Wiktor Gniewek, czyli jak tarnowianin podbija Dubaj

 

Kiedy w wieku 19 lat wyjeżdżał na turniej tenisa stołowego do Dubaju, nie spodziewał się, że zakotwiczy tam na dobre. Dziś 28-letni Wiktor Gniewek, jako model figuruje na okładkach arabskiej prasy i grywa w filmach krótkometrażowych. Co więcej, właśnie podpisał kontrakt z federacją tenisa stołowego Zjednoczonych Emiratów Arabskich i stał się… selekcjonerem tamtejszej reprezentacji!

8
Wiktor Gniewek wraz ze swoimi podopiecznymi

TENIS STOŁOWY WE KRWI
To, że w swoim życiu postawił na ping-ponga, nie powinno nikogo dziwić. W tenisa stołowego grali jego rodzice: Walentyna i Andrzej oraz siostra Karolina. – Nigdy nie byłem do tego przez nikogo zmuszany. Zawsze sam, z miłą chęcią, wsiadałem z tatą do samochodu i jechaliśmy na trening – wspomina dziś Wiktor. W wieku 13 lat trafił do reprezentacji Polski juniorów. Musiał przeprowadzić się do Gdańska, gdzie w jednym z tamtejszych klubów trenował pod okiem samego Andrzeja Grubby. – Byłem naprawdę dobrze zapowiadającym się pingpongistą. W kategorii juniorów toczyłem wyrównane boje ze słynnym niemieckim zawodnikiem Dmitrijem Owczarowem, który nie tak dawno sięgnął po tytuł mistrza Europy, a na ostatnich Igrzyskach Olimpijskich w Londynie, zdobył brązowy medal. Tenis stołowy wymaga naprawdę sporo ciężkiej pracy i wytrwałości. Mieszkając w Gdańsku, poza domem przebywałem od godziny 7 do 23, wliczając w to szkołę, trening na hali, basen i odnowę biologiczną. Co roku wyjeżdżaliśmy na dwumiesięczne zgrupowania do Chin, gdzie trenowaliśmy po 9 godzin dziennie. Rakietki do tenisa stołowego musieliśmy wymieniać co dwa tygodnie, bo tak szybko się zużywały.

Kiedy miał 19 lat, wraz z reprezentacją Polski juniorów pojechał na turniej do Dubaju. Ten wyjazd zupełnie odmienił jego życie. – Wygraliśmy zorganizowany przez szejków międzynarodowy turniej. Nasz wybitny poziom gry, tak bardzo im się spodobał, że ci… zaproponowali nam pracę. Koledzy z kadry zdecydowali się kontynuować karierę, natomiast ja, gdy tylko wróciłem do Polski, postanowiłem się spakować, pożegnać z rodziną i rozpocząć przygodę swojego życia – nie ukrywa zadowolenia Wiktor.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Mariusz Chryk i jego wina

Na początku został trenerem jednego z klubów, który występował w najwyższej lidze tenisa stołowego w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. – Zdawałem sobie sprawę z tego, że tamtejsi zawodnicy nie prezentują tak wysokiego poziomu jak ten, z którym miałem do czynienia w Europie, czy chociażby Polsce. Sam także musiałem odnaleźć się w nowym otoczeniu. Dubaj, to jednak nie Tarnów. Na początku obawiałem się aklimatyzacji, ale obawy okazały się bezpodstawne. W Dubaju nie można czuć się osamotnionym! Mieszkają tam ludzie z ponad 300 krajów. Sklepy, restauracje i dzielnice dostosowane są do każdej kultury. Jest nawet ulica, na której znajduje się osiem kościołów różnych wyznań. Jeżeli dodatkowo znasz język angielski, to bez problemu tam się odnajdziesz.

