Dodatkowe umiejętności? Kłamstwo wyższego stopnia

Kłamstwo ma krótkie nogi. Podobno nawet najgłębiej skrywana prawda, zawsze wyjdzie na jaw. Coraz częściej doświadczają tego kandydaci na wymarzone przez siebie stanowisko pracy, którzy upiększając swoje CV o nie do końca prawdziwe informacje nie mają świadomości, że pracodawca, niczym detektyw z amerykańskiego serialu, już za chwilę prześwietli całe ich dotychczasowe życie.

pinochio2_1940
By Walt Disney via Wikimedia Commons

Z tegorocznego badania, przeprowadzonego przez IBBC Group i Background Screening Service, dotyczącego kłamstw w CV wynika, że aż 81 proc. osób prowadzących rekrutację spotkało się z kłamstwem ze strony kandydata. To kosmiczna wręcz liczba, świadcząca o tym, jak popularnym zjawiskiem jest nieuczciwość osób aspirujących do podjęcia pracy względem potencjalnego pracodawcy. – Skala zjawiska jest bardzo duża. Na terenie wsi i małych miejscowości ten odsetek jest trochę mniejszy z faktu, że mieszkańcy są ze sobą zżyci i doskonale się znają, więc i o kłamstwo jest trudniej – mówi Monika Klonowska z IBBC Group, firmy zajmującej się zarządzaniem ryzykiem i bezpieczeństwem biznesu.

Najczęściej kłamiemy w informacjach dotyczących naszych dodatkowych umiejętności, wśród których liderem pod tym względem jest biegła znajomość języków obcych, obsługa konkretnego oprogramowania, czy posiadanie odpowiedniej kategorii prawa jazdy. – CV, które dostarczają nam kandydaci, zawsze weryfikujemy ze świadectwami pracy, czy dyplomami z uczelni – mówi Rafał Bednarczyk, dyrektor biura Grupy Azoty. – Z językiem obcym jest różnie. Nie od dziś wiadomo, że ludzie wpisują różne znajomości języków – od podstawowej do biegłej. Dlatego też podczas rekrutacji sami przygotowujemy specjalny test, który weryfikuje umiejętności językowe danej osoby. To najlepszy sposób na to, aby sprawdzić czy mówią prawdę. Pracujemy w przemyśle chemicznym, więc wiele osób, które stara się u nas o posadę w swoim CV wpisuje posiadanie uprawnień do obsługi wózka widłowego, ale my i tak wysyłamy ich na egzamin weryfikujący te umiejętności. Podczas rekrutacji prowadzimy również testy psychologiczne, które pozwalają nam ocenić, czy dana osoba wpisując w swoim życiorysie, że posiada cechy twórcze, jest kreatywna i kompromisowa, rzeczywiście mówi prawdę.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Gołębie serca

Aby wyeliminować „kłamcę” z procesu rekrutacji, pracodawcy coraz częściej sprawdzają swojego przyszłego pracownika na portalach społecznościowych. Dla nich Facebook, Twitter, czy GoldenLine, to kompendium wiedzy na temat osoby, z którą za chwilę spotkają się na rozmowie kwalifikacyjnej. Publikowane posty, czy zdjęcia mogą zaważyć na ostatecznej decyzji przyszłego pracodawcy o przyjęciu do pracy. Wiele firm, przeważnie dużych korporacji, korzysta także z metody zwanej „background screening”, która polega na zatrudnieniu specjalistów zajmujących się prześwietleniem życiorysu kandydata aplikującego na dane stanowisko. W branży bankowości, finansów, czy farmacji, kontrolowanie kandydatów jest już praktycznie normą. Prezesi dużych przedsiębiorstw doszli bowiem do wniosku, że poniesione na tę metodę koszty są znacznie mniejsze, aniżeli te z późniejszymi wydatkami związanymi z niewłaściwym wyborem pracownika. – Zatrudniamy osobę, która nie ma odpowiednich kompetencji, a o których wcześniej nas zapewniała, więc zmuszeni jesteśmy przeprowadzać dodatkowe, nieplanowane szkolenia. Bywa także, że pojawia się konieczność ponownych rekrutacji, a to wszystko wiąże się z kolejnymi kosztami – mówi Monika Klonowska. – Częściej kłamstwa zdarzają się na poziomie niższych stanowisk, ponieważ na tego typu rekrutacje kładziony jest mniejszy nacisk, przez co są łatwiejsze i szybsze. Im wyższe stanowisko, tym trudniej utrzymać kłamstwo, ponieważ wraz z pozycją rośnie poziom sprawdzenia kandydata. Specjaliści zajmujący się „background screening’iem” potwierdzają dla swojego zleceniodawcy wszystkie informacje, jakie kandydat zamieszcza w swoim CV, mając na uwadze nie tylko miejsca zatrudnienia, czy wykształcenie, ale również dokładne sprawdzenie wszystkich dat, zajmowanych stanowisk, czy nawet… relacji międzyludzkich. W ING Banku Śląskim niejednokrotnie doświadczyli tego, że ktoś zawyżał swoje kompetencje, bądź podawał w swoim CV wyższe zajmowane stanowisko u swojego poprzedniego pracodawcy, niż miało to miejsce w rzeczywistości. – Mamy specjalny dział doradztwa personalnego, który się tym zajmuje. Zdarzały się rekrutacje, kiedy korzystaliśmy z pomocy specjalistycznych firm, ale są to sporadyczne przypadki. Jeżeli mamy kandydata na daną posadę w naszej firmie, to bardzo często kontaktujemy się z jego byłymi pracodawcami. Mieliśmy naprawdę sporo przypadków, kiedy ktoś zawyżał swoje dotychczasowe stanowisko. Przeważnie po wykryciu tego typu nieprawidłowości, taka osoba nie ma najmniejszych szans na angaż. Jesteśmy poważną firmą i wymagamy poważnego traktowania, jak również wzajemnego zaufania – mówi Piotr Utrata, rzecznik prasowy ING Banku Śląskiego.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Samo się nie posprząta

Pani Daria, która otrzymała pracę w jednym z oddziałów telefonii komórkowej na terenie Tarnowa, nie ukrywa, że przed podpisaniem umowy o pracę, jej obecny pracodawca dokładnie zapoznał się ze wszystkimi wątkami jej dotychczasowej kariery. Wszystko odbyło się jednak za jej zgodą. – Poproszono mnie o podanie numerów telefonów do poprzednich pracodawców. Zatelefonowano do nich, prosząc o opinię na mój temat. Z tego co udało mi się dowiedzieć, swoje zdanie wyrażali nie tylko moi przełożeni, ale także koledzy i koleżanki z poprzednich zakładów pracy. Pytano ich nie tylko, jakim byłam pracownikiem, ale przede wszystkim, jaką jestem osobą, czym się interesuję, czy mam jakieś problemy… Zanim podpisano ze mną umowę, wiedziano o mnie dosłownie wszystko.

Warto zwrócić uwagę, że sfałszowanie CV nie tylko wiąże się z brakiem otrzymania wymarzonej posady, ale również może doprowadzić do surowych konsekwencji prawnych. Kiedy w czasie rekrutacji posłużymy się fałszywymi dokumentami poświadczającymi ukończone szkolenia, bądź uczelnię grozić może nam grzywna, a nawet kara pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat. Chociażby dlatego Monika Klonowska uważa, że kłamać po prostu się nie opłaca – Pamiętać należy, że nie ma idealnych kandydatów, ani też idealnych ofert pracy. Nawet jeżeli CV kandydata nie spełnia wszystkich oczekiwań pracodawcy, nie zamyka to drogi w procesie rekrutacyjnym, tak jak celowe wprowadzenie w błąd. Kłamstwo, prędzej czy później zawsze wychodzi na jaw. Od sztucznie zawyżanych kompetencji, zdecydowanie wyżej wartościowana jest prawdomówność i lojalność, a także chęć podnoszenia swoich kompetencji…

Dodaj komentarz