Wiesław Siedlik z OSP Ryglice.
Strażacy starają się zastąpić Zespoły Ratownictwa Medycznego w wielu sytuacjach, niestety, nie mogą transportować pacjentów. Oznacza to, że przyjazd pogotowia ratunkowego na miejsce zdarzenia i tak jest konieczny. Niektóre samorządy w Polsce starają się rozwiązać i ten problem. Pod koniec sierpnia Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe w Lublinie przekazało dwie karetki jednostkom OSP w Wólce Gościeradowskiej i Wojciechowie. Były pojazdy, które zostały już wycofane z użytku w ramach ratownictwa medycznego. Strażakom ochotnikom służyły m.in. do transportu pacjentów na szczepienia, jednak według prezesa Wojewódzkiego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP w Lublinie, karetki ochotniczych straży pożarnych mogłyby regularnie jeździć także w kryzysowych sytuacjach, kiedy wszystkie ambulanse są zajęte i czas oczekiwania na medyków automatycznie się wydłuża.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Śmiali się z Kaczyńskiego, a ten... miał rację!

– Do tego trzeba odpowiednich zmian w przepisach, do których raczej nie dojdzie – mówi nam jeden z tarnowskich strażaków, który chce pozostać anonimowy. – Oczywiście strażacy powinni nieść pomoc innym osobom, ale przecież nie jesteśmy medykami! Nie możemy wyręczać Zespołów Ratownictwa Medycznego, ponieważ i tak nie będziemy potrafili zaopiekować się schorowaną osobą w taki sposób, w jaki zrobią to osoby, które zajmują się tym na co dzień. Niewystarczająca liczba karetek będzie prowadziła do sytuacji, że strażacy coraz częściej będą pomagać pogotowiu, a to z całą pewnością nie będzie służyło pacjentom, ponieważ w niektórych przypadkach konieczne jest podanie w błyskawicznym tempie konkretnych leków, których strażak podać nie może. Rozmawiam ze swoimi kolegami-strażakami i oni także nie czują się w takich sytuacjach zbytnio komfortowo. Inaczej wygląda sytuacja, w której ratujemy ludzi z płonącego domu i wiele zależy od nas samych, a inaczej sytuacja, w której mamy ratować ludzkie życie mając do swojej dyspozycji jedynie koncentrator tlenu.
Obecnie tarnowskie pogotowie ma zakontraktowane 13 karetek. Zdecydowana większość z nich, bo w sumie 10, to karetki podstawowe typu P. Niestety wezwań do chorych pacjentów z tygodnia na tydzień przybywa. W grudniu notowano ponad 500 wyjazdów tygodniowo.

Fot. OSP Żabno

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.