Burmistrz Tuchowa Magdalena Marszałek skarży się na brak należytej opieki medycznej pracowników SOR-u w Szpitalu św. Łukasza w Tarnowie. Sytuacja dotyczyła jej schorowanego ojca, który z ostrą i nieustającą od kilku dni biegunką nie został przyjęty do szpitala i odesłano go do domu.
Emocjonalny wpis na Facebooku
Burmistrz Tuchowa Magdalena Marszałek 24 lutego na swoim koncie na Facebooku napisała bardzo emocjonalny post dotyczący swojego chorego ojca i tego, w jaki sposób został potraktowany na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Szpitalu św. Łukasza w Tarnowie. „Dłużej tego nie wytrzymam i opiszę, bo to już jest ponad moje siły i nie pierwszy raz! I póki jeszcze nie ochłonę i nie powiem sobie po raz kolejny – „Daj sobie spokój, nic nie zmienisz”. Opiszę Wam sytuację, która miała miejsce wczoraj na SOR w Szpitalu św. Łukasza w Tarnowie, gdzie karetka przywiozła mojego tatę. Wczoraj rano wezwaliśmy pomoc, dziękuję całemu zespołowi w karetce, ponieważ załoga z Tuchowa zawsze pomaga i mogę na nich liczyć. Odwieźli tatę do Tarnowa na SOR z ostrą biegunką trwającą od kilku dni, której w żaden sposób nie możemy w domu zahamować. Nie je, ledwo pije, nie ma siły samodzielnie się ubrać, przejść choćby 10 kroków. Oprócz tego ma jeszcze inne bardzo poważne problemy zdrowotne, ale o nich rozpisywać się nie chcę z oczywistych względów” – pisała na Facebooku burmistrz Tuchowa, nie kryjąc w kolejnych słowach oburzenia związanego z pracą medyków w tarnowskim szpitalu. „Jak wiadomo, na SOR nie da się wejść, bo mamy do czynienia z pandemią COVID19, więc wszystko trzeba uzgadniać przez telefon. Po 2-3 godzinach dzwonię zapytać, co z tatą… Pani w telefonie odpowiada, że czeka na konsultację urologiczną (to te inne sprawy, o których nie chcę pisać i mówić) i żeby ponownie zadzwonić za 2-3 godziny. Po tych 2-3 godzinach dzwoni ktoś z SOR do mamy, że tato jest do odbioru. Żadnej informacji o tym, czy badania były zrobione, czy biegunka ustała, żadnego kontaktu z lekarzem. Nic, tylko – do odbioru. Rodzina pojechała po tatę z nadzieją na rozmowę z lekarzem, a tu mojego tatę ratownik wywiózł z oddziału, wręczył kartę informacyjną i mówi, że on nic nie wie, bo kazali tylko wywieźć. Zero kontaktu z lekarzem. Na odział nie wejdziesz, bo zamknięty. Czytam w domu wypis. Okazuje się, że nie zostały zrobione żadne badania, nawet zwykłe OB. Nic! Nie wymaga hospitalizacji! Dzisiaj mija kolejny dzień z ostrą biegunką towarzyszącą innemu leczeniu, po wielu kuracjach antybiotykowych w ciągu ostatnich 4 miesięcy, a ja, zamiast szukać pomocy w szpitalu, boję się tatę do niego wysłać na samą myśl, że musi przejść przez tarnowski SOR. Celowo piszę to w internecie, bo chcę, żeby takie sytuacje zaczęły być nagłaśniane. Doskonale wiem, że przykład mojego taty to jeden z wielu! I nie godzę się na takie traktowanie ludzi, bo chyba pacjent to jeszcze człowiek? Może jak kolejnym razem zadzwonię na SOR zapytać (bo zamknięty, więc dzwonię) jaki stan taty, to nie trafię na bezczelnego lekarza, który mnie ochrzani wściekły, bo „po co pytam w ogóle, jak doskonale wiem, co jest i tak będzie za tydzień, za miesiąc”! Z taką sytuacją miałam styczność dwa tygodnie temu, w tym samym miejscu” – grzmiała na Facebooku burmistrz Tuchowa.
