Pewnie nie raz słyszeliście w swoim środowisku to zdanie - Nie mam na kogo głosować, więc wybiorę mniejsze zło. No właśnie...

Oddać głos na „mniejsze zło”, czy w ogóle nie głosować?

Pewnie nie raz słyszeliście w swoim środowisku to zdanie – „Nie mam na kogo głosować, więc wybiorę mniejsze zło” lub takie – „Nie mam na kogo głosować, więc nie idę na wybory”. No właśnie…

Ci, którzy mówią, że nie pójdą na wybory, bo nie ma na kogo oddać głosu, najczęściej spotykają się z atakiem – „Jak nie oddasz głosu, to później nie narzekaj, że w Polsce jest tak, jak jest”. Czy jest to jednak prawda? Pochylmy się nieco nad tym…
Może nie zgodzicie się Państwo ze mną (i macie do tego absolutne prawo), ale moim zdaniem dużo lepszym rozwiązaniem jest… brak udziału w wyborach, niż oddanie głosu w naszym mniemaniu na „mniejsze zło”. Dlaczego? Już tłumaczę…

Będąc osobą logicznie myślącą, za jaką się uważamy, zawsze wybieramy dla siebie co dobre. Chcemy dla siebie, dla swojej rodziny, dla swoich przyjaciół wszystkiego, co najlepsze. Wybierając „mniejsze zło” z góry oznajmujemy, że wybieramy ZŁO, a przecież na tym, aby było nam źle, na pewno nam nie zależy. Niezależnie, czy to zło będzie, większe, czy mniejsze, zawsze jest złem. Oddając głos, zaprzeczamy sobie, zaprzeczamy własnym wartościom, własnemu sumieniu.

W takim wypadku powinniśmy… zrezygnować z udziału w wyborach. Tak uważam, chociaż mam świadomość, że niektórzy z Państwa będą mieć na ten temat inne zdanie. Niektórzy będą się wówczas bać oskarżeń, że „skoro nie głosowałeś, to nie krytykuj, bo mogłeś wybrać lepiej i wpłynąć na lepsze losy naszego kraju”. Nie do końca jest to prawda…

Naszym zachowaniem (brakiem udziału w wyborach) również oddaliśmy głos. Naszym głosem było celowe ominięcie urny wyborczej, ponieważ uznaliśmy, że żaden z kandydatów nie zasłużył na nasze poparcie. Doszliśmy do wniosku, że obojętnie na kogo byśmy nie zagłosowali i tak ta osoba nie wpłynie na poprawę naszego życia. To również jest głos.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Sierpień miesiącem trzeźwości

Swój głos niezadowolenia możemy wyrazić protestując. Brak udziału w wyborach jest więc takim głosem protestu. W moim odczuciu zdecydowanie lepszym posunięciem, niż oddanie głosu na „mniejsze zło”.

Człowiek odpowiedzialny, który jest świadomy, co jest ważne w jego życiu i czym się w nim kieruje, nie może głosować na „zło”. Jeżeli mamy być fair wobec siebie, nie głosujmy. Nie przejmujmy się również później komentarzami – „nie głosowałeś, nie krytykuj, nie zabieraj zdania”.

Nie głosowałem, bo nikt nie był godny mojego głosu, nikt nie był godny mojego zaufania. To również ważny głos w wyborach…
Sam zresztą zmieniłbym w naszym kraju jeden, ale bardzo istotny przepis. Wybory prezydenckie lub parlamentarne powinny być ważne, ale tylko kiedy frekwencja przekracza 50 proc.

Wówczas każdy nieoddany głos również byłby… ważny. Dziś brak uczestnictwa w wyborach, nic nie znaczy. Przy takim rozwiązaniu, prezydent i rząd nie zostałby wybrany, gdyby w wyborach nie wzięła udziału więcej niż połowa Polaków.

Wydaje mi się, że to uczciwie postawiona sprawa. Wówczas nikt nie wybierałby pomiędzy „mniejszym złem”, a po prostu nie poszedłby na wybory, które być może trzeba byłoby powtórzyć w nieco innym zestawieniu kandydatów.

I proszę nie mówić, że podczas ostatnich wyborów frekwencja jest znacznie wyższa niż 50 proc. Jest wyższa, ponieważ nie obowiązuje przepis, o którym przed chwilą wspomniałem. Nie ma bowiem żadnej gwarancji, że w sytuacji, gdyby obowiązywał, frekwencja byłaby na podobnym poziomie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *