Niecenzuralne wyrazy na „k”, czy na „ch” są już tak powszechne w naszym życiu codziennym, że mało kto zwraca uwagę na ich stosowanie w luźnych rozmowach ze znajomymi. Najnowsze badania pokazują, że przekleństw używa praktycznie każdy dorosły Polak. Dlaczego sięgamy po niecenzuralne słowa i czy są sposoby, aby pozbyć się ich z naszego języka?

Strażnicy miejscy nie przymykają oczu i uszu
Z badania przeprowadzonego przez IQS wynika, że 91 proc. Polaków w wieku 15-50 lat przyznaje, że zdarza im się przeklinać. Częściej są to mężczyźni oraz osoby młodsze. Najczęściej przeklinamy w sytuacjach wzburzenia emocjonalnego oraz w sytuacjach stresowych. Co ciekawe, rzadziej używamy wulgaryzmów w sytuacjach zagrożenia oraz jedynie po to, aby wzmocnić wypowiedź lub jako formy mocnego przerywnika. Ciekawostką jest fakt, że zaledwie 42 proc. osób, które wzięło udział w badaniu przeprowadzonym przez IQS, przyznało się, że zdarzyło się im zwrócić komuś uwagę za używanie niecenzuralnych słów. To pokazuje, że coraz większej grupie ludzi „rzucanie mięsem” po prostu nie przeszkadza.
Trzeba jednak pamiętać, że zgodnie z art. 141 kodeksu wykroczeń używanie słów nieprzyzwoitych w miejscu publicznym jest karalne. Wobec sprawcy może zostać zastosowana kara ograniczenia wolności, grzywny do kwoty 1500 zł albo kara nagany. Słowa nieprzyzwoite to słowa, które powszechnie są uznawane za obelżywe/obraźliwe. Nie ma ścisłego, prawnie uregulowanego katalogu wulgaryzmów. Każdorazowo słowa pod kątem ich „przyzwoitości” oceniane są w kontekście panujących norm społecznych, a ceny tej dokonuje policja lub sąd, kiedy dojdzie już do postępowania sądowego.
– W tym roku za stosowanie niecenzuralnego języka na naszych ulicach ukaraliśmy mandatami 14 osób na łączną kwotę 1350 zł. Skierowaliśmy także pięć wniosków do sądu – mówi Marek Futera, kierownik referatu ds. wykroczeń i profilaktyki w tarnowskiej Straży Miejskiej. – W ubiegłym roku te liczby były jeszcze wyższe, ponieważ wówczas ukaraliśmy mandatami 37 osób i 10 spraw skierowaliśmy do sądu. W wyniku pandemii COVID-19 i faktu, że ludzie mniej przemieszczają się po ulicach, a także stosują maseczki, mandatów za przekleństwa w miejscach publicznych jest mniej, niż miało to miejsce przed pojawieniem się koronawirusa. Przedział wiekowy osób, które zostały przez nas ukarane mandatem, jest naprawdę szeroki. Mamy tutaj do czynienia zarówno z osobami, które dopiero co ukończyły 20. rok życia, jak i takimi, które mają ponad 60 lat. Przede wszystkim mandatami za przeklinanie karzemy osoby, które spożywają alkohol w miejscach publicznych i wówczas stosują nieprzyzwoity język. Zdarza się także, że kontrolując jakiś pojazd na drodze, kierowca zaczyna używać niecenzuralnych słów. W takich wypadkach również stosujemy pouczenie lub wypisujemy mandat.
Uczeń też przeklina
Dlaczego przeklinamy? Tutaj powodów jest kilka… Wiele osób uważa, że używanie niecenzuralnych słów jest oznaką braku wychowania, czy niskiej inteligencji. Z kolei z badań przeprowadzonych przez Gilada Feldmana z Uniwersytetu w Maastricht wynika, że przeklinanie może być oznaką… uczciwości, czy kreatywności. Osoby, które wzięły udział w badaniu przeprowadzonym przez Gilada Feldmana, musiały odpowiedzieć na pytania, które wykazały, jak bardzo skłonne są mijać się z prawdą, a następnie wypisywały przekleństwa, jakie na co dzień stosują, w jakich sytuacjach i jak często. Wyniki były zaskakujące, ponieważ okazało się, że im więcej przekleństw ktoś wypisał na kartce, tym rzadziej kłamał. W innym badaniu poddano analizie posty 73 tys. użytkowników Facebooka. Okazało się, że osoby szczere, uczciwe również częściej używały w postach wulgaryzmów.
