Tarnowscy rycerze ruszają na bitwę!

Ruiny zamków, piękne damy dworu oraz niezłomni rycerze… Tego wszystkiego kilkanaście razy w roku doświadczają członkowie Tarnowskiego Bractwa Rycerskiego „Gladii Amici”, którzy właśnie rozpoczęli sezon, podczas którego zapominają o otaczającej rzeczywistości i zatapiają się w świat średniowiecznych bitew.

Tarnowskie Bractwo Rycerskie
Tarnowskie Bractwo Rycerskie „Gladii Amici”

Grupa, która liczy ponad 25 członków zapoczątkowana została w 2004 roku na bazie Chorągwi Rycerstwa Ziemi Tarnowskiej. – Jesteśmy grupą młodych pasjonatów epoki średniowiecza. Wszyscy członkowie bractwa pochodzą z Tarnowa oraz jego okolic – mówi Piotr Wilk, zastępca dowódcy w TBR. – Głównym założeniem grupy jest odtworzenie w jak najbardziej szczegółowy sposób ubiorów cywilnych i bojowych średniowiecznej społeczności z XIII wieku, a także przeniesienie tamtejszych zwyczajów i życia codziennego do współczesności. Od marca do października bierzemy udział w turniejach rycerskich oraz pokazach. Ostatnio rozpoczęliśmy sezon od wizyty pod zamkiem książąt mazowieckich w Czersku.

Podczas trzydniowych wyjazdów członkowie bractwa stawiają swoje namioty, które następnie wewnątrz wykładają słomą oraz skórami, na której przesypiają noce, rozpalają ogniska, kobiety ubierają średniowieczne suknie, natomiast mężczyźni przywdziewają rycerskie zbroje. – Uciekamy wtedy na kilka dni od otaczającego nas świata, od pracy, od bieżących problemów. Przyjeżdżając na miejsce wyłączamy telefony komórkowe, nie mamy dostępu do Internetu, czy telewizji. Takie luksusy, jak prąd dla nas nie istnieją – śmieje się Anna Otręba, która w bractwie pełni rolę panny dworu. – Dbamy o każdy szczegół, który przybliżyłby nas do średniowiecznego świata. Osoby, które pełnią w naszym bractwie rolę kucharzy, przygotowują dla nas potrawy oparte na bazie kaszy, czy warzyw. O ziemniakach, o których w tamtych czasach nikt nawet nie słyszał, nie ma mowy.

Kiedy kobiety zajmują się obozowiskiem, mężczyźni biorą w tym czasie udział w indywidualnych pojedynkach oraz bitwach, do których przygotowania trwają nawet kilka miesięcy. – To nie jest tania pasja. Koszt pełnego uzbrojenia może wynieść nawet 10 tys. zł. Sama kolczuga nitowana, to wydatek rzędu kilku tysięcy złotych. Oczywiście zawsze można użyć tańszych zamienników, jednak każdy dąży do posiadania, jak najlepszej zbroi, czy miecza. Niektórzy miesiącami siedzą w domowym zaciszu i ręcznie wykonują przedmioty które są w stanie wytworzyć aby odsprzedać lub zamienić na coś innego. Sposobów na to, aby chociaż trochę zaoszczędzić jest kilka. Poza tym należy nastawić się na naprawdę ciężki trening. Przed sezonem sporo biegamy, ćwiczymy kroki, technikę uderzenia mieczem oraz uczestniczymy w sparingach z innymi rycerzami. Wiele osób zastanawia się, czy walcząc imitujemy pojedynek, czy też uderzamy z całą siłą i zaangażowaniem. Oczywiście, że rywalizujemy „na serio”. Niejednokrotnie można nabawić się kontuzji. Siniaki są na porządku dziennym. Czasami ktoś został raniony mieczem, które nigdy nie są ostre, więc nie powodują na tyle poważnych ran, które mogłyby zagrażać życiu.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Bogdan Stasz: To mieszkańcy oceniają pracę wójta, a nie medale i wyróżnienia

Imprezy, w których uczestniczy Tarnowskie Bractwo Rycerskie mają charakter zamknięty lub otwarty dla publiczności. Podczas zabaw zamkniętych bractwa dzielą się na grupy i rywalizują między sobą m.in. podbijając osadę przeciwnika. – W każdej grupie ustalona jest odpowiednia hierarchia. Mamy dowódców, zastępców, rycerzy, giermków, knechtów, nowicjuszy. Dowódca bractwa wyznacza wcześniej straże, które mają pilnować obozu. Niejednokrotnie zdarzało się, że przeciwnik okradał osadę swojego rywala. Aby odzyskać utracone łupy należy w zamian oddać garniec miodu pitnego, czy butelkę wina. Wszystko odbywa się w formie zabawy, ale podczas prawdziwych pojedynków niejednokrotnie można liczyć na naprawdę ciekawe nagrody w postaci solidnego miecza, czy ozdobnych pasów.

Aby wstąpić do bractwa trzeba przejść przez szereg testów. Warunkiem koniecznym jest podstawowa wiedza historyczna i chęć jej poszerzenia w zakresie: historii kultury, uzbrojenia oraz stroju. Aby uzyskać wyższy stopień, członkowie również muszą zaliczać zapowiadane wcześniej egzaminy. – Uważam, że członkiem może zostać praktycznie każdy. Wystarczy odrobina chęci i… miłości do historii. Stawiamy jednak na wysokie wyszkolenie naszej grupy. Staramy się odwzorowywać średniowieczne warunki w jak najlepszym stopniu, korzystają przy tym z dorobku organizacji fachowo trudniących się analizą traktatów średniowiecznych, chociażby z krakowskim i bocheńskim odłamem polskiego przedstawicielstwa ARMY, czyli amerykańskiego stowarzyszenia odtwarzającego średniowieczne i renesansowe sztuki walki.

W najbliższym czasie członkowie „Gladii Amici”, które w wolnym tłumaczeniu oznacza „Przyjaciele Miecza” zamierzają wziąć udział w spotkaniach z bractwami działającymi poza granicami naszego kraju. – Wybieramy się do Danii. Kiedyś byliśmy już także na Węgrzech. Przez ponad 10 lat przez bractwo przewinęło się blisko 60 osób. Mimo, iż wiele z nich nie należy już do naszej grupy, to nadal posiadają w swoich domowych kolekcjach rycerskie zbroje, czy średniowieczne przedmioty, które nabyli podczas wspólnych weekendowych wypadów. Uważam, że każdemu przydałaby się ucieczka od otaczającej nas rzeczywistości. Komputery, telewizja, szybko przemijający czas… W średniowieczu tego nie ma. Musicie nam wierzyć. W końcu przeżywamy to kilkanaście razy w roku…

WARTO PRZECZYTAĆ:   Agnieszka Olejkowska: Zastanawiałam się, czy to gra warta świeczki.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz