Krystyna Piątek z Ryglic od dziecka zafascynowana jest rękodziełem. W domowym zaciszu przy pomocy bibuły tworzy różne rodzaje kwiatów, które do złudzenia przypominają te, które spotykamy w swoich ogrodach. Swoimi pracami udało jej się oczarować nawet miłośników sztuki ludowej z innych krajów, którzy wykonanymi przez nią „bibułowymi arcydziełami” przyozdabiają własne mieszkania.

Pani Krystyna pasją do rękodzieła zaraziła się od mamy, która z bibuły potrafiła zrobić cuda. – Robiła coś z niczego. Podpatrywałam ją, kiedy siadała na krześle i tworzyła wspaniałe przedmioty w głównej mierze na święta i różne okolicznościowe imprezy. Niestety wówczas materiały nie były zbyt tanie. Dodatkowo w domu się nie przelewało, więc mama rzadko pozwalała mi stworzyć coś samej od podstaw. Z czasem zauważyłam jednak, że i ja zostałam obdarzona talentem twórczym oraz plastycznym, aż w końcu sama rozpoczęłam swoją przygodę z bibułą. Oprócz tego robiłam również pisanki, czy wieńce dożynkowe.
Aby stworzyć bibułkowy kwiat, pani Krystyna oprócz bibuły potrzebuje kawałka sznurka, drucików, nożyczek i kleju. Resztę pracy wykonują już tylko dłonie. – Wydawać by się mogło, że to tania zabawa i tak rzeczywiście jest. Podstawową rolę odgrywa w tym wszystkim pomysłowość, wizja oraz dokładność. Siadając przy stoliku, wcześniej przynoszę kwiat z ogrodu, który stanowi dla mnie model, na którym opierać będę swoje dzieło. Staram się rozłożyć go na pojedyncze elementy, aby w jak najlepszym stopniu odwzorować oryginał, dlatego bardzo skrupulatnie przyglądam się płatkom, łodydze, czy liściom. Najtrudniejsze jest oczywiście zwijanie, rolowanie, wycinanie, skręcanie oraz becikowanie płatków kwiatów. Wymaga to sporo dokładności i spokoju. W zależności od tego, jak duży będzie ostatecznie kwiat i czy będzie posiadał jakieś dodatki, np. w postaci bibułkowego flakonu, praca przy jednym egzemplarzu zajmuje od 3 do 4 godzin.
W swojej przygodzie z bibułkarstwem mieszkanka Ryglic miała kilka specyficznych zamówień, jednak nie zdarzyło się do tej pory, aby któregoś nie była w stanie wykonać. – Pewnego razu jedna z klientek zamówiła kosz z 50 różami na jakiś jubileusz. Kluczową rolę odgrywał czas, więc siedziałam nad nimi dniami i nocami, ale udało mi się zrealizować zlecenie. Innym razem ktoś poprosił mnie o stworzenie… bibułkowego winogrona na uroczystość I komunii św., ponieważ chciano udekorować w ten sposób stoły. Sprostałam zadaniu używając do tego… orzechów włoskich, które owinięte w bibułę spełniały rolę owoców. Z czasem przekonałam się, że z bibuły da się zrobić dosłownie wszystko, dlatego w swoim asortymencie posiadam stworzone przez siebie parasole, kapelusze, flakony, wazony, „drzewka szczęścia”, czy „rogi obfitości”. Na dowód tego, jak wiele pomysłów siedzi w jej głowie, mieszkanka Ryglic wskazuje na położony na stole koszyk z kwiatami. – Wiele osób uważa, że bibułkowy kwiat nie może równać się z prawdziwym, ponieważ nie można poczuć jego zapachu. Wyszłam temu naprzeciw – śmieje się pani Krystyna obracając w tym samym momencie koszyczek do góry nogami i pokazując mydło zapachowe, które ulokowane jest na jego dnie. – Bibuła jest bardzo delikatnym materiałem, która pod wpływem światła szybko traci kolor i kształt. Dawniej bibułę pokrywano rozpuszczonym woskiem, by zwiększyć trwałość wykonanych ozdób. Ja wpadłam na trochę inny pomysł. Na każdą wykonaną przez siebie pracę nakładam… lakier do włosów, który utwardza bibułę, dzięki czemu nie tylko sprawia, że jest mniej podatna na wszelkiego rodzaju uszkodzenia, ale także można spryskać nią kilkoma kropelkami perfum, które sprawią, że kwiat będzie wydzielał fantastyczny zapach, podobnie jak w przypadku mydełka ulokowanego na dnie koszyczka.
Bibułkarstwo przez lata było tradycyjnym rzemiosłem w Małopolsce. Zajmowały się nim głównie kobiety, które następnie przystrajały swoimi wyrobami miejsca sakralne i domostwa. Z czasem jednak zajmowała się nim bardzo wąska grupa osób, a obecnie zajmują się nim jedynie twórcy ludowi świadomie kultywujący dawne tradycje. – Człowiek na tym nie zarobi. Traktować należy to wyłącznie, jako hobby. Aby sprzedać jakąś większą ilość towaru, należy pojawiać się na targach, czy festiwalach chociażby takich, jak Festiwal Kultury Pogórzańskiej. Ceny są różne i uzależnione m.in. od gabarytów sprzedawanego przedmiotu. Dla przykładu kwiaty w wazoniku kosztują około 15 zł, więc nie są to na tyle duże sumy, aby było można traktować to jako podstawowe źródło dochodu biorąc pod uwagę, że tego typu kiermasze nie odbywają się zbyt często – mówi pani Krystyna i dodaje – Co prawda kilka moich prac trafiło nawet poza granice naszego kraju i dziś wykonane przeze mnie kwiaty zdobią domy w USA, Kanadzie, Francji, Niemczech, czy Austrii. Pomimo tego, że cały czas w mojej głowie pojawiają się coraz to nowsze pomysły i rozwiązania, to jednak coraz mniej osób pasjonuje się i docenia rękodzieło…
Na co dzień mieszkanka Ryglic jest przedszkolanką i swoją pasją stara się zarazić swoich podopiecznych. – Co jakiś czas prowadzę warsztaty z rękodzieła zarówno dla starszych, jak i młodszych pasjonatów tego typu sztuki. Kilka lat temu w przedszkolu w Ryglicach, w którym pracuję urządziliśmy kącik regionalny pn. „Co ocalało z babcinej izby, ocalmy jeszcze od zapomnienia”, gdzie znajdują się przedmioty związane z rękodziełem. Kącik cały czas wzbogacany jest o nowe przedmioty służąc dzieciom, jako baza dydaktyczna. Również sama staram się uczyć swoich podopiecznych tworzenia bibułkowych kwiatów. Traktujemy to jako zabawę, wykonując proste formy, którymi można udekorować laurkę dla rodziców, czy dziadków. Wierzę jednak, że kilkoro z tych młodych ludzi zarazi się bibułkarstwem i będą kontynuować regionalne tradycje. A proszę mi wierzyć, że sztuczne też potrafi być piękne…
Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl
*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.