W ostatnich dniach byliśmy świadkami lekkoatletycznych Mistrzostw Europy. Pomyślicie – impreza sportowa, jak impreza sportowa, co w niej nadzwyczajnego? Okazuje się bowiem, że była wyjątkowa. I to naprawdę wyjątkowa. Dlaczego?
Tuż przed imprezą Europejska Unia Nadawców (EBU) oraz European Athletics wydały nowe wytyczne dla realizatorów transmisji telewizyjnych, które zaleciły… unikanie zbliżeń na pośladki, piersi i inne intymne części ciała zawodniczek. Celem tych przepisów jest walka z seksualizacją sportu kobiecego i skupienie się na rywalizacji sportowej. Główne założenia nowych wytycznych? Zakaz robienia długich, niezwiązanych z akcją zbliżeń na pośladki, nogi czy klatkę piersiową. Ograniczenie ujęć od tyłu oraz z bardzo niskiej perspektywy. Kamery mają pokazywać technikę, emocje, wysiłek i wyniki sportowe zamiast walorów estetycznych ciała.
I tak też wyglądały te Mistrzostwa Europy. Zawodniczki najczęściej były pokazywane od pasa w górę, a kiedy tylko na ekranie chociaż na sekundę ukazywał się pośladek, realizator od razu zmieniał kamerę. Wyglądało to komicznie i z profesjonalizmem nie miało kompletnie nic wspólnego.
I ja się tak naprawdę Szanowni Państwo zastanawiam nad jednym… Te wszystkie zawodniczki poświęciły swoim treningom lata. To była niejednokrotnie walka z bólem, ze swoimi słabościami, aby w końcu stanąć na międzynarodowej arenie i zaprezentować nie tylko swoje umiejętności i ciężką pracę w postaci końcowego wyniku, ale także zdrowej sylwetki, jaką zbudowały.
Teraz jakieś „oszołomy”, bo inaczej tego nazwać nie można, pod przykrywką jakieś autocenzury i walki o „dobry smak”, zakazują ukazywać całych postaci zawodniczek, aby tylko nie eksponować w telewizji ich piersi, nóg, pośladów, itp., itd.
W tym samym czasie telewizje przesiąknięte są reklamami i programami, gdzie promuje się seksualizację i to na różne sposoby. Z każdego kolejnego teledysku aż wylewa się soft po**o, a temat seksualizacji wprowadzany jest do szkół, pomimo wielu słów krytyki ze strony rodziców dzieci.
Przecież całe te wytyczne, to jest „cyrk dla pelikanów” i robienie z ludzi idiotów. No, ale żyjemy w świecie, gdzie marchewkę traktuje się, jak owoc, a ślimaka jak rybę, więc czemu tu się dziwić?
Nie zdziwcie się zatem, jeżeli za chwilę wszystkie lekkoatletki, bez względu na narodowość, będą występować w burkach lub też w trakcie transmisji na ich ciała będą nakładane czarne paski z cenzurą. Ten świat już tak zidiociał, że żadne rozwiązanie mnie nie zaskoczy…

