„Szykujcie się na rodzinne bójki. Jest pozwolenie rządu!”. Tak jeszcze 31 grudnia krzyczeli w sieci Internauci. Nie, to nie żarty drodzy Państwo. Na stronie Rządowego Centrum Legislacji z końcem ubiegłego roku opublikowano projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Zgodnie z projektem, przemocą domową nie będzie już jednorazowe pobicie. Zniknie też „przemoc psychiczna”, a Niebieską Kartę policja będzie mogła założyć tylko za zgodą ofiary.
Pomyślą sobie Państwo, że to jakiś słaby żart. Szczerze? W naszym kraju nic mnie już nie zaskoczy. W naszej „krainie mlekiem i miodem płynącej” w życie co chwilę wchodzą takie przepisy, że sam Monty Python by tego nie wymyślił. Tutaj mamy jednak do czynienia z jawnym przyzwoleniem do rodzinnych bójek. Dlaczego? Ponieważ projekt zmienia definicję przemocy domowej. Obecnie brzmi ona: „jednorazowe albo powtarzające się umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste”. W wersji proponowanej przez rząd znika określenie „jednorazowe”. Wydaje się więc, że „damski bokser” może sobie przynajmniej raz pozwolić na bezpieczny sparing z żoną, a żona może wymierzyć cielesną karę mężowi, że ten śmiał skrytykować przygotowaną przez nią zupę. Brzmi groteskowo? Bardziej szokująco…
Na całe szczęście dość szybko zareagował premier Mateusz Morawiecki, który wczoraj wycofał projekt, ponieważ nie wypełniał on priorytetów PiS, nie zawierając bezwzględnej ochrony ofiar przestępstw. Premier napisał na Twitterze: „Przeciwdziałanie przemocy domowej jest priorytetem rządu Prawa i Sprawiedliwości, a polskie prawo musi być klarowne i bez cienia wątpliwości w pełni chronić ofiary. Podjąłem decyzję, że projekt ustawy wróci do wnioskodawców w celu wyeliminowania wszystkich wątpliwych zapisów”.
A teraz trochę pogdybajmy. Wyobrażacie sobie Państwo wejście w życie tak skonstruowanej ustawy? Rodzina – ojciec, matka i dwóch 14-letnich synów.
Ojciec mówi do synów:
– Chłopcy… Najwyższy czas stać się prawdziwymi mężczyznami… Zorganizujemy dziś dla was z mamą mini turniej MMA. Najpierw przeprowadzimy losowanie, kto będzie walczył z kim. Aby wyrównać nieco szanse, mama będzie mogła w trakcie bójki korzystać z tłuczka do mięsa…
To oczywiście tylko żartobliwie przedstawiona sytuacja, ale co w momencie, gdyby rzeczywiście w jakiejś rodzinie doszło do zdarzenia, w którym pijany ojciec skatował swoje małe dziecko. – „Panie władzo, to było pierwszy i ostatni raz. Prawo mi na to zezwala…”. Straszne…
Mam nadzieję, że na durniejsze pomysły (nawet, gdyby miały być one wycofywane jeszcze przed ich uchwaleniem) nasi rządzący nie wpadną. Chociaż patrząc na przykład, jaki daje nam Bruksela, gdzie ślimak staje się rybą, a marchewka owocem, jestem w stanie zaryzykować, że ich ponadprzeciętna kreatywność nie zna granic…