Z myślą o innych pacjentach
Postanowiliśmy zapytać Magdalenę Marszałek, dlaczego zdecydowała się opublikować tak mocny post w mediach społecznościowych i jak obecnie wygląda sytuacja ze zdrowiem jej ojca. – Mój tata od kilku miesięcy zmaga się z chorobą nowotworową. Wezwaliśmy do niego pogotowie, ponieważ oprócz innych dolegliwości od kilku dni miał nieustającą biegunkę, był odwodniony i kontakt z nim był coraz bardziej utrudniony. Efekt jego wizyty na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Szpitalu św. Łukasza w Tarnowie był taki, że po 6 godzinach nie zostało zlecone żadne badanie, a jedynie została wpisana konsultacja urologiczna. Tata ostatecznie trafił do tuchowskiego szpitala, z którego otrzymaliśmy informację, że miał w swoim organizmie bardzo groźną bakterię. Nadal jest nawadniany i nadal zmaga się z biegunką. Bez pomocy tuchowskiej placówki prawdopodobnie taty nie byłoby już na tym świecie… – mówi burmistrz Tuchowa, która dodaje, że nie składała oficjalnej skargi na tarnowski szpital i nie zamierza tego robić. – Nie zależy mi, aby egzekwować jakieś odszkodowanie. Wydaje mi się jednak, że zwykłe „przepraszam” ze strony tamtejszej placówki było na miejscu. Zdecydowałam się na post publiczny, ponieważ chcę nagłośnić sprawę, aby inni pacjenci także byli dobrze traktowani. Widząc komentarze, jakie znalazły się pod moim postem widać, że jest to problem na większą skalę…
Rzeczywiście przeglądając komentarze, które zamieścili internauci pod postem burmistrz Tuchowa, da się zauważyć, że nie tylko ona w nieodpowiedni sposób została potraktowana przez medyków tarnowskiego szpitala. „Ten SOR powinni zamknąć, tyle mam do powiedzenia. Łaska, łaska, wielka łaska, żeby pomóc za każdym razem, ile bym tam razy nie była” – pisze pani Monika. „Niestety moja córka po wypadku też trafiła na nowy szpital i współczuję, ale wiem, jak tam wygląda i jak się interesują pacjentem. Najlepiej udać się gdzie indziej, może stary szpital, bo nowy to porażka” – dodaje pani Dorota. „Tarnowski SOR to jedna wielka porażka przez duże „P”. Dawno powinien ktoś zrobić porządek z tamtejszym personelem! Zero zainteresowania, uprzejmości, a o empatii mało kto tam słyszał” – nie ukrywa oburzenia pani Lidia.
Burmistrz Tuchowa nie ukrywa, że zdaje sobie sprawę z faktu, że obecnie brakuje lekarzy, czy pielęgniarek i poszczególnym placówkom nie jest łatwo, jednak według niej odpowiednia opieka należy się każdemu pacjentowi. – Uważam, że brakuje tam przede wszystkim odpowiedniego podejścia do pacjenta, poświęcenia mu swojego czasu, normalnej rozmowy, aby pacjent, ale także i jego rodzina wiedzieli co się z nim dzieje. Tego w przypadku tarnowskiego szpitala brakuje. Do tej pory nikt z pracowników szpitala nie kontaktował się ze mną w sprawie umieszczonego przeze mnie posta. Uważam, że szpital powinien przeprosić, ale nie tyle mnie, co wszystkie osoby, które skarżą się na opiekę pod postem w komentarzach. Zachęcam pacjentów i ich rodziny do nagłaśniania takich spraw. Jeżeli ludzie będą to ukrywać, to nic się nie zmieni – apeluje Magdalena Marszałek.
Szpital odpiera zarzuty
Damian Mika, rzecznik Szpitala Wojewódzkiego im. św. Łukasza w Tarnowie mówi, że wpis na portalu Facebook autorstwa burmistrz Tuchowa jest bardzo emocjonalny i pracownicy szpitala rozumieją to, ponieważ dotyczy bliskiej, chorej osoby. Szpital nie zgadza się jednak z zarzucaniem placówce bezczynności i nierealizowaniu podstawowych celów, jakimi jest niesienie pomocy w ramach obecnej wiedzy medycznej. – Pacjent trafił do nas z konkretnymi objawami, których przyczyna została zdiagnozowana. Zostały wykonane odpowiednie badania, konsultacja specjalisty, jak i zastosowano potrzebne procedury medyczne. Pacjent otrzymał odpowiednią pomoc. Innych dolegliwości – opisanych we wpisie, pacjent nie zgłaszał. Co ważne pacjent poruszał się po oddziale samodzielnie. Po kilku godzinach pobytu na SOR w stanie ogólnym dobrym został wypisany do domu z zaleceniami. Nie wymagał hospitalizacji – tłumaczy Damian Mika, który dodaje, że na Szpitalny Oddział Ratunkowy powinni zgłaszać się tylko pacjenci wymagający udzielenia pomocy medycznej w sytuacji stanu nagłego zagrożenia zdrowia lub życia. – Tak zwany stan nagły polega na nagłym lub przewidywanym w krótkim czasie pojawieniu się objawów pogarszania zdrowia, którego bezpośrednim następstwem może być poważne uszkodzenie funkcji organizmu, uszkodzenie ciała czy też utrata życia. Wizyta na SOR nie zastępuje świadczeń udzielanych przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej czy też lekarza poradni specjalistycznej. Po zdiagnozowaniu pacjenta oraz ustabilizowaniu jego funkcji życiowych jest on wypisywany, natomiast jeśli wymaga dalszego leczenia – przekazywany jest do oddziału, który zajmuje się dalszym leczeniem. Rocznie na nasz SOR trafia ponad 40 tys. pacjentów, z tego ponad 80 proc. po krótkim pobycie zostaje wypisanych do domu.
Fot. Michał Stańczyk – Szpital Wojewódzki im. św. Łukasza w Tarnowie
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.
Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.