Sprawując funkcję burmistrza lub wójta konkretnej gminy musimy nastawić się na pracę 24 godziny na dobę. Konferencje, służbowe wyjazdy, stos dokumentów do zapoznania się i podpisania, to tylko niewielki procent tego, z czym na co dzień musi radzić sobie osoba na tym stanowisku. Rozmowy z mieszkańcami i pochylenie się nad ich sprawami zajmuje jednak zdecydowanie najwięcej czasu, a zdarza się, że interweniować trzeba nawet w środku nocy.

Pytając poszczególnych włodarzy gmin w naszym powiecie o to, czym jest dla nich pełnienie funkcji burmistrza lub wójta, niemal wszyscy zgodnie odpowiadają, że nie traktują tego jako pracy, a raczej jako służbę mieszkańcom. Spotkania z pracownikami urzędu gminy dotyczące bieżących działań, udział w sesjach Rady Gminy, udział w imprezach organizowanych przez mieszkańców danej miejscowości, spotkania z przedstawicielami Urzędu Marszałkowskiego, podpisywanie umów na kolejne inwestycje… Lista obowiązków włodarza gminy jest długa, jednak to właśnie bezpośredni kontakt z mieszkańcami, wysłuchanie ich opinii oraz podjęcie działań, które rozwiążą ich problemy, zajmuje najwięcej czasu.
– W naszym urzędzie nie mamy wyznaczonego jednego konkretnego dnia na spotkania z mieszkańcami. Mogą oni zapisywać się na spotkania ze mną w sekretariacie gminy. Kalendarz mam zapełniony z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Średnio przyjmuję 30 mieszkańców w ciągu tygodnia – mówi burmistrz Tuchowa, Magdalena Marszałek. – Jeszcze jakiś czas temu mieszkańcy kontaktowali się ze mną za pomocą portali społecznościowych, jednak pod koniec maja wystosowałam do nich prośbę, aby już tego nie robili. Ze względu na dużą liczbę spraw, mam ograniczony czas na życie rodzinne. Poprosiłam, aby nie używali messengera jako komunikatora w sprawach urzędowych po godz. 16. i w weekendy. Ten czas chciałabym przeznaczyć dla rodziny i na odpoczynek. Mieszkańcy zareagowali na prośbę bardzo pozytywnie i dziś już nie piszą do mnie na Facebooku, chociaż wcześniej zdarzało mi się otrzymywać wiadomości w soboty o godz. 24. Wiele spraw, z którymi przychodzą do mnie mieszkańcy, jest załatwianych od ręki, jednak nie brakuje i takich problemów, które nie są rozwiązywane latami. Najczęściej dotyczą one konfliktu z sąsiadem i prawem do własności poszczególnych działek. To najtrudniejsze do rozwiązania sprawy.
Burmistrz Zakliczyna Dawid Chrobak twierdzi, że bycie burmistrzem, to funkcja, którą sprawuje się całą dobę. Ubiegając się o to stanowisko, nie miał wątpliwości, że życie prywatne, będzie musiał podporządkować życiu zawodowemu. – Zdawałem sobie z tego sprawę, ponieważ mój śp. tata przez wiele lat sparował funkcję burmistrza Zakliczyna, więc byłem świadkiem tego, jak niejednokrotnie musiał udawać się w późnych godzinach wieczornych na różnego rodzaju spotkania, zamiast spędzać ten czas z rodziną. Nasz czas pracy jest nienormowany. Nie pracujemy od godz. 8. do 16., a przez 24 godziny na dobę. W ciągu tygodnia odbywam mnóstwo spotkań z mieszkańcami. Dodatkowo już po wyjściu z urzędu odpisuję na pytania, które otrzymuję za pomocą skrzynki kontaktowej na naszej stronie internetowej. Nie wyobrażam sobie, abym nie miał poświęcać swojego czasu mieszkańcom. To oni są w gminie najważniejsi.
W podobnym tonie wypowiada się wójt Wietrzychowic Tomasz Banek, który nie ukrywa, że ilości otrzymywanych każdego tygodnia SMS-ów i wiadomości na messengerze, którymi autorami są mieszkańcy gminy, nie sposób zliczyć. – Jestem bardzo aktywny na Facebooku, więc zdarza się, że mieszkańcy piszą do mnie nawet przed północą. Staram się zrozumieć takie osoby, bo każda z nich swoją sprawę traktuje bardzo indywidualnie i jest ona z ich punktu widzenia poważna. Zdarzają się sytuacje, kiedy urząd gminy otwieramy poza godzinami pracy, np. kiedy ktoś wyjeżdża i pilnie potrzebuje wyrobić dany dokument. Co prawda mamy w gminie wyznaczony jeden dzień w tygodniu na spotkania z mieszkańcami, ale tak naprawdę przyjmujemy ich każdego dnia. Jeżeli nie ma mnie w urzędzie, robi to mój zastępca. Wielu mieszkańców posiada też mój numer telefonu, dlatego zdarza się, że ktoś dzwoni do mnie, kiedy jestem już w domu. Każdego staram się wysłuchać i pomóc.
W gminie Ryglice tamtejszy burmistrz Paweł Augustyn w ostatnich dniach sam nadzorował wydanie nowego dowodu osobistego mieszkańcowi, który wyjeżdżał do Anglii. Ostatecznie udało się doprowadzić sprawę do szczęśliwego zakończenia i mieszkaniec dzień przed wyjazdem otrzymał nowy dokument pocztą kurierską. – Jeżeli tylko mogę, to robię wszystko, co w mojej mocy, aby pomóc nawet w tego typu sprawach – mówi burmistrz Ryglic. – Burmistrz to funkcja, którą pełnimy, będąc nawet na wczasach. Zdarza się, że kiedy udajemy się na urlop, to w gminie dochodzi do kataklizmu – obfite opady deszczu powodują powódź lub wiatr niszczy mieszkańcom dach nad głową. Mimo tego, że przebywamy z dala od tych wydarzeń, na bieżąco je monitorujemy i koordynujemy działania jednostek niosących pomoc. Trzeba też pamiętać o tym, że burmistrz spotyka się z mieszkańcami nie tylko w urzędzie, ale również podczas… organizowanych przez nich imprez. Udział w nich jest wyjściem służbowym. Przeważnie takie wydarzenia mają miejsce w weekendy. Poświęcamy teoretycznie nasz wolny czas na to, aby spotkać się z członkami stowarzyszenia, z przedstawicielkami Koła Gospodyń Wiejskich, uczniami oraz nauczycielami, czy osobami niepełnosprawnymi… Mało kto zwraca na to uwagę, a to również spore poświęcenie z naszej strony.
Na kontakt z mieszkańcami nie narzeka wójt Gromnika Bogdan Stasz, a to dlatego, że tych spotkań… nie ma zbyt wiele. Jak twierdzi wójt, większość spraw z mieszkańcami omawiana jest przy okazji spotkań w poszczególnych wsiach, które odbywają się dwa razy w roku, a które i tak nie cieszą się wielkim zainteresowaniem. – Być może wynika to z tego, że ludzie najczęściej zgłaszają problemy dotyczące dróg, kanalizacji, czy wodociągów, a od dłuższego czasu wszystkie te kwestie są w naszej gminie uregulowane – zastanawia się Bogdan Stasz i dodaje, że jeżeli już ktoś pojawia się na spotkaniu w urzędzie, są to przede wszystkim osoby starsze. – Młodych ludzi nie interesuje polityka i to, co dzieje się w gminie. O większości spraw dowiadują się z internetu, tablic informacyjnych, które mamy zainstalowane w gminie, a także z… niedzielnych ogłoszeń parafialnych, kiedy księża w kościołach informują o ważnych dla mieszkańców sprawach.
Być może już wkrótce kontakt z mieszkańcami dla włodarzy gmin w naszym powiecie będzie jeszcze bardziej ułatwiony, a to za sprawą aplikacji, której pomysłodawcami są pracownicy Urzędu Gminy w Skrzyszowie. – Chcemy utworzyć System Informacji Przestrzennej dla wszystkich gmin w naszym powiecie. Działałby on w formie aplikacji w telefonie, która pobierałaby dane dotyczące lokalizacji mieszkańca. Wówczas na specjalnej mapie widocznej na ekranie smartfona, każdy mieszkaniec mógłby zaznaczyć, gdzie doszło do niebezpiecznego zdarzenia i poinformować o tym władze swojej gminy. Oprócz tego aplikacja przypominałaby mieszkańcom o ważnych wydarzeniach na terenie poszczególnych gmin, a także przekazywała najważniejsze komunikaty prosto z urzędów. Myślę, że powstanie takiego narzędzia to kwestia maksymalnie dwóch lat – mówi wójt gminy Skrzyszów, Marcin Kiwior i dodaje – Jeżeli ktoś pojawia się w naszym gabinecie i poświęca swój czas, aby porozmawiać z nami na ważny dla niego temat, powinniśmy darzyć takie osoby wielkim szacunkiem i starać im się pomóc. To włodarz gminy jest dla mieszkańców, a nie odwrotnie i o tym powinniśmy pamiętać…
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.