Agnieszka Sumara – Zabawki z włóczki

46-letnia Agnieszka Sumara z Wojnicza od ponad 30 lat zajmuje się szyciem i dzierganiem. Przy użyciu włóczki i szydełka potrafi stworzyć prawdziwe cuda. Oprócz serwetek, łapaczów snów, koszyczków pełnych kwiatów, czy ozdób choinkowych, wykonuje również zabawki, które cieszą się olbrzymią popularnością wśród dzieci.

Agnieszka Sumara

Pani Agnieszka rękodziełem zaczęła pasjonować się, będąc jeszcze dzieckiem. To wówczas z pomocą swojej mamy szyła pierwsze ubranka dla lalek. Będąc już w szkole średniej, zaczęła nawet szyć ubrania dla siebie i znajomych. – Dziś mogę powiedzieć, że to praktycznie uzależnienie. Szydełkuję w każdej wolnej chwili, nawet oglądając telewizję – śmieje się pani Agnieszka. – Wykonałam wiele serwetek, bombek na choinkę, czy stroików wielkanocnych. Pewnego razu zobaczyłam w internecie, że za pomocą włóczki i szydełka można tworzyć również świetnie prezentujące się zabawki w formie przytulanek dla dzieci. Stwierdziłam, że może warto byłoby spróbować. Okazało się to bardzo dobrym posunięciem, bo dziś nie ma tygodnia, abym nie wykonała z włóczki: lalek, myszy, królików, misiów, pszczółek, czy postaci z popularnych bajek animowanych.

Do wykonania maskotki przy użyciu szydełka najlepiej wybrać grubszą włóczkę bawełnianą. Oprócz tego potrzebujemy czarny kordonek, który wykorzystamy na oczy i nosek, a przede wszystkim wypełnienie, np. z jakiejś zużytej poduszki. Najlepiej jest jednak używać do tego certyfikowanej kulki silikonowej. Poza tym ważne jest, abyśmy wybrali do swojej pracy odpowiednie szydełko. Zazwyczaj na etykiecie włóczki, z której będziemy dziergać, jest podane, jakiego szydełka najlepiej użyć.

– Nie jest to zbyt droga pasja. Włóczkę możemy kupić już za 10-12 zł. Do tego potrzebujemy nożyczki i wypełnienie. Najdroższe jest oczywiście szydełko. Najlepiej kupić takie, które starczy nam na dłużej. Wówczas musimy nastawić się na wydatek około 50 zł – mówi pani Agnieszka i dodaje, że wykonanie jednej zabawki zajmuje około jednego dnia. – Wszystko oczywiście uzależnione jest od tego, jak dużą przytulankę zamierzamy uszyć. Najczęściej moje mają kilkanaście centymetrów, ale zdarzyło się mi również uszyć ponad metrową żyrafę. Wówczas jeden dzień na pewno nie wystarczy.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Jacek Góra - Na szczycie Mont Blanc

Mieszkanka Wojnicza pytana o to, dla kogo jest to pasja, bez zastanowienia odpowiada, że przede wszystkim dla ludzi cierpliwych. – Osoby nerwowe na pewno sobie nie poradzą. Niejednokrotnie w naszym szyciu popełnimy błąd i musimy zaczynać pracę niemal od początku. Niejedna osoba rzuciłaby w takim momencie szydełkiem w kąt. Trzeba jednak przyznać, że jest to hobby, które potrafi wyciszyć człowieka. Kiedy zaczynamy szyć, zapominamy o całym otaczającym nas świecie. Poza tym musimy nastawić się na to, że przy dłuższej pracy mogą rozboleć nas oczy oraz kręgosłup. Po kilku godzinach szycia może pojawić się również ból nadgarstków, ale proszę mi wierzyć, że efekt końcowy jest warty tego cierpienia – mówi 46-latka i dodaje, że zaczynając swoją przygodę z szydełkowaniem, nie możemy również zrażać się niepowodzeniami. – Nie czujmy się rozczarowani, kiedy na początku zamiast serwetki wyjdzie nam… czapka. To absolutnie normalne i dopiero po pewnym czasie dojdziemy do wprawy.

Pani Agnieszka ubolewa, że do szydełkowania nie garną się kolejne młode osoby. Nie udało się jej tą pasją zarazić swoich dzieci, a jedynie córka jej siostry próbuje wykonać coś z wykorzystaniem szydełka i włóczki. – Szkoda, bo uważam, że rękodzieło pomimo wszystko, ma przyszłość. Produkty wykonane ręcznie są zdecydowanie solidniejsze od tych produkowanych hurtowo. Poza tym są oryginalne i unikatowe, a także mają coś, czego nie posiadają chińskie podróbki – są wykonane z sercem. Oczywiście czasami ceny takich wyrobów są wyższe, ale wydaje mi się, że 30-50 zł za maskotkę, nad którą spędziło się mnóstwo czasu i włożyło sporo pracy, nie jest wygórowaną ceną – mówi 46-latka, która nie wyklucza, iż w przyszłości chciałaby poprowadzić warsztaty dla dzieci z szydełkowania lub zaprezentować swoje dzieła na jakiejś wystawie. – Gdyby pojawiła się taka możliwość, na pewno bym z niej skorzystała. Mam wiele swoich prac, które prezentuję m.in. w swoim sklepie w centrum Wojnicza, na jarmarkach rękodzielniczych, a także swojej stronie na Facebooku „Agi Hobby Handmade”. Myślę, że mogłyby one przypaść niejednej osobie do gustu. Poza tym, taka wystawa byłaby też szansą na zarażenie szydełkowaniem kolejnych pokoleń. Być może wiele osób uświadomiłoby sobie, że włóczka i szydełko to najlepszy sposób na udowodnienie niedowiarkom, że można stworzyć coś z niczego…

WARTO PRZECZYTAĆ:   W świecie gier

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.