Znacie to powiedzenie, mówiące o tym, że nie ma ludzi niezastąpionych? Na pewno… Wiele razy pada ono z ust osób, przeważnie współpracowników i osób bliskich, którzy po odejściu swojego kolegi wygłaszają taką tezę. Być może się ze mną zgodzicie lub nie, ale w moim odczuciu takie słowa są jedną z największych bzdur o jakich słyszałem. Pozwolicie, że wytłumaczę Wam dlaczego…
W historii świata mamy wiele przypadków osób, które zmieniały jego kształt, które odcisnęły na nim swoje piętno i dziś żyjemy w takich, a nie innych warunkach. Każdy z nas ma też w swoim życiu kilku „bohaterów” z którymi zżył się, kiedy jeszcze chodzili po tym świecie i byli dla nas swego rodzaju mentorami.
W moim przypadku, jako pierwszy do głowy przychodzi mi ŚP. Paweł Zarzeczny. Niesamowity dziennikarz, słynący z kapitalnej wiedzy i nieszablonowego języka. Niestety od kilku lat nie ma go już z nami. Pokonała go choroba. Z wypiekami na twarzy czytałem kolejne jego artykuły, czy też oglądałem jego programy TV. Dziś takiego dziennikarza nie ma. Po prostu nie ma… Można opowiadać jakieś bzdury o tym, że zawsze ktoś wypełni pustkę po jakiejś wspaniałej jednostce, ale moim zdaniem to bzdury i jedynie w jakimś stopniu poprawienie sobie nastroju tym, że już nigdy nie będzie tak samo.
Drugi przykład? Proszę bardzo – Kazimierz Deyna, czyli jeden z najlepszych (o ile nie najlepszy) pomocnik w historii polskiej piłki. Od jego tragicznej śmierci minęło ponad 30 lat i co? Przez ponad 30 lat przewinęło się w Polsce tysiące, jak nie miliony piłkarzy i żaden z nich nawet nie zbliżył się do jego poziomu! Ani jeden! Minęło ponad 30 lat!
Takich przykładów jest całe mnóstwo. Nie trzeba nawet szukać w „wielkich tego świata”, a wystarczy przyjrzeć się naszemu lokalnemu podwórku lub rodzinie…
Zacznijmy doceniać tych ludzi, których mamy wokół siebie, bo wcześniej czy później zorientujemy się, że jednak byli niezastąpieni…
Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.