Postanowiliśmy zapytać dyrektorów tarnowskich szkół, czy również uczniowie często korzystają z niecenzuralnych słów. – Nie zauważyłem, aby dzisiejsza młodzież przeklinała częściej, niż ta, która do szkoły uczęszczała kilkanaście lat wcześniej. Oczywiście zdarzają się sytuacje na szkolnych korytarzach, czy też przed budynkiem szkoły, kiedy młodzież używa niecenzuralnych słów, ale nie jest to powszechne zjawisko. Kiedy dyrektor lub nauczyciel jest świadkiem takiej sytuacji, to upomina ucznia. W praktycznie większości przypadków zwykłe upomnienie przynosi efekt – mówi Władysław Ziaja, wicedyrektor Zespołu Szkół Techniczno-Zawodowych w Tarnowie.
Z kolei Robert Kozioł, dyrektor Zespół Szkół Ekonomiczno-Ogrodniczych mówi, że uczniowie przeklinają przede wszystkim w momencie, kiedy popadają ze sobą w konflikty. – W trakcie napiętej atmosfery pomiędzy dwoma uczniami, kiedy dochodzi do kłótni między nimi, potrafią wyrzucić z siebie niecenzuralne słowa. Zdarza się również, że ktoś używa przekleństw, jako przerywników w swojej wypowiedzi w trakcie rozmowy z kolegą lub koleżanką. Jeżeli jednak taka osoba zauważy, że świadkiem tego był nauczyciel, od razu przeprasza za swoje zachowanie. To chyba dowód na to, że uczniowie są świadomi tego, iż używanie wulgaryzmów jest złe. Kiedy któryś z uczniów nagminnie używa przekleństw, wpisuje się mu uwagę do dziennika, a także przeprowadza się z nim rozmowę wychowawczą. W wielu przypadkach jest to skuteczne i uczeń pilnuje się przy kolejnych wymianach zdań z rówieśnikami.
Czy można wygrać z przekleństwami?
Wiele osób zastanawia się, czy tak szybko, jak zaczęły przeklinać w swoim życiu, tak szybko mogą przestać to robić. Eksperci twierdzą, że najważniejsze to zdać sobie sprawę z tego, że mamy problem z wulgaryzmami. To pierwszy krok do tego, aby znacznie ograniczyć ich stosowanie w języku, którym się posługujemy. Jeżeli przeklinamy w każdym zdaniu, nasza droga do osiągnięcia sukcesu będzie znacznie dłuższa niż w przypadku, gdy przeklinamy jedynie w określonych sytuacjach.
Według Łukasza Kielbana, autora popularnego serwisu „Czas Gentelmanów”, przekleństwa mogą psuć nasz wizerunek i zrażać do nas innych, a same w sobie raczej nie dają żadnych korzyści. Dlatego lepiej usunąć je z codziennego użycia, ale żeby to zrobić musimy nauczyć się wyłapywać momenty, w których przeklinamy i zastępować te słowa neutralnymi, ale równie dobrze tłumaczącymi nasze emocje. Przydaje się tutaj rozbudowywanie własnego słownika. Jeśli natomiast klniemy ze złości, musimy nauczyć się panować nad emocjami. – Wykluczenie przekleństw z własnego słownika, przynajmniej w codziennych sytuacjach, to zawsze dobra decyzja. I jest to w pełni możliwe, ale wymaga samokontroli. Trzeba zacząć dostrzegać je w swojej mowie i wychwytywać, zanim je wypowiemy. Oczytanie na pewno pomaga w dobieraniu odpowiednich słów na każdą sytuację, bo również można komuś poważnie „dogadać”, nie stosując ani jednego przekleństwa. Kluczem jednak będzie zrozumienie, że przeklinając, możemy przypadkiem zepsuć sobie opinię i zrazić do siebie kogoś na kim będzie nam zależało albo kogoś, od kogo zależy coś ważnego dla nas – mówi Łukasz Kielban i dodaje – Szczerze mówiąc, nie słyszę jakoś rażąco więcej mocnych przekleństw, niż miało to miejsce w przeszłości, ale faktycznie coraz częściej słychać stosowanie lekkich wulgaryzmów, a nawet trafiają się osoby przekonujące, że ich znaczenie uległo już zmianie i są to obecnie neutralne słowa, nadające się do stosowania na co dzień. Zawsze jednak używanie wulgaryzmów w sytuacjach, w których możemy zapanować nad sobą, będzie działało na niekorzyść naszego wizerunku w oczach postronnych. To przejaw ubogiego słownika i braku umiejętności dobrania słów, które nikogo nie będą raziły. Najbardziej jednak smuci mnie fakt, że te zwroty przedostały się już do mediów tradycyjnych, a zwłaszcza internetowych. Jeżeli ten trend się nie zmieni, to będziemy musieli się pewnie do tego przyzwyczaić…
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.
Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.