Ella Zolotarenko – Zarazić ukraińskim malarstwem

Ella Zolotarenko tuż po wybuchu wojny na Ukrainie znalazła schronienie w gminie Bolesław w powiecie dąbrowskim. 49-latka jest nauczycielką z wykształceniem artystycznym i psychologiem, a w swojej ojczyźnie zajmowała się działalnością arteterapeutyczną, wykorzystując do tego tradycyjny ukraiński styl malarstwa dekoracyjnego Petrykivka. Pani Ella nie ukrywa, że chciałaby w naszym kraju zostać na dłużej i ukraińskim malarstwem zarazić polskie dzieci.

Ella Zolotarenko urodziła się we Lwowie. To tam organizowała wiele wystaw, na których prezentowała swoje dzieła wykonane techniką malarstwa Petrykivka. – To tradycyjny ukraiński styl malarstwa dekoracyjnego, wywodzący się ze wsi Petrykivka w obwodzie dniepropietrowskim na Ukrainie, gdzie tradycyjnie malowano nim ściany domów i przedmioty codziennego użytku. O tym, że prace wykonane właśnie tą techniką są wyjątkowe i unikatowe decyduje sposób ich malowania. Wykonuje się je palcami oraz pędzelkami z… sierści kota. Zdobienie w tym stylu łączy w sobie tradycyjne wzory z nowoczesnymi motywami współczesnych twórców. Obrazy Petrykivką wykonuje się na porcelanie, szkle, ceramice, drewnie, meblach, odzieży czy ścianach budynków. Jak fantastyczna jest to sztuka, niech świadczy fakt, że malarstwo z Petrykivki zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa niematerialnego UNESCO – mówi Ella Zaotorenko, która niedawno swoje prace zaprezentowała na wystawie w Biurze Wystaw Artystycznych w Tarnowie. – To była kolejna moja wystawa w tym regionie. W 2020 roku, tuż przed wybuchem pandemii koronawirusa, moje prace można było podziwiać w DDK w Dąbrowie Tarnowskiej. Wówczas podczas wernisażu zaprezentowałam także drobne rękodzieło oraz malowaną ręcznie odzież, w postaci sukni i bluzek, w których zaprezentowały się moje przyjaciółki oraz córka. Polska jest drugim po Turcji krajem, w którym poza Ukrainą mogłam zademonstrować swoje dzieła.

Polska przystanią w ucieczce przed wojną
O tym, że pani Ella po raz drugi zjawiła się w naszym kraju ze swoimi pracami, zadecydowała wojna na Ukrainie. Pomimo tego, że jej córka studiowała w Polsce, a ona sama często ją odwiedzała, nie planowała na stałe tutaj się osiedlać. – We Lwowie miałam swoją pracownię. Prowadziłam w ramach warsztatów mobilnych indywidualne i grupowe zajęcia. Zainteresowanych nauką było wiele osób w wieku od 5 do ponad 60 lat. Sytuacja związana z wojną wszystko jednak zmieniła. W Bolesławiu mam polską koleżankę. Od razu zaproponowała mi, abym u niej zamieszkała. Ukrainę mógł opuścić także mój mąż, który ze względu na swój wiek bez problemu przekroczyłby granicę. Nie chciał jednak tego robić. Oznajmił mi, że nie chce zostawiać naszego domu i zamierza pozostać we Lwowie. Sama nie miałam żadnych problemów, aby zaadoptować się w nowym kraju. Zresztą rodzina mojej przyjaciółki, u której się zatrzymałam, przyjęła mnie z otwartymi rękoma. Traktują mnie jak członka swojej rodziny. Jestem im za to ogromnie wdzięczna – mówi pani Ella, która m.in. w ramach wdzięczności na ścianie korytarza domu, w którym znalazła schronienie, wykonała techniką malarstwa Petrykivka sporych rozmiarów mural. – Tym stylem zafascynowałam się, kiedy miałam 10 lat. Wówczas do jednej z fabryk, gdzie produkowane były produkty ozdabiane tą metodą, zabrał mnie mój tata. Mieszkańcy Ukrainy przed wieloma laty właśnie w tym stylu malowali swoje domy. W malarstwie Petrykivki dominują formy roślinne, zwłaszcza kwiatowe. Obrazy roślinne często są łączone z ptakami, a czasem z wizerunkami zwierząt i ludzi przedstawianymi w fantazyjnej formie. Ogólny projekt zbudowany jest wokół jednej lub więcej łodyg roślinnych, do których przyczepione są wszystkie kluczowe elementy kompozycji. Każdy z namalowanych obrazów ma w sobie pewną symbolikę. Kwiaty symbolizują dom oraz spokój. Malując kalinę, nawiązujemy do młodości, a ptaki odzwierciedlają dobre wieści.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Jakub Zając: "Belfer" otworzył mi drzwi
Ella Zolotarenko

Warsztaty dla polskich dzieci
Ella Zolotarenko nie ukrywa, że zdecydowanie więcej czasu pochłania wymyślenie obrazu, który namaluje, niż sama praca z farbami. Profesjonalni artyści Petrykivka pracują głównie bez gotowych szkiców i nie używają przyrządów pomiarowych. Zamiast tego opracowują kompozycję oczami wyobraźni i nie rozpoczynają realizacji, dopóki nie zostanie ona w pełni przemyślana. Sama praca nad obrazem trwa od kilku godzin, do kilku dni, w zależności od jego wielkości oraz materiału, na jakim zostanie wykonany. – Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy byłam w Polsce, to dla jednej ze szkół wykonałam ponad 20 sukienek, na których znalazły się kwiaty i ptaki wykonane techniką Petrykivka. Nauczycielki chciały wykorzystać te ubrania do jednego z przedstawień dotyczącego folkloru. Były nimi zachwycone! – mówi pochodząca ze Lwowa artystka, która nie ukrywa, że w dalszym ciągu ciężko o uśmiech na jej twarzy, kiedy pomyśli o ostatnich dniach, które spędziła na Ukrainie. – Cały czas starałam się pracować, ale było to niemożliwe. Pomimo tego, że mieszkałam w stosunkowo bezpiecznym Lwowie, to co chwilę słychać było syreny alarmowe. W takich warunkach naprawdę ciężko było skupić się na pracy. Dodatkowo przez mój dom przewijało się mnóstwo Ukraińców, którzy spędzali u mnie kilka dni, licząc na to, że w końcu uda im się wyjechać z kraju. Z racji tego, że jestem również psychologiem, to starałam się podtrzymywać ich na duchu i okazywać wszelkie możliwe wsparcie. Stosowałam wobec nich m.in. arteterapię, czyli leczenie przez sztukę. Przynosiła ona fantastyczne rezultaty. Bardzo często stosuje się ją w leczeniu: lęków, depresji, innych zaburzeń afektywnych, nerwic, uzależnień, czy problemów w relacjach rodzinnych. Coraz częściej wykorzystywana jest również w profilaktyce społecznej, w tym w pracy z osobami zagrożonymi wykluczeniem społecznym. Nic więc dziwnego, że również zastosowana u ludzi uciekających przed zagrożeniem, jakim była wojna, okazała się skuteczna.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Piotr Czarniecki: Z bębnem do Afryki

Pochodząca ze Lwowa artystka nie chce wracać na Ukrainę. Twierdzi, że w Bolesławiu znalazła drugi dom i chciałaby w Polsce zamieszkać na stałe. – Chciałabym znaleźć tutaj pracę. Przede wszystkim skupiam się na tym, aby znaleźć zatrudnienie w swoim zawodzie. Mam nadzieję, że za jakiś czas dołączy do mnie mój mąż, a ja otworzę w Polsce swoją pracownię artystyczną. Byłoby wspaniale, gdybym mogła zajmować się tutaj tym samym, czym zajmowałam się na Ukrainie. Po cichu liczę na to, że w przyszłości będę organizować warsztaty artystyczne dla polskich dzieci. Jestem przekonana, że taki styl, jakim jest Petrykivka, na pewno przypadłby im do gustu. Mam dług wdzięczności wobec Polaków i zamierzam go spłacić, dając coś w zamian od siebie – kończy Ella Zolotarenko.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.