Walka o złom

Dla jednych są brudasami, dla innych przykładem, że nawet w biedzie nie można się załamywać i walczyć o lepszą przyszłość. Mowa o złomiarzach, którzy dnie i noce przemierzają miasto z wózkiem pełnym blachy, kawałków metalu, czy prętów chcąc następnie sprzedać swój „łup” zarabiając w ten sposób na piwo i bułkę. Ale złomiarz, to nie tylko biedak. Osób uważających się za jednoosobowe firmy, które w miesiącu osiągają dochód, o jakim mogą pomarzyć nawet wysoko postawieni urzędnicy, również nie brakuje.

zlomowisko
Złomowisko

Pan Staszek zbiera złom już od 10 lat. Wszystko zaczęło się w momencie, kiedy odeszła od niego żona z dziećmi. Został sam, bez pracy i perspektyw na lepsze czasy. – Swoje zrobił alkohol. Piłem sporo i rodzina tego nie wytrzymała. Miałem dwa wyjścia. Albo zapić się na śmierć, albo w końcu się pozbierać i spróbować w jakikolwiek sposób zarobić na swoje utrzymanie. Pijąc piwo pod jednym z tarnowskich lokali spotkałem mężczyznę, który prowadził wózek ze złomem. Zapytałem go, czy opłaca mu się zbierać za marne grosze takie starocie. Odpowiedział, że to naprawdę świetna fucha, przy której można dobrze zarobić. Przekonał mnie i pomimo tego, że wciąż mieszkam w noclegowniach, u znajomych, bądź na ulicy, żyje mi się zdecydowanie lepiej, niż jeszcze jakiś czas temu.

Okazuje się bowiem, że na handlu złomem można zarobić niemałe pieniądze. Najważniejsza jest jednak pracowitość i systematyczność. – Znam osoby, które na co dzień pracują na budowach, a po pracy sprzedają złom, aby sobie dorobić. Są jednak i tacy, którzy z tego się utrzymują. Sam potrafię w miesiącu sprzedać złom za ponad 1000 zł, ale nie brakuje ludzi, którzy sprzedają uzbierane „skarby” za kwotę dwukrotnie wyższą, a to już wynagrodzenie, którego może pozazdrościć niejeden urzędnik. Dodatkowo zwolnione jest od wszelkich podatków – śmieje się pan Staszek.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Norweski dziennikarz o nowym nabytku Lecha: Zapatrzony w Cristiano Ronaldo

Złomu szuka się wszędzie. Przede wszystkim na śmietnikach, ale też w opuszczonych domach oraz lasach. Zdarza się, że ludzie sami proponują złomiarzom, aby ci podjechali pod ich dom, bo mają do wyrzucenia zepsuty sprzęt RTV lub AGD. Na zbieraniu spędza się niemal całe dnie. Niektórzy zaczynają już o 4 rano, kiedy śmietniki są jeszcze pełne „skarbów”, a kończą późnym wieczorem. – Zbierają nie tylko emeryci, czy renciści. Odwiedzają nas również mężczyźni w wieku 30-35 lat – mówi Piotr Wróblewski z firmy Kolmet, zajmującej się skupem złomu w Tarnowie. – Pojawiają się z wózkami, które wypełnione mają puszkami, makulaturą i stalą. Do nas nie trafiają „złomowi biznesmeni”, którzy potrafią zarobić spore pieniądze. Naszymi klientami są ludzie, którzy na swoich „łupach” zarabiają około 15 zł. To im jednak w zupełności wystarcza, bo jak sami mówią – zbierają na piwko. Nigdy nie miałem z nimi problemów. Są mili, grzeczni i bardzo rzadko awanturują się o kwoty, jakie płaci im się za zbiory.

