Sprawa księdza Teodora z Teobańkologii, czyli czas mija, nic się nie dzieje, a kolejne oskarżycielki pojawiają się w przestrzeni publicznej…
Pamiętacie, jak dosyć dawno pisałem Wam o sprawie ks. Teodora Sawielewicza i tym, że kilka kobiet zaczęło go oskarżać o niewłaściwe zachowania. W styczniu 2026 r. „Gazeta Wyborcza” opisała relację kobiety występującej pod zmienionym imieniem Anna. Twierdziła ona, że podczas modlitwy prowadzonej przez telefon ks. Sawielewicz zadawał jej intymne pytania i przekraczał granice właściwe relacji duszpasterskiej. W kolejnych miesiącach pojawiły się także relacje innych kobiet dotyczące kontaktów z duchownym. Warto jednak zaznaczyć, że są to relacje i zarzuty opisywane przez media, a nie prawomocne ustalenia sądu.
W oświadczeniu opublikowanym 6 lutego 2026 r. duchowny wyraził skruchę i przeprosił za błędne rozwiązania duszpasterskie, praktyki modlitewne i porady stosowane wobec Anny kilka lat wcześniej. Podkreślił jednocześnie, że jego intencją było niesienie pomocy oraz zaprzeczył, by pozostawał z nią w relacji intymnej. Ostatecznie ksiądz Teodor Ksiądz został przeniesiony do Wrocławia i wycofał się z aktywności internetowej. Od 1 marca 2026 r. pełni posługę wikariusza w parafii pw. NMP Matki Kościoła we Wrocławiu. Jego aktywność w mediach społecznościowych została zawieszona, natomiast sama Teobańkologia zapowiedziała kontynuowanie działalności modlitewnej.
Teraz temat ks. Teodora powrócił, a to za sprawą materiału, jaki opublikował Onet o wypowiedziach kolejnych kobiet na jego temat. Przeczytałem ten tekst i powiem Państwu szczerze, że… kompletnie mnie nie zaskoczył. Czyli? Kolejne anonimowe kobiety, kolejne zarzuty, na które nie ma potwierdzenia, kolejne historie ukazujące wyłącznie jedną stronę za winną, a drugą za ofiarę. czyli nic nowego…
Kiedy czytam zdanie typu: „Z czasem coraz bardziej niepokoił ją również charakter samego kierownictwa duchowego. W jej ocenie ksiądz próbował doprowadzić do sytuacji, w której byłby dla niej jedynym duchowym autorytetem”, to zastanawiam się, czy piszące artykuł osoby oraz same kobiety, które zgłaszają owe „nieprawidłowości” wiedzą w ogóle, jak wygląda życie we wspólnocie Kościoła katolickiego? Masz bowiem możliwość wybrać swojego spowiednika, który przez pewien czas może być właśnie dla ciebie takim „duchowym przewodnikiem”, „duchowym autorytetem”, dzięki któremu będziesz w stanie walczyć ze swoimi słabościami i grzechami. Dlaczego więc pojawia się zarzut wobec ks. Teodora, że „miał doprowadzić do sytuacji, że ma być duchowym autorytetem”? Przecież w takiej sytuacji to zupełnie coś normalnego! Sam bym się wkurzył, gdybym poświęcał komuś swój czas i energię, licząc na to, że pomogę drugiej osobie, a ta druga osoba w tym samym czasie konsultowałaby swoje problemy z innymi osobami. Po co w takim razie z tym problemem zwracała się na początku do mnie?
Kolejne zarzuty z artykułu Onet: „Chwalił się wprost, że fundacja Teobańkologia powstała na jego cześć, od jego imienia. Opowiadał z dumą, że modli się z nim sławna aktorka czy modelka”. To jest już jakimś zarzutem kompletnie „z czapy” i nawet nie ma sensu się zbytnio nad nim pochylać. Ja też prowadzę projekt Super Cenzor, którego pierwsze litery są od mojego imienia i nazwiska Sebastian Czapliński i co? Mam o tym nie mówić? Albo też nie wypada mi się chwalić, że w swoim życiu przeprowadzałem wywiady ze znanymi politykami, dziennikarzami, sportowcami? Bo co? Z jakiego względu mam tego nie robić? Ktoś chyba konkretnie upadł na głowę, aby z tego robić jakikolwiek zarzut…
Najciekawsze zostawiam na koniec… „Spowiedź (u ks. Teodora) wywołała u niej poważny kryzys związany z Kościołem. – To był taki moment, że chciałam złożyć dokumenty o apostazję i całkowicie odejść z Kościoła. Mimo że Kościół był dla mnie ważny”. Kobieto, kobitko, kobiecino… Jeżeli twierdzisz, że po spowiedzi chciałaś dokonać apostazji, to ten Kościół na pewno nie był dla ciebie ważny. NIKT POWAŻNY i NIKT KTO NAPRAWDĘ JEST BLISKO KOŚCIOŁA, nie myśli o apostazji po JEDNEJ SPOWIEDZI! Jestem w stanie uwierzyć naprawdę w wiele kwestii, ale nie w takie brednie…
Wczoraj został także opublikowany wywiad ze słynną Panią Anią, od której cała ta nagonka na ks. Teodora się zaczęła. Nie będę kłamał – obejrzałem chwilkę, bo dłużej nie dałem rady. Pani Ania ponownie występuje nie pod swoim imieniem, ma zamazaną twarz i znowu opowiada o tych wszystkich krzywdach, których doznała od księdza Teodora. Zastanawia mnie jednak to, dlaczego ona i te wszystkie inne kobiety uderzają ze swoją historią do mediów, które są antykościelne lub też w pewnym sensie walczą z tradycyjnym obrazem Kościoła? Czy nie wydaje się Wam to dziwne? Pani Aniu… Jeżeli chce Pani rzeczywiście wyjaśnić nam wszystkim sprawę z ks. Teodorem, serdecznie zapraszam Panią na wywiad do mojego programu. Z miłą chęcią poświęcę Pani tyle czasu, ile tylko będzie Pani chciała, ale pod jednym warunkiem – będę zadawał pytania, trudne pytania, a nie tylko wsłuchiwał się w Pani historię i na wszystko przytakiwał lub dodatkowo podkręcał Panią, aby mówiła więcej i więcej, byle tylko „dokopać temu książulkowki z Teobańkologii”.
Być może została Pani w jakiś sposób skrzywdzona. Nie wykluczam tego, ale w takim razie zagrajmy w tej sprawie w końcu w otwarte karty, bo wybaczy mi Pani i wybaczcie mi inne „skrzywdzone” kobiety, ale coraz bardziej ta sprawa „śmierdzi mi” zwykłą nagonką na księdza, który robił fantastyczną pracę ewangelizacyjną w sieci, a którą ktoś postanowił zniszczyć. Jeżeli tak było, to wierzę w to głęboko, że to się temu komuś nie uda i „Teobańkologia” wraz z ks. Teodorem wrócą na należne im miejsce.


Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.