To ja, złodziej…

Okres świąt Bożego Narodzenia, czy Wielkanocy jest nie tylko najlepszym czasem do spędzenia go w ciepłej i rodzinnej atmosferze, ale również idealnym momentem dla rabusiów. To wówczas ze sklepowych półek ginie mnóstwo produktów, a ochroniarze i policjanci mają najwięcej pracy. Nie oznacza to jednak, że w pozostałych miesiącach kieszonkowcy i złodzieje robią sobie wolne. Dla nich dzień bez skradzionego zegarka, drogich kosmetyków, czy tabliczki czekolady jest dniem straconym.

walletmpegman
By The original uploader was TheArmadillo (fot. wikipedia)

Każdego roku ze sklepowych półek znikają towary warte blisko 4 mld złotych! Tylko w samym Tarnowie i okolicach w 2016 roku dokonano ponad 1400 kradzieży. – Rabusie stali się dużo bardziej sprytni, niż miało to miejsce jeszcze kilka lat temu. Do sklepu wchodzą z kalkulatorem w dłoni lub szybko dodają poszczególne ceny w głowie, byle tylko ich „akcja” została zakwalifikowana, jako wykroczenie, a nie przestępstwo – mówi rzecznik tarnowskiej policji, Paweł Klimek. – W 2016 roku, aby kradzież została uznana za przestępstwo wartość zrabowanego mienia musi wynieść więcej niż 462,50 zł, dlatego też sklepowi złodzieje najczęściej dokonują kradzieży na niższe kwoty, aby ich czyn traktować „tylko” jako wykroczenie, które grozi grzywną lub ograniczeniem wolności, a nie więzieniem. Dla przykładu, tylko w 2016 roku zanotowaliśmy, aż 981 kradzieży będących wykroczeniem. Przestępstw na tle rabunkowym było już tylko 421. Wśród najczęściej kradzionych rzeczy są te, które znajdują się na półkach sklepowych. Mieliśmy aż 477 takich przypadków. 96 razy kradzione były telefony komórkowe, 85 razy paliwo na stacjach benzynowych, 84 razy pieniądze, a 25 razy łupem złodziei stawały się tablice rejestracyjne.

Paweł Klimek pytany o to, kto najczęściej dopuszcza się tego typu zachowań odpowiada, że nie jest w stanie określić charakterystyki typowego złodzieja. – Takich czynów dopuszczają się zarówno ludzie młodzi, jak i starzy. Mężczyźni i kobiety. W większości są to osoby, które doskonale są nam znane. Możemy ukarać ich mandatem, ale ze względu na cenę przedmiotu, który ukradli nie jesteśmy w stanie nic więcej zrobić. Przyjęło się, że rabuś przeważnie jest osobą biedną, brudną, pałętającą się po ulicach, a to nieprawda. Znane są nam osoby, które chodzą w drogich garniturach, nie mają żadnego wykształcenia i kradną na potęgę, chociażby samochody, bo… tak im się podoba. Jest mnóstwo osób, które przy kradzieży kierują się wyłącznie adrenaliną. Chcą pokonać pewne bariery i poczuć emocje, mimo iż produkt, który właśnie kradną wcale nie im potrzebny.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Jacek Hudyma: Stawiamy na pomoc

Problem nagminnych kradzieży dostrzegają również właściciele i pracownicy dużych centrów handlowych i małych sklepików, jednak z uwagi na to, iż wizytówka sklepu „w którym można coś ukraść” nie jest zbyt mile widziana, nie chcą o tym głośno mówić. Jak wyliczyła firma Checkpoint, zajmująca się m.in. przygotowaniem raportu dot. kradzieży w handlu detalicznym, handlowcy wydają rocznie na zabezpieczenia przed złodziejami około pół miliarda złotych. Później tego typu wydatki wkalkulowane są w cenę poszczególnych produktów. Gdyby udało się wyeliminować sklepowych rabusiów, to przeciętna polska rodzina wydawałaby rocznie około 400 zł mniej na zakupy. Jedna z kierowniczek znanego tarnowskiego hipermarketu zdecydowała się anonimowo zdradzić, że miesięcznie właściciele sklepu muszą wyłożyć od 1000 do 1500 zł za straty wynikające z kradzieży. – Najczęściej ze sklepowych półek znikają kosmetyki, małe sprzęty elektroniczne, alkohol. Nie brakuje również sytuacji, kiedy nakryjemy kogoś na kradzieży pieczywa, masła, czy sera. O ile w przypadku pierwszych wymienionych towarów najczęściej są one przez złodziei sprzedawane, o tyle ktoś, kto decyduje się ukraść bułkę, robi to przede wszystkim dla siebie i swojej nie najlepszej sytuacji finansowej. Kradzieże szczególnie nasilają się w okresie świąt. Wynika to z tego, że więcej ludzi decyduje się na duże zakupy, jest ciasno i rabusiowi dużo łatwiej jest okraść sklep, czy nawet zwykłego klienta, wyjmując mu portfel z kieszeni.

Mariusz Wojdyło z Agencji Ochrony Osób, Mienia i Usług Detektywistycznych „CERBER” uważa, że aby nieco ukrócić poczynania sklepowych rabusiów właściciele hipermarketów muszą w końcu zacząć wydawać większe pieniądze na ochronę swoich obiektów. – Złodzieje są sprytniejsi, niż dawniej. Dodatkowo bardzo często działają w grupach. Każdy członek zespołu ma inne zadanie. W trakcie akcji rabunkowej są połączeni ze sobą za pomocą telefonów komórkowych, mają słuchawki w uszach i działają niczym mała radiostacja. Dwóch z nich pełni rolę obserwatorów, inni skupiają na sobie uwagę obsługi, a pozostali zajmują się kradzieżą. Coraz częściej złodzieje wynoszą towar, wkładając go do foliowych opakowań, aby na bramkach antykradzieżowych nie pojawił się sygnał informujący o próbie kradzieży. Właściciele sklepów ubolewają nad tym, że chcieliby mieć u siebie ochronę ale pod warunkiem, że nie będą musieć za nią płacić. Niestety tak to nie działa. Aby mieć wysokiej klasy monitoring i dobrze przygotowanych do pracy ochroniarzy trzeba wyłożyć na to trochę pieniędzy. Niestety z racji tego, iż nie jest to praca, na której można dobrze zarobić, wykwalifikowani pracownicy bardzo często rezygnują z dalszej współpracy, a w ich miejsce przychodzą nowi, którzy dopiero uczą się tego zawodu. A sklepowa kradzież kwitnie dalej…

WARTO PRZECZYTAĆ:   Wypalanie traw, czyli wypalona wyobraźnia

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI

Dodaj komentarz