POSADA, KARIERA I BIZNES
Pokonując kolejne szczeble w ping-pongowej hierarchii, Gniewek otrzymał posadę selekcjonera kadry juniorów Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Dodatkowo pełniąc obowiązki menadżera, organizował seniorskiej reprezentacji tego kraju, obozy sportowe na terenie Polski. Zaskarbił sobie serca szejków na tyle, że ci po kilku latach owocnej współpracy, postanowili powierzyć mu posadę selekcjonera pierwszej reprezentacji. – Będąc menadżerem miałem kontakt z tamtejszymi zawodnikami. Obdarowano mnie zaufaniem i powierzono prowadzenie seniorskiej reprezentacji. Podpisaliśmy kontrakt na 12 miesięcy. Przedstawiono mi plany rozwoju tamtejszego ping-ponga. Głównym celem są przyszłoroczne Mistrzostwa Świata. Chcielibyśmy osiągnąć na nich jakiś sukces. Być może kiedyś dane będzie mi trenować reprezentację Polski? Nie ukrywam, że jest to jedno z moich największych marzeń – mówi Wiktor.
Obecnie oprócz trenowania kadry Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Gniewek prowadzi własny biznes, a jest nim otwarta w Dubaju prywatna akademia tenisa stołowego, w której ćwiczy ponad 300 osób z różnych zakątków świata i w różnym wieku. – Są dzieci, młodzież, ale i także osoby starsze, które po dniu ciężkiej pracy, przychodzą się zrelaksować. Tego typu atrakcji brakuje mi w Tarnowie. W tym celu, w lutym tego roku, rozpocząłem starania w tarnowskim magistracie o uzyskanie zgody na budowę w rejonie ulicy Romanowicza Akademii Sportów Olimpijskich. Projekt jest gotowy, miejsce wybrane, jednak w dalszym ciągu sprawa nie została ruszona. Mam nadzieję, że włodarze miasta, wyrażą w końcu swoje stanowisko i że będzie ono pozytywne, bo tego typu obiekt należy się tarnowianom. Chciałbym, aby młodzi ludzie nie musieli wyjeżdżać z miasta, tak jak miało to miejsce ze mną, tylko tutaj mogli rozwijać swoje pasje i zainteresowania. Wychować tarnowskiego mistrza olimpijskiego w swoim mieście, to naprawdę byłoby coś!

WARTO PRZECZYTAĆ:   Energia czy ściema?

CHŁOPAK Z OKŁADKI
Wiktor Gniewek oprócz ping-ponga zajmuje się także… modelingiem. – Cała historia rozpoczęła się, tuż przed wyjazdem do Dubaju. Siostra zaproponowała mi, abym wziął udział w castingu do reklamy marki Nivea. Sceptycznie do tego wszystkiego podchodziłem. Dodatkowo okazało się, że na miejscu było ponad 150 mężczyzn w głównej mierze takich, którzy zajmowali się tym profesjonalnie. Nie dawałem sobie zbyt dużych szans, ale ostatecznie… to mnie wybrano do nakręcenia reklamy. Postanowiłem więc, że również i w tej branży poszukam swojego szczęścia.

Karierę modela kontynuuje w Dubaju, gdzie występuje m.in. w reklamach tak znanych marek, jak Hackett, Atlantis, Emirates Airlines. – Podpisałem kontrakt z jedną z większych agencji modeli w tamtym kraju. Dzięki temu brałem udział w pokazie mody na Dubai Fasion Week, a moja twarz pojawia się na okładkach tamtejszych magazynów, w reklamach telewizyjnych, czy… filmach krótkometrażowych. Aktorstwo, to kolejna moja miłość, którą zarazili mnie aktorzy tarnowskiego teatru, jak chociażby Mariusz Szaforz. Na pytanie, czy jest osobą rozpoznawalną, tylko się uśmiecha – W środowisku tenisa stołowego i modelingu, jak najbardziej. Jednak w restauracji, raczej mało kto przychodzi po autograf, kiedy obok ciebie siedzi Akon, Maradona lub Jessica Alba, która właśnie przed chwilą przyleciała na zakupy.

Tarnowianin w dalszym ciągu chce się rozwijać, przy okazji wierząc w rozwój swoich tarnowskich kolegów. – Ping-pong otworzył przede mną świat. Dzięki niemu mogę podróżować, poznawać i wciąż uczyć się nowych rzeczy. Młodzi ludzie powinni stawiać sobie cele i dążyć do ich realizacji. Nie mogą bać się ryzyka. Wierzę w to, że każdego młodego tarnowianina stać na to, aby osiągnąć sukces. Nie tylko w swoim mieście, ale także w kraju, a nawet i w świecie, który stał się tak mały, że dziś podróż z Polski do Zjednoczonych Emiratów Arabskich trwa pięć godzin. Tylko pięć godzin od spełnienia swoich marzeń…

WARTO PRZECZYTAĆ:   W Rzepienniku Strzyżewskim stawiają na sport

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz