Służby mundurowe z terenu Tarnowa i regionu nierzadko spotykają się z telefonami mieszkańców, którzy proszą ich o nietypową interwencję. O ile widok strażaka gaszącego płonący dom nie jest niczym dziwnym, o tyle ganianie po ogródku za… papugą może stanowić spore zaskoczenie.
Z barankiem do kościoła…
Tarnowscy policjanci nie ukrywają, że zdarzają im się telefony z prośbą o nietypową interwencję. Co więcej, nie brakuje sytuacji, kiedy taką interwencję podejmują. 3 lata temu funkcjonariusze brali udział w dość ciekawym zdarzeniu. Tuż przed północą dyżurny policji odebrał telefon od kobiety, która twierdziła, że partner pobił ją… gitarą. Po przybyciu na miejsce okazało się, że mężczyzna niedawno zakupił gitarę. Tak bardzo wczuł się w nową pasję, że zaczął tańczyć z instrumentem po pokoju. W momencie wykonywania obrotu uderzył swoją partnerkę gitarą w głowę. Ta postanowiła wezwać policję. Para, która była pod wpływem alkoholu, jeszcze przed przyjazdem mundurowych zdążyła się pogodzić.
– Nietypowych telefonów odbieramy całkiem sporo. Sama pamiętam sytuację z Wielkanocy, kiedy zadzwoniła do nas matka dziecka, skarżąc się, że jej pociecha nie chce pójść do… kościoła z barankiem. Poprosiła nas, abyśmy wpłynęli w jakiś sposób na jej dziecko. O podobną interwencję poprosiła nas matka innego dziecka, które tuż przed sklepem zaczęło krzyczeć i tupać nogami, Oczywiście takich akcji nie podejmujemy, bo nie wymagają one naszej interwencji – tłumaczy Olga Lesińska- Żabińska z Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie i dodaje – Nie można jednak tego typu zgłoszeń mylić z naprawdę poważnymi interwencjami. Jakiś czas temu odebraliśmy bowiem zgłoszenie od matki dziecka, która wyłączyła mu komputer. Okazało się, że dziecko było tym faktem tak zdenerwowane, że zaczęło demolować dom i gryźć swoją mamę. W takich sytuacjach oczywiście pojawiamy się w miejscu zdarzenia.
Nie brakuje również sytuacji, kiedy na policję dzwonią osoby starsze lub z zaburzeniami psychicznymi, tylko po to, aby porozmawiać. – Traktują nas, jako osoby, którym mogą się zwierzyć. Często wysłuchujemy takie osoby, ponieważ z ich wypowiedzi można wyłapać treści, które świadczą o tym, że rzeczywiście wymagają pomocy. Mamy jednak i naszych stałych „dzwoniących”, z którymi dyskusja nie ma większego sensu. Zresztą należy pamiętać o tym, że numer alarmowy służy ochronie zdrowia i życia, a blokowanie go lub wezwanie do fałszywej interwencji grozi mandatem w wysokości do 500 zł – tłumaczy Olga Lesińska- Żabińska.
Złapać papugę
Również tarnowscy strażacy nie narzekają na brak nietypowych interwencji. W 2020 roku strażacy pomagali mężczyźnie, którego głowa utknęła między… szczebelkami ławki przy ul. Romanowicza w Tarnowie. Strażacy po przybyciu na miejsce odkręcili deskę stanowiąca oparcie ławki i dzięki temu uwolnili zakleszczonego mężczyznę.
Jedną z interwencji tarnowskich strażaków, która odbiła się szerokim echem w całym kraju, była ta sprzed czterech lat, kiedy pomogli lekarzom uwolnić z pułapki… przyrodzenie pacjenta. 23-letni mieszkaniec jednej z podtarnowskich miejscowości do erotycznej zabawy postanowił wykorzystać chromowaną nakrętkę na gryf sztangi i założyć ją na swoje przyrodzenie. Strażacy zostali wezwani na blok operacyjny, ponieważ lekarze nie potrafili poradzić sobie z problemem. Zamiast narzędzi chirurgicznych użyto sprzętu ratowniczego. Przy pomocy przecinarki kątowej nacięto nakrętkę, a następnie za pomocą nożyc hydraulicznych złamano ją na dwie części.
– Na swoim koncie mamy też kilka mniej efektownych, ale także nietypowych interwencji – śmieje się rzecznik prasowy tarnowskiej straży pożarnej, Marcin Opioła. – Ostatnio zadzwoniła do nas kobieta z gminy Rzepiennik Strzyżewski z prośbą, abyśmy pomogli szukać jej byka, bo zwierzę uciekło i nie wiadomo, gdzie się podziewa. Oczywiście poinformowaliśmy panią, że nie jesteśmy detektywami, aby szukać zaginionego byka, jednak jeżeli ustali jego lokalizację, możemy pomóc jej go zaprowadzić do stajni. Bardzo często nietypowe interwencje wiążą się właśnie ze zwierzętami. Kilka lat temu łapaliśmy konie, które uciekły woźnicy i biegły po drodze ze Zgłobic w kierunku mostu na Dunajcu. Do dziś większość strażaków wspomina jednak sytuację z Wierzchosławic, kiedy na prywatnej posesji próbowaliśmy schwytać… papugę. Mieszkaniec tamtejszej gminy poprosił nas o interwencję, ponieważ ptak opuścił klatkę i wyleciał przez okno. Ostatecznie udało nam się go złapać, a przydatna okazała się… woda z szybkiego natarcia, którą polaliśmy latającą papugę i dzięki temu wylądowała ona w bezpiecznym miejscu.
Zaskakująca kontrola paleniska
Przygodę z papugą mają na swoim koncie również tarnowscy strażnicy miejscy. W ich przypadku schwytali oni papugę, która przyleciała w odwiedziny do… innej papugi. – Mężczyzna, który poprosił nas o pomoc, stwierdził, że ma nieproszonego gościa i nie wie, co z nim zrobić. Okazało się, że ptak postanowił sprawdzić, co słychać u jego papugi. Po przyjeździe na miejsce skontaktowaliśmy się z azylem i poprosiliśmy o zajęcie się nietypowym gościem – mówi Robert Żurek, naczelnik oddziału patrolowo-interwencyjnego w Straży Miejskiej w Tarnowie.
O tym, że tarnowscy strażnicy miejscy nie boją się żadnej interwencji, niech świadczy fakt, że w ostatnich latach brali udział w takich akcjach, jak: otwieranie bramy na prywatnej posesji, rozpalanie ognia w kominku, odczytanie faktur za prąd, czy kontrola palenisk, która może przybrać nieoczekiwany obrót spraw. Kilka miesięcy temu dokonując kontroli zawartości popiołu w jednym z gospodarstw, pobrane przez strażników próbki zostały przesłane do specjalnego laboratorium, gdzie okazało się, iż w piecu spalane były odpady. Po otrzymaniu wyników, strażnicy ponownie udali się do właściciela kontrolowanej posesji, aby poinformować go o wyniku badania, a także czekającym na niego mandacie. Reakcja mężczyzny była zaskakująca, ponieważ oznajmił on, że laboratorium się myli, ponieważ nie wykryło w popiele odpadu, którym często palił w swoim piecu, a miały nim być jego… własne odchody.
– Do nietypowych naszych interwencji należy także pomoc kierowcom, którzy mają problemy z odpaleniem samochodów z powodu mrozów. Dysponujemy aparatem rozruchowym, który doraźnie zastąpi rozładowany akumulator. Z naszej pomocy każdej zimy korzysta mnóstwo kierowców z Tarnowa i regionu. Mieszkańcy chcieliby, aby pomagać im na wielu płaszczyznach. Niestety ze względów kadrowych, jak i ogromu innych zadań, które musimy realizować, nie da się być w każdym miejscu i o każdej porze. A nietypowe interwencje? Jeżeli mamy do czynienia z akcją związaną z pomocą drugiemu człowiekowi, to zawsze można na nas liczyć – tłumaczy Robert Żurek.
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.
Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.