Władze gminy Wierzchosławice zastanawiają się nad sprzedażą farmy fotowoltaicznej, która od wielu lat przynosi ogromne straty. Gigantyczne zarobki, które obiecywano sześć lat temu, kiedy farma oddawana była do użytku, przerodziły się w gigantyczne zadłużenie, które wynosi obecnie ponad 3 mln zł. Wójt tamtejszej gminy, Zbigniew Drąg mówi otwarcie, że farma jest niczym „kamień u szyi”, ale widzi światełko w tunelu.

Farma fotowoltaiczna w Wierzchosławicach wybudowana za ponad 10 milionów złotych była pierwszym tego typu obiektem w kraju. Ówczesny wójt gminy Wierzchosławice szacował, że przy rocznym nasłonecznieniu wynoszącym 1300 godzin, zyski z farmy słonecznej wyniosą ok. 750 tys. zł na rok. Zastanawiano się nawet nad rozbudową elektrowni do mocy 10 MW, co miało powiększyć przychody nawet do 7,5 mln zł rocznie. Dziś już wiadomo, że wielkie plany okazały się wielkim problemem i gmina nie dość, że nie czerpie z farmy żadnych zysków, to dodatkowo musi dopłacać do niej około pół miliona złotych rocznie. Oprócz tego na gminie ciąży również kredyt, z którego do spłaty pozostało jeszcze ponad 3 mln zł.
Jakiś czas temu zakończyła się już jednak realizacja projektu unijnego i gmina uzyskała możliwość sprzedaży farmy. Zadowolenia z takiego stanu rzeczy nie ukrywają mieszkańcy Wierzchosławic, którzy twierdzą, że gminne władze powinny zrobić wszystko, aby znaleźć chętnego do przejęcia działki z tysiącami paneli słonecznych. – Przez farmę mamy tylko same problemy. Zamiast przeprowadzać w gminie nowe inwestycje, nasze władze zmuszone są spłacać olbrzymie raty kredytu. Przez chwilę poczuliśmy się wyróżnieni, kiedy w całym kraju mówiono o nas, jako o miejscowości z pierwszą tego typu farmą. Dzisiaj jesteśmy pośmiewiskiem.
Pojawiły się głosy, że farma mogłaby zostać przekazana za darmo spółce Bruk-Bet Solar, założonej w 2014 roku w wyniku współpracy firmy Bruk-Bet i firmy Georyt Solar – wykonawcy elektrowni w Wierzchosławicach. Zapytany o całą sytuację Tomasz Piotrowski, prezes Energii Wierzchosławice zarządzającej tamtejszą farmą mówi, że rada nadzorcza zdecydowała, aby w tej sprawie nie przekazywać żadnych informacji. – Jedyną osobą, która może wypowiadać się w tym temacie, jest wójt gminy Wierzchosławice. Sami nie zamierzamy komentować tej sprawy. Z kolei z nieoficjalnych informacji, jakie udało się uzyskać od przedstawicieli spółki Bruk- Bet Solar wynika, że o kwestii ewentualnego przejęcia farmy słyszą po raz pierwszy i takie informacje należy traktować wyłącznie w formie plotki.
Zbigniew Drąg, wójt Wierzchosławic nie ukrywa, że farma jest powodem wielu gminnych problemów, jednak wierzy w to, że niedługo staną się one jedynie złym wspomnieniem. – Patrząc przez pryzmat ostatnich lat, to farmę traktujemy jak „kamień u szyi”. Kiedy zapadała decyzja dotycząca jej budowy, zasiadałem w radzie gminy. Byłem jednym z trzech radnych, którzy zagłosowali przeciwko tej inwestycji. Dziwiłem się radnym popierającym ten projekt, bo przecież każdy powinien zdawać sobie sprawę z tego, że w naszym klimacie słońce może dostarczać energii przez 3-4 miesiące, a to zdecydowanie za mało, aby móc czerpać zyski. Dziś okazuje się, że mieliśmy rację. Jednym z głównych powodów, dla których farma okazała się nietrafionym pomysłem, jest również drastyczny spadek ceny energii słonecznej. W 2012 spółka zarabiała na niej ponad 400 zł na 1 MWh, a dziś jest to niecałe 200 zł. Różnica jest gigantyczna. Dodatkowo urządzenia się psują i nie są w stanie pracować na 100 proc. swoich możliwości.
Jakiś czas temu gmina rozważała ogłoszenie upadłości farmy, jednak szybko zrezygnowano z tego pomysłu. Dlaczego? W zastaw pod jeden z kredytów zaciągniętych na budowę obiektu oddano Centrum Kultury Wsi Polskiej, więc nikt nie chciał ryzykować, aby budynek trafił pod młotek.
Wójt Wierzchosławic twierdzi, że w tej chwili brane są pod uwagę dwie opcje, które mogłyby pozwolić gminie na uwolnienie się od długów. – W pierwszej kolejności będziemy rozmawiać z przedstawicielami firmy Tauron, aby podnieśli stawki za wytworzoną przez nas energię. Drugi wariant, który mocno bierzemy pod uwagę, wiąże się ze sprzedażą farmy. Ciężko jednak stwierdzić, czy znajdą się chętni wyłożyć 5-6 mln zł za ten obiekt. Jeżeli jednak pojawiłby się odpowiedni kontrahent, być może bylibyśmy skłonni sprzedać farmę wyłącznie za kwotę, na którą jest obecnie zadłużona, zwłaszcza że w obecnych czasach podobne obiekty buduje się już za kwoty w granicach 3 mln zł. Kwestia przyszłości elektrowni jest w dalszym ciągu otwarta.
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.