Słowa pana Piotra potwierdza również Paweł Szymek z firmy Kolormix, który dodaje, że mimo iż dla złomiarzy nastały ciężkie czasy, to wciąż jest to popularne zajęcie. – Kwoty za złom nie są już tak duże, jak jeszcze kilka lat temu. Ludzie potrafili przynosić lodówki, czy telewizory. Po zmianach w prawie uległo to zmianie. Mimo wszystko nadal pojawiają się u nas osoby, które swoje zajęcie traktują jako zwykłą, dobrze płatną pracę i mam tu na myśli nie tylko bezrobotnych i bezdomnych, ale nawet prezesów dużych firm. Kilku złomiarzy sprzedaje u nas swoje łupy codziennie i z tego, co da się zauważyć, na małe zarobki nie mogą narzekać. Trzeba jednak temu się poświęcić.

O tym, że sporo trzeba nazbierać, aby zarobić dobre pieniądze świadczą ceny, jakie firmy zajmujące się skupem złomu płacą za otrzymany „łup”. Za kilogram aluminiowych puszek otrzymamy nieco ponad 3 zł, za kilogram brązu około 15 zł, natomiast miedź, to granice 18-20 zł za kg. – Na dobrą dniówkę należy zebrać około 30 kg puszek albo kilkanaście miedzianych drutów. Na pierwszy rzut oka wydaje się sporo, jednak nie jest to aż takie trudne. Na śmietnikach znajdowałem już radia, zegarki, a nawet ramę z brązu po jakimś obrazie. Ludzie potrafią wyrzucać naprawdę niesamowite rzeczy. Zdarzyło się, że w moje ręce wpadł telewizor plazmowy. Okazało się, że miał… pęknięty plastik na obudowie. Sprzedałem go później za duże pieniądze – mówi pan Staszek i dodaje – Podstawową zasadą w naszej branży jest uczciwość wobec naszego konkurenta. Nie podbieramy sobie wzajemnie złomu, nie wchodzimy na cudze tereny, chyba że działamy w grupie, wtedy zbiory dzielimy między siebie. Nie raz dochodziło już do większych lub mniejszych przepychanek między złomiarzami, jednak zawsze udawało się wyjaśnić sytuację. W życiu nawet o złom trzeba walczyć…

WARTO PRZECZYTAĆ:   Oświadczenie Szpitala Wojewódzkiego im. św. Łukasza w Tarnowie

Rzecznik tarnowskiej policji Paweł Klimek twierdzi, że liczba kradzieży, które bardzo często wiązano właśnie ze złomiarzami, w ostatnim czasie znacząco zmalała. Przedstawiciele tarnowskich skupów przestrzegają prawa i starają się współpracować z policją. – Kiedyś kradzież kabli telefonicznych, katalizatorów, czy kratownic ściekowych była nagminna. Teraz takich przypadków mamy bardzo niewiele. Wynika to przede wszystkim z bardziej skrupulatnych kontroli przeprowadzanych przez samych właścicieli firm zajmujących się skupem złomu. Dla nich była to duża niedogodność, kiedy to policja przeszukiwała ich skupiska w celu znalezienia skradzionego przedmiotu. Teraz wolą zrobić to sami a złomiarze, widząc, że nie mają zbyt dużych szans na sprzedaż, po prostu nie kradną już tego typu rzeczy.

Dla większości osób widok złomiarza budzi wstręt i obrzydzenie. Brudne ciuchy, kilkutygodniowy zarost i niezbyt estetyczny zapach mogą zrazić do siebie nawet najbardziej tolerancyjną osobę. Pan Staszek uważa jednak, że oprócz wad, każdy ze złomiarzy ma jednak jedną ważną zaletę. – Sprzątamy miasto. Często śmiejemy się we własnym gronie, że prezydent powinien płacić nam grubą kasę za „wyczyszczenie” piaskownic z puszek po piwie, lasów z kartonów po sokach, czy osiedli z przeróżnych śmieci. Między innymi dzięki nam to miasto jeszcze jest czyste – kończy z uśmiechem pan Staszek.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz