Jak pewnie wiecie, zanim trafiłem do TEMI, przez 7 lat byłem dziennikarzem w różnych mediach zajmujących się wyłącznie piłką nożną. W tym czasie praktycznie co tydzień jeździłem na różne stadiony w naszym kraju, skąd pisałem relacje meczowe (miałem wstęp nie tylko na trybunę prasową, ale również na klubowe korytarze, czy tuż przed drzwi szatni zawodników).
Dla chłopaka, który od dziecka był zakochany w futbolu, to wielka sprawa, jednak te 7 lat zupełnie odmieniło mój stosunek do polskiej piłki oraz do polskich zawodników (oczywiście nie do wszystkich, ale jednak do większości).
Opiszę Wam dziś jedną z dziesiątek przedziwnych historii, których byłem świadkiem. Wylądowałem na meczu ostatniej kolejki polskiej ligi. Zespół, który przyjechał w roli gości, do utrzymania się w lidze potrzebował remisu, jednak ostatecznie dość wysoko przegrał. Akurat kapitan tej drużyny był moim dobrym znajomym, więc bez problemu załatwiłem sobie z nim pomeczową rozmowę. Stanąłem pod szatnią, a kapitan po chwili wyszedł z pomieszczenia. Rozmowa przebiegała w następujący sposób:
– Cześć.
– Cześć Seba.
– Pewnie jesteś smutny, że nie udało utrzymać się wam w lidze?
– Nagrywasz już tę rozmowę, czy jeszcze nie? Nie? To dobrze. Powiem ci coś… Szczerze, to mam to w dupie, czy spadliśmy, czy byśmy się utrzymali…
Zgłupiałem, ale słucham dalej.
– Już dwa miesiące temu dogadałem się z innym klubem, więc wiedziałem, że w przyszłym sezonie i tak tutaj nie będę grał. Bądźmy szczerzy – ten klub nie ma przyszłości. Na mecze chodzi mało kibiców, więc nawet nikt z nich nie będzie przeżywał, czy drużyna będzie grać w tej, czy w niższej lidze.
Byłem w szoku, ale to co wydarzyło się za chwilę już całkowicie mnie sponiewierało. W pewnym momencie słyszę za swoimi plecami „przepraszam”. Myślałem, że to jakiś kierownik drużyny, albo trener udaje się do szatni przegranej drużyny, która właśnie co spadła z hukiem z ligi. Nic bardziej mylnego. Obracam się i widzę… dostawcę, który ze specjalnym wózkiem wjeżdża do szatni przegranych z 15 pizzami i 10 butelkami 1,5 litrowej coli. Za chwilę z głośników puszczono muzykę i zaczęto świętować koniec sezonu. Nikomu nie przeszkadzało, że na trybunach siedzieli jeszcze załamani kibice, którzy przejechali ponad 200 km, aby w ostatnim meczu wspierać swoją drużynę, marząc o pozostaniu w lidze.
Tak wygląda polska piłka od kuchni. Mecz, który widzą Państwo w telewizji jest zaledwie niewielką częścią futbolowego życia. Życia, które większość kibiców bierze na poważnie. Ja też taki byłem. Na całe szczęście przejrzałem na oczy… Futbol to jedynie zabawa. Piłkarze (nie wszyscy, ale w większości) mają gdzieś wyniki, kibiców i ostateczne miejsce w lidze. Liczy się kasa, dobry samochód i kolejna fajna laska przy boku. Piłka to tylko miły dodatek. Przykre, ale prawdziwe…