Dysleksja, czy wygoda?

Whoopi Goldberg, Orlando Bloom, Salma Hayek, Tom Cruise i blisko co piąty tarnowski uczeń, który w zeszłym roku zdawał egzamin gimnazjalny. Co łączy wszystkie te osoby? Dysleksja, którą wykryto u nich w czasie szkolnego nauczania i z którą muszą radzić sobie na co dzień. Dla jednych, to zaburzenie manifestujące się trudnościami w nauce czytania i pisania, dla innych… lenistwo i pójście na łatwiznę.

dzieci
By Ministerio de Educación fot. Wikimedia Commons

W 2015 roku w Tarnowie, do egzaminu maturalnego przystąpiło 215 osób z zaświadczeniem o dysleksji, co stanowiło 9 proc. wszystkich uczniów zdających maturę. Jeszcze gorzej wyglądała sytuacja z egzaminem gimnazjalnym, gdzie odpowiednim zaświadczeniem legitymowało się 222 uczniów, czyli aż 19 proc. z tych, którzy zdawali egzamin. – Problem z dysleksją jest ogromny – mówi Barbara Kuklewicz, dyrektor gimnazjum nr. 4 w Tarnowie. – W naszej szkole uczy się nieco ponad 300 uczniów, z czego aż blisko stu z nich ma problemy dotyczące dysleksji. Jestem polonistką, więc czytam wypracowania takich osób. Rzeczywiście większość z nich ma wyraźne problemy z ortografią, ale również czytaniem. Podczas pisania szkolnego dyktanda, nie zawsze takie osoby są oceniane. Przyjmujemy dla nich inną skalę błędów. Jeżeli popełni ich mało, to wpisujemy ocenę do dziennika, a jeżeli zbyt dużo, wychodzimy z założenia, aby złych ocen nie wpisywać, bo tych mogłoby być naprawdę dużo…

Dlaczego tak wielu uczniów posługuje się zaświadczeniem o dysleksji? Dla jednych dysleksja jest zaburzeniem manifestującym się trudnościami w nauce czytania i pisania. Inni uważają natomiast, że to pretekst do uzyskania „papierka”, który ułatwia dziecku naukę w szkole oraz kilka dogodności przy późniejszych egzaminach. Należy bowiem pamiętać, że tacy uczniowie mają wydłużony czas egzaminów oraz nie uwzględnia im się popełnionych błędów ortograficznych. – Obecnie dzieci siedzą przed tabletami, komórkami i komputerami. Nie spędzają aktywnie wolnego czasu. To przekłada się na późniejsze zdolności w szkole, a w zasadzie ich brak – mówi Marta Badowska z Polskiego Towarzystwa Dysleksji. – Dzieci nie są dziś przystosowane do zapamiętywania, a do szybkiego wyszukiwania informacji. Mamy do czynienia z bardzo przestarzałym modelem szkoły oraz bardzo nowoczesnym dzieckiem. Postęp medycyny, który dokonał się w ostatnich latach również odgrywa nie małe znaczenie. Dawniej mówiło się, że dziecko jest „żywym srebrem”, dziś ma ADHD. Inne dzieci były zamknięte w sobie, dziś mają stwierdzony zespół Aspergera. Podobnie ma się rzecz z dysleksją. Rodzice chodzą po gabinetach lekarskich i za wszelką cenę chcą udowodnić, że dziecko ją posiada. Uważają, że „papierek” rozwiąże wszystkie problemy, a to nieprawda.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Tuchów i obwodnica. Są obawy...

Niegdyś opinię o dysleksji można było uzyskać na każdym etapie nauki dziecka. Obecnie najłatwiej o nią dla ucznia klas 4-6 szkoły podstawowej. W tym wypadku wystarczy wizyta w poradni, gdzie dokonuje się diagnozy dziecka oraz wykonuje badania psychologiczne. Jeżeli o podobne zaświadczenie będzie starał się uczeń gimnazjum, to do poradni koniecznie będzie musiała skierować go szkoła, wydając odpowiednie zaświadczenie. – W roku 2014 wydaliśmy 142 opinie o specyficznych trudnościach w uczeniu się dla uczniów szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. W porównaniu do lat ubiegłych, zdecydowanie więcej zaświadczeń otrzymali uczniowie szkół podstawowych, natomiast ogólna liczba wydawanych zaświadczeń jest bardzo podobna – mówi Jolanta Morawska, dyrektor Poradni Psychologiczno – Pedagogicznej w Tarnowie. – Diagnoza dziecka, które ubiega się o zaświadczenie o dysleksji wydawana jest na podstawie sześciomiesięcznej obserwacji. Od momentu zgłoszenia i wykonania badań psychologicznych, obejmujemy ucznia terapią pedagogiczną. Jeżeli po okresie sześciu miesięcy nie widać poprawy, a deficyty związane z pisownią, czy czytaniem się utrzymują, to jest to podstawa do zdiagnozowania dysleksji. Zdarza się jednak, że pojawiają się u nas uczniowie, których nie obejmujemy terapią, ponieważ według nas, ich problem wynika z braku ćwiczeń, czy nieznajomości zasad ortografii. Tego typu przypadków jest niewiele, ale również się występują.

Według Marty Badowskiej problem dysleksji jest szerszy, niż wszyscy przypuszczają. – Ze swojej strony zalecamy takim osobom terapie, a terapeutów w szkołach brakuje. Brakuje również wczesnego rozpoznania problemu już w klasach 0-3. Liczba dyslektyków z każdym kolejnym rokiem rośnie i za chwilę okaże się, że 30 proc. uczniów gimnazjum będzie posiadało odpowiednie zaświadczenia. Nowe przepisy spowodowały, że 90 proc. osób mających zaświadczenia to te, które uzyskały je podczas nauki w szkole podstawowej. Mając na uwadze fakt, że w gimnazjum całą procedurę trzeba rozpocząć od wizyty w pokoju dyrektora szkoły, wielu rezygnuje z ubiegania się o zaświadczenie na tym etapie i stara się je uzyskać już w początkowych latach nauki.

WARTO PRZECZYTAĆ:   Jakby koronawirusa nie było...

Te słowa potwierdza dyrektor gimnazjum nr. 4 w Tarnowie, Barbara Kuklewicz – Większość naszych uczniów, którzy mają problem z dysleksją, przychodzą z zaświadczeniami już ze szkoły podstawowej. Organizujemy dla nich zajęcia wyrównawcze. Ciekawostką jest to, że nie wszyscy rodzice wyrażają zgodę na to, aby ich dziecko na nie uczęszczało. Nie wykluczam więc sytuacji, że część opiekunów wysyła dziecko do poradni tylko po to, aby ułatwić mu dalszą szkolną edukację, łagodniejsze ocenianie i udogodnienia podczas egzaminów zwłaszcza, że zdarzają się przypadki uczniów, którzy mając zaświadczenia o dysleksji, naprawdę dobrze sobie radzą…

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Dodaj